WIW Ocenia: Royal Rumble 2019
28 stycznia 2019
Marcel Rutkowski (89 WPISÓW)
UDOSTĘPNIJ

WIW Ocenia: Royal Rumble 2019

Za nami Royal Rumble 2019, czyli najbardziej wyczekiwana gala w roku. Dwa Royal Rumble Matche, siedem Title Matchy i… to coś w Kickoffie. Hype był spory, jak zwykle. Fani czekali na to, co się wydarzy 27 stycznia w Phoenix. Wiele plotek, wiele znaków zapytania, wiele teorii, czyli coś, za co kochamy weekend Royal Rumble.

Wczoraj byliśmy świadkami emocjonującego NXT Takeover: Phoenix, które jeszcze podbudowało nasze oczekiwania dotyczące gali głównego rosteru. Kto wszedł w Road to Wrestlemania z największym momentum? Kto wygrał męski, a kto kobiecy Royal Rumble Match? Czy te dwa pojedynki przebiły swoją jakością te zeszłoroczne? Przekonajmy się.


Non-Title Match

Bobby Roode & Chad Gable vs. Rezar & Scott Dawson – **

Po co to było? Chyba nikt nie wie. Bezsensowne posunięcie, które tylko pogorszyło sytuację Rezara i Dawsona. Jak do tej walki doszło tak ogólnie? Akam doznał kontuzji, jednak Drake Maverick mimo wszystko poprosił o pojedynek z mistrzami RAW Tag Team. Rezar dostał więc połówkę The Revival i postanowiono, że jeśli ten zlepek zawodników pokona mistrzów, najpewniej AoP i Revival dostaną miana pretendentów. I w zasadzie, gdyby doszło do tego, to wszystko wyszłoby nawet trochę logicznie, jednak… Roode i Gable wygrali. Nie rozumiem tego posunięcia, gdyż WWE zmarnowało jakieś 8-9 minut Kickoffu na ten pojedynek. Co do samej walki, to wyszła ona słabo, ale niczego innego się nie spodziewałem. Kompletnie gdzieś miałem to starcie. Czemu? Tak po prostu z tyłka dodali ten Tag Team Match, a to po prostu jest głupotą. Dobrze, że przynajmniej znalazło się to w Kickoffie.

Zwycięzcy: Bobby Roode & Chad Gable (6:55)


United States Championship Match

Rusev (c) vs. Shinsuke Nakamura – ** i 3/4*

Liczyłem na więcej, chociaż też pokazuje to poziom tytułu United States. Walka, która kompletnie nie ma podbudowy, Nakamura z niczego otrzymuje Title Shota na tytuł Ruseva, gdyż pamiętajmy, że teraz już nie ma czegoś takiego, jak „klauzula” mówiąca o walce rewanżowej o mistrzostwo. WWE też średnio już obchodzi pas US, jeśli walka o niego znajduje się w Kickoffie. Starcie wypadło w miarę przyzwoicie, jednak nie będzie to coś, do czego będziemy powracali za tydzień z łezką w oku. W porównaniu do ich poprzednich walk, ta po prostu wyszła przeciętnie. Wydawało się, że Rusev powinien spokojnie kontynuować reign z tytułem mistrzowskim, jednak… no właśnie. Nakamura odzyskał złoto utracone około miesiąc temu. Kompletnie nie rozumiem tej decyzji, gdyż wcześniej mistrzem był bardzo słabym, a jego Title Reign zakopał prestiż tytułu US. Miejmy nadzieję, że tym razem WWE ma na niego większe plany niż przez ostatnie pół roku i że będziemy lepiej wspominać rok 2019 pod względem midcardowego tytułu na SmackDown Live.

Zwycięzca: Shinsuke Nakamura (10:14)


Cruiserweight Championship Fatal-4 Way Match

Buddy Murphy (c) vs. Kalisto vs. Akira Tozawa vs. Hideo Itami – *** i 1/2*

Jedna z tych walk, na które się najbardziej czekało i trzeba przyznać, że Panowie nie zawiedli. Mam wrażenie, że zupełnie inaczej by wyszedł solowy pojedynek Murphy’ego np. z Kalisto, jednak WWE postawiło na taki pojedynek prawdopodobnie tylko z powodu braków w rosterze. Wiedzieli, że Cedric po raz kolejny jako przeciwnik Buddy’ego będzie po prostu nudny. Tym samym moim zdaniem Cruiserzy powinni się trzymać z dala od gal głównego rosteru. Wydaje mi się, że gdyby nie fakt, że na TLC zobaczyliśmy walkę o ten tytuł, to na Royal Rumble spokojnie moglibyśmy otrzymać ostatnie starcie Alexandra z Murphym i chyba nikt by nie narzekał. W zasadzie, to tutaj też nie mogliśmy narzekać na poziom widowiska, gdyż to mimo wszystko było na bardzo wysokim poziomie. Bardzo dobra walka, która była czymś, co chcemy oglądać podczas pojedynków „małpek”, czyli oczywiście spotfest.

Nie pasował tutaj Itami, który jakoś dziwnie wyglądał, jakby przytył w ostatnim czasie. To też spowodowało, że kilka jego akcji źle wyglądało. Buddy Murphy… to Buddy Murphy, niesamowity wrestler, niesamowity performer, niesamowita postać. Po prostu niesamowity. Gość, z którym walkę z Kennym Omegą oglądałbym najprawdopodobniej przez cały czas z otwartą buzią i oczyma wielkimi, jak pięć złotych. Murphy nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu i jest obecnie jednym z tych wrestlerów, których mógłbym oglądać bez przerwy.

Zwycięzca: Buddy Murphy (12:06)


SmackDown Women’s Championship Match

Asuka (c) vs. Becky Lynch – *** i 1/2*

Główną galę rozpoczęliśmy od walki kobiet, która wypadła bardzo dobrze. W zasadzie to ten występ Becky był przystawką do tego, co może się stać kilka starć później. To było tak naprawdę w cieniu czegoś, co mogło przewrócić internet do góry nogami. Jednakże, tu nie można odebrać Paniom, że spisały się na piątkę. Bardzo ciekawa akcja od samego początku do końca i techniczny pojedynek, który nam zaserwowały Asuka i Lynch wypadł tak, jak powinien. Dostały bardzo dużo czasu, by zaprezentować swoje umiejętności. Mówiło się o zwycięstwie Becky, mówiło się o zwycięstwie Asuki przez dyskwalifikację, by Irlandka nie straciła zbyt wiele na tym, natomiast dostaliśmy coś zupełnie innego. Japonka nie dość, że pokonała czysto swoją rywalkę, to jeszcze zmuszając ją do poddania się. Co jak co, ale tego się kompletnie nie spodziewałem i w zasadzie jest to bardzo miłe zaskoczenie. Asuka najpewniej zmierzy się z Charlotte podczas Wrestlemanii chyba, że WWE pójdzie jakoś w ten Triple Threat Match na Wrestlemanii.

Zwyciężczyni: Asuka (17:12)


SmackDown Tag Team Championship Match

The Bar (c) vs. The Miz & Shane McMahon – ***

Byłem sceptycznie nastawiony do tego pojedynku i wydawało mi się, że będę najmniej zainteresowany tą walką z całej karty, jednak było zupełnie inaczej, do czego niedługo się przekonacie. Liczyłem na zwycięstwo The Bar, chciałem, by ich Title Reign potrwał jeszcze trochę, gdyż bardzo lubię ich oglądać na szczycie dywizji Tag Team. Z Mizem i Shanem dużo mówi się, że zobaczymy niedługo zdradę któregoś z nich, przez co nie chciałem, by ci wygrali tytuły. W tym momencie zostali oni mistrzami i problem jest taki, że zaraz stracą te złota. Czy to na Elimination Chamber, czy na FastLane. Jeśli WWE postanowi oddać pasy The Bar to będzie to jedno wielkie nieporozumienie, porównywalne do sytuacji Ruseva i Nakamury. Oczywiście, wydaje się, że jest to wszystko robione, by storyline trwał dłużej, jednak ja tego po prostu nie czuję. Początek był naprawdę bardzo dobry, jednak z czasem ta przyjaźń Miza i McMahona po prostu się robi coraz słabsza. Co do Shane’a muszę go jednak pochwalić za ten pojedynek, gdyż po raz pierwszy od dawna dobrze mi się go oglądało w akcji. Nadal jestem w szoku, że jest w stanie wykonać Shooting Star Press, ale też bardzo przyjemnie się oglądało jego sprzedawanie Cesaro Swing. Kto miałby pójść na nich, jeśli nie The Bar? No chyba nikt, miałem nadzieję, że powrócą Bludgeon Brothers, jednak… ehh.

Zwycięzcy: The Miz & Shane McMahon (13:23)


RAW Women’s Championship Match

Ronda Rousey (c) vs. Sasha Banks – ** i 3/4*

To naprawdę się przyjemnie oglądało mimo tego, że walka była dosyć powolna. Panie skupiły się na technicznym wykorzystaniu swoich umiejętności. Wystarczy spojrzeć na finishery obydwu zawodniczek, by stwierdzić jeszcze przed pojedynkiem, że to właśnie na tym się będzie on opierał. Jeśli się nie mylę, to Sasha jeszcze nigdy nie przegrała przez Submission, nawet podczas rywalizacji z Charlotte. Tutaj zachowywała się Heelowo i widać było, do czego to mogłoby zmierzać. Bardzo mi się podobało to, jak Banks skupiła się na rękach Rondy, by następnie założyć bardzo ciekawą dźwignię, której nie powstydziłby się sam Zack Sabre Jr. Zwycięstwo Sashy było tak naprawdę niemożliwe, więc wynik mógł nas niesamowicie zaskoczyć, jednak do tego oczywiście nie doszło. Ta przegrała po Rowdy Busterze i dobrze, bo nie odklepała, nie straciła na tej porażce.

Zwyciężczyni: Ronda Rousey (13:47)


Women’s Royal Rumble Match – *** i 3/4*

Kilkanaście razy lepsza walka niż rok temu. WWE nie popełniło tych błędów, co rok temu zepsuło odbiór pojedynku, dzięki czemu tym razem oglądało się Royal Rumble Match kobiet o wiele lepiej. Nie było wielu, niepotrzebnych powrotów gwiazd, które po prostu niczego nie wniosły do tego pojedynku. Bałem się, że dostaniemy Kaitlyn, która pewnie wypadłaby podobnie, jak Kelly Kelly rok temu. Wtedy postawiono na te momenty, teraz widzieliśmy stricte prawdziwy Royal Rumble Match z wrestlerkami z NXT, a nawet Rheą Ripley, czy też Marią Kanellis. Bardzo mi zaimponowała tutaj Lacey Evans, której już teraz wróży się świetlaną przyszłość w głównym rosterze. W NXT jej nie wyszło, więc może tutaj się spisze na miarę naszych oczekiwań. Ogromnym plusem były też występy Natalyi i Ember Moon, a w szczególności tej drugiej. Na plus też zaskoczenia w postaci Io Shirai, czy Candice LaRae. Obie wytrzymały najdłużej w tym pojednyku, a do ich wyniku zbliżyła się tylko Charlotte mimo tego, że ich nie przebiła.

Końcówka walki to było bardzo ciekawe rozwiązanie WWE. Podczas walki Ruseva z Nakamurą, Lana doznała kontuzji, przez co mimo wyjścia na rampę, nie była w stanie walczyć, więc zastąpiła ją Becky Lynch. Było to fajne, choć naprawdę liczyłem na Lynch w Royal Rumble Matchu mężczyzn. Chciałem tego ogromnego momentu, gdyż już najpewniej się nie powtórzy okazja na to. Irlandka wygrała i na 100% wyzwie tę, z którą miała się zmierzyć już na Survivor Series. Ronda Rousey vs. Becky Lynch na Wrestlemanii 35 jest już pewne, pozostaje nam tylko czekać i zastanawiać się, czy dodadzą tam Charlotte Flair i zobaczymy ogromny Triple Threat Match, czy też skończy się na solowym pojedynku. Teraz możemy być pewni, że na Elimination Chamber lub FastLane zobaczymy pojedynek Becky z Laną. Stety, czy niestety (dla mnie niestety), tak działać będzie ten storyline. Wracając jednak do Royal Rumble Matchu, brawa dla Pań, szczególnie dla Marii Kanellis, która powróciła do ringu po tej przerwie spowodowanej ciążą.

Zwyciężczyni: Becky Lynch (71:26)


WWE Championship Match

Daniel Bryan (c) vs. AJ Styles – ** i 3/4*

Ogromny zawód. Po prostu nie na to liczyliśmy, czekając na czwartą ich walkę z tytułem na szali. W porównaniu do ich starcia na TLC, to było kompletną porażką. Stać ich na o wiele więcej niż kolejny powolny pojedynek. W grudniu było o tyle lepiej, że Panowie byli w stanie się rozkręcić po czasie i dać nam świetną, techniczną, z masą storytellingu walkę. Tu brakowało wielu rzeczy, starcie po prostu nudziło swoją długością, swoją akcją, a raczej jej brakiem. Jedna z najgorszych walk AJ Stylesa w WWE o tytuł mistrzowski, jeśli nie najgorsza. Nie mam pojęcia, co się stało z tą dwójką, gdyż wszyscy dobrze wiemy, na co ich stać. Końcówka była zaskakująca. Tak, jak wcześniej napisałem; chciałem zobaczyć na Royal Rumble Bludgeon Brothers, jednak nie w takiej roli. Albo inaczej. Nie spodziewałem się ani jednego z nich w takiej roli. Erick Rowan będzie najpewniej menadżerem Daniela Bryana. Daje mu wygraną nad AJ Stylesem. Czy mi się to podoba? W zasadzie tak, bo na papierze ma to duży potencjał i jeśli WWE tego nie zepsuje, to będziemy świadkami bardzo ciekawego gimmicku. Teraz czeka nas Elimination Chamber, a tam… wszystko może się zdarzyć.

Zwycięzca: Daniel Bryan (24:34)


Universal Championship Match

Brock Lesnar (c) vs. Finn Balor – ****

Ocena może być kontrowersyjna, bo przecież to walka Lesnara, bo przecież to nawet nie było 9 minut. Powiem tak, to nie była typowa walka Lesnara z „Dawidem”, jakie widzieliśmy na Survivor Series, które również tak wysoko oceniałem. To było idealnie rozplanowane dziewięciominutowe starcie, w którym było absolutnie wszystko, by się nim cieszyć. Ok, Balor nie był Demonem, przez co jego szanse na zwycięstwo spadły jeszcze bardziej. Ale nie można mu odebrać, że zaprezentował się fantastycznie. Postawił się Lesnarowi, nawet bardziej niż Bryan w listopadzie. To, jakie akcje Bestia otrzymywała, to jak je sprzedawała pokazują, że jeśli da się Brockowi odpowiedniego rywala, to nawet w tak krótkim czasie możemy zobaczyć świetną walkę. Trzy Somersaulty, akcje, przez które wydawało się, że Lesnar zaraz zabije swojego rywala w ramach zemsty, fantastyczna kontra F-5 na Tornado DDT, a następnie piękne Coupe de Grace zakończone Nearfallem i przejściem do Kimury. Nie wiem, wielu się ze mną na 100% nie zgodzi, jednak to po prostu może być jedna z najlepszych walk głównego rosteru w tym roku. Brawa, po prostu brawa dla Lesnara i Dev… Balora.

Zwycięzca: Brock Lesnar (8:35)


Men’s Royal Rumble Match – ***

Czemu to tak się stało? Jak kobiecy Royal Rumble Match stał się znacznie lepszy od zeszłorocznego, tak męski Royal Rumble Match był o wiele słabszy. Rok temu otrzymaliśmy jeden z najlepszych tego typu pojedynków, jeśli nie nawet najlepszy, a teraz… no była kompletna klapa. Mam wrażenie, że ta walka była bardzo podobna do pierwszego Royal Rumble Matchu kobiet. Booking był po prostu tragiczny. WWE zmarnowało sporo picków w tym pojedynku na to, by po pierwsze, zakończyć streak Curta Hawkinsa, wrzucając tam Titusa O’Neila, przy czym jeszcze idiotycznie sztucznie próbowali powtórzyć ten spot z Greatest Royal Rumble, co wtedy było zabawne, ale to już była przesada. Po drugie, No Way Jose, chyba nie muszę się na ten temat rozpisywać. Po trzecie Xavier Woods, który wszedł tylko po to, by Kofi Kingston po raz kolejny zrobił jakiś „ciekawy” spot, na które pomysły stają się nudniejsze z każdym rokiem. Występ Bobby’ego Lashley’a? Chryste Panie i on miał być kimś, kto zmierzy się z Brockiem Lesnarem podczas SummerSlam? Jinder Mahal…

Przejdźmy teraz do powrotów (aż trzech, wow) i kilku występów z innych rosterów (aż trzech, wow). Jeff Jarrett? Podobało mi się, mimo tego, że dla mnie jako sporadycznego widza TNA/Impact Wrestling/GFW sprzed kilku lat było to po prostu dziwny widok, by oglądać gościa, który tam był tym wnerwiającym wszystkich, Heelem, który ma ogromne ego, a teraz wchodzi w takim stylu. Mimo wszystko, było to na plus, po prostu fajny moment. Kurt Angle? Równie dobrze mogło go nie być. Wszedł jako czwarty, a wypadł jako drugi po Jarrecie. Bez sensu. Johnny Gargano? Super, fajnie wypadł mimo jednego botcha z Big E. Pete Dunne i Aleister Black też przyjemnie wypadli, no ale mam zasadnicze pytanie. Czemu nie było Adama Cole’a? Velveteena Dreama? To byłyby momenty, to byłyby wielkie reakcje. No i… teraz wyjdę na fanboy’a EC3, ale tak. Czemu nie było EC3, skoro jest już pokazywany na backstage’u podczas RAW, SmackDown. Dolph Ziggler, no spoko, fajne pożegnanie z WWE. Trzecie miejsce. Też fajny występ, jednak największe brawa należą się Mustafie Aliemu, od którego dłużej w walce był tylko Seth Rollins. Pokazał się z bardzo dobrej strony i wyeliminował Samoa Joe i Shinsuke Nakamurę! Ma spore momentum i federacja powinna to wykorzystać teraz.

No i najważniejsze, wygrał Seth Rollins. Strasznie się bałem w pewnym momencie, że jednak mogą pójść w zwycięstwo Brauna Strowmana i walkę z Lesnarem, ale na całe szczęście nie otrzymaliśmy tego. Rollins idzie na Bestię i super, zasługuje na Main Event i chyba nie może tu przegrać. Prawie zapomniałem o numerku 30. Szkoda, że tylko „prawie”. Nia Jax… jestem zażenowany, po co to zrobili? Czemu? Jaki to miało cel? Chcieliśmy The Man, a dostaliśmy „The Biggest Man”. Jestem zawiedziony poziomem tego pojedynku. Po prostu zawiedziony. Booking Royal Rumble Matchu po raz kolejny zabił emocje tego starcia. Brawo.

Zwycięzca: Seth Rollins (57:59)


Podsumowanie: Gala wypadła bardzo dobrze, chociaż nadal moim zdaniem można było liczyć na wiele więcej. AJ i Bryan zawiedli, Royal Rumble Match mężczyzn był zaskakująco słaby, a o Tag Team Matchu z Kickoffu nawet nie chcę myśleć. Cała reszta na plus, a w szczególności opener, Royal Rumble Match kobiet i walka o tytuł Universal. Mogło być jeszcze lepiej i mam nadzieję, że to będzie dobry rok dla głównego rosteru.

Średnia Gali
3 out of 5
Najlepsza Walka
4 out of 5
Wyniki
3.5 out of 5

3.5

Average
3.5 out of 5
Marcel Rutkowski

Marcel Rutkowski

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi zawodnikami są: AJ Styles, Kevin Owens, Kenny Omega, Young Bucks i EC3. Oprócz tego interesuje się piłką nożną, a ulubionymi drużynami są: Real Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpool.