WIW Ocenia: Elimination Chamber 2019
18 lutego 2019
Marcel Rutkowski (89 WPISÓW)
UDOSTĘPNIJ

WIW Ocenia: Elimination Chamber 2019

Road to Wrestlemania trwa w najlepsze, jesteśmy trzy tygodnie po Royal Rumble i już mamy pierwszą galę PPV. Super, naprawdę super. Nie będę się tu dużo rozpisywał i znowu narzekał, że mamy dwie gale pomiędzy Royal Rumble a Wrestlemanią, gdyż to zrobiłem przedwczoraj w zapowiedzi Elimination Chamber, którą możecie przeczytać tutaj. Tegoroczna karta wygląda biednie i nie zapowiada się na jakieś świetne widowisko.

Poznamy pierwsze mistrzynie kobiet Tag Team w nowej erze, a oprócz tego mamy też pięć innych Title Matchy oraz jedną walkę bez żadnego tytułu na szali. Ta jednak ma stypulację, która może, ale nie musi uratować tego pojedynku, czyli No Disqualification. Jak wypadło Elimination Chamber? Czy tytułowe starcia sprostały swoim oczekiwaniom, które trzeba przyznać, że u wielu są duże? Przekonajmy się.


Cruiserweight Championship Kickoff Match

Buddy Murphy (c) vs. Akira Tozawa – *** i 1/2*

No i to było bardzo dobre widowisko. Murphy znów pokazał, że jest jednym z najlepiej wyszkolonych technicznie wrestlerów w WWE, a przy odpowiednim czasie, potrafi on wykręcić coś, co skradnie show. Akira natomiast znów udowadnia, że potrafi się spiąć na ważniejsze walki, szczególnie na te o mistrzostwo Cruiserweight. Tak było w przypadku walk z Nevillem, które wychodziły przynajmniej dobrze i tak też było podczas Elimination Chamber. Dostali 13 minut i w pełni wykorzystali ten czas, dzięki czemu otrzymaliśmy świetne, techniczne starcie, które jednak dużo straciło na fakcie, że wynik był nam znany od samego zapowiedzenia pojedynku. Szkoda, bo dałoby to nam więcej emocji temu starciu, ale szybka akcja dużo wynagrodziła. Piękna kontra Suicide Dive na Suplex poza ringiem, kontra chyba Powerbomba na Hurricanranę z trzeciej liny, czy też bardzo ładny Senton Bomb na leżącym na drugiej linie Murphym. Panowie dali z siebie bardzo dużo, a Buddy po raz kolejny pokazał, że czuje się w 205 Live, jak ryba w wodzie. Jest tu po prostu świetny i nikt nie może mu tego odebrać, że jak kiedyś tęskniliśmy za Nevillem w dywizji Cruiserweight, tak teraz Murphy fantastycznie go zastąpił.

Zwycięzca: Buddy Murphy (13:18)


Women’s Tag Team Elimination Chamber Match

Carmella & Naomi vs. Liv Morgan & Sarah Logan vs. The IIconics vs. Nia Jax & Tamina vs. Sonya Deville & Mandy Rose vs. Sasha Banks & Bayley – *** i 3/4*

No i to było pozytywne zaskoczenie. Nie liczyłem na wiele od Pań, ale może to i dobrze? Nie podchodziłem do tego pojedynku z wielkim hypem i dostałem coś, co znacznie przerosło moje oczekiwania i to mi się podoba. Drugi rok z rzędu kobiety dają w Elimination Chamber Matchu bardzo dobre widowisko i oby tak dalej. Bardzo mi się podobał booking tej walki. Nie było błędów popełnianych podczas pierwszego w historii Tag Team Elimination Chamber Matchu w 2015 roku, czyli akcje typu przerywanie pinu przez zawodniczkę nie z tej samej drużyny (czyli np. Sasha przypina Naomi, a Jax to przerywa). Wszystko było tu składne, wszystko tu było fajnie rozpisane, bardzo mi się podobały tutaj Mandy i Sonya, które mimo tego, że nie były faworytkami do zwycięstwa, zostały mocno przedstawione. W przypadku Sashy i Bayley byłem pewien, że te wytrzymają do samej końcówki, gdyż wszystko było tak budowane na tygodniówkach. W przypadku byłych członkiń Absolution było to totalnie niespodziewane.

Bardzo mi się podobała eliminacja Jax i Taminy, do czego były potrzebne aż cztery zawodniczki, czyli logiczna współpraca przeciwko największemu niebezpieczeństwu w klatce. Były one drugimi głównymi faworytkami do zdobycia tytułów Tag Team i dzięki temu już poznaliśmy w zasadzie zwyciężczynie pojedynku, jednak nie było to ważne, gdyż widać było tu mocny booking Mandy i Sonyi. Zasługują one na dużo w tej dywizji, gdyż zrobiły ogromny progres i jeśli miałbym trzymać za któryś Tag Team kciuki w najbliższym czasie, to zdecydowanie byłyby to te dwie zawodniczki. Jak będzie wyglądała dywizja Tag Team kobiet? Mówi się, że specjalnie dla nich będzie zniesiony brand split i w ramach feudów będziemy widzieli drużyny na obydwu tygodniówkach. Czy to dobrze? Nie wiem, muszę poczekać na to, jak będzie to wyglądało w przyszłości i dopiero wtedy będę w stanie ocenić ten koncept. Jeszcze raz brawo Panie, świetna robota.

Zwyciężczynie: Sasha Banks & Bayley (32:56)


SmackDown Tag Team Championship Match

The Miz & Shane McMahon vs. The Usos – ***

Dobra walk, podczas której Shane znów pokazał, że jednak coś potrafi pokazać w ringu. The Usos jak zwykle w starciach o mistrzostwo Tag Team udowadniają nam, że są jedną z najlepszych drużyn obecnie w WWE. Oczywiście dostaliśmy podczas pojedynku Flying Elbow Drop na stół komentatorski, który wydawało mi się, że był źle wykonany, ale to może tylko przez kamerę, w jakiej to pokazali. Bardzo mi się podobała końcówka, gdyż już byłem pewien, że Miz zakończył walkę tym Skull Crushing Finale, jednak Jimmy odkopał i od razu przeciągnął byłego już mistrza na plecy, dając sobie zwycięstwo.

Wynik tutaj był ogromną niewiadomą, co było kolejnym pozytywem tego pojedynku. Po ostatnich newsach wiele osób skreśliło braci, co według mnie było czymś absolutnie głupim. Jak widać, Vince nie zmienił swojego zdania na temat Jimmy’ego i Jey’a, a ci jednak specjalnie nie robili wszystkiego by zostać zwolnionymi i są teraz mistrzami. Miejmy nadzieję, że będą tak dobrymi mistrzami, jak to było w 2017 roku i znowu pokażą się z najlepszej strony. Co dalej z Mizem i Shanem? Na backstage’u doszło do sprzeczki pomiędzy nimi i wygląda na to, że wcześniejsze przypuszczenia się sprawdzają. Na Wrestlemanii ta dwójka zmierzy się ze sobą i chyba znowu Mike będzie Heelem. Na więcej wyjaśnień musimy jednak poczekać do najbliższego SmackDown Live, które nam bardzo dużo powie na temat dalszej części tego storyline’u.

Zwycięzcy: The Usos (13:50)


Intercontinental Championship Handicap Match

Bobby Lashley (c) & Lio Rush vs. Finn Balor – **

Szczerze? Liczyłem na więcej, sądziłem, że Lio zostanie tu w ciekawy sposób wykorzystany i z Finnem da nam miłe dla oka sekwencje, jednak tego zdecydowanie brakowało. Mówiło się, że Rush jest tutaj dodany tylko po to, by Lashley przegrał mistrzostwo Interkontynentalne i jednocześnie nie stracił dużo na porażce. Liczyłem, że to były kłamstwa, że nie oddadzą tytułu Balorowi tak szybko, jednak to się stało… Dla mnie jest to ogromna pomyłka, szczególnie przez to, jak się ta walka zakończyła, czyli oczywiście głupia decyzja Lio, który chciał zgarnąć na siebie cały spotlight, przypinając Balora, a ostatecznie został przypięty przez Irlandczyka. Atak Bobby’ego i rozpad tej dwójki, szczerze, to nie jest według mnie dobry pomysł, gdyż raczej za dużo nowego nie zrobią z jego postacią. Nie zdziwię się, jeśli podczas jednego z najbliższych odcinków Monday Night RAW zobaczymy pojedynek pomiędzy Bobbym a Rushem i ten drugi pokona „Dominatora”. Znając WWE, to tak się stanie i wtedy przypomnę sobie znowu, że ten sam Lashley miał walczyć z Brockiem Lesnarem podczas SummerSlam 2018. Kończąc wątek tej walki, nie czułem tu żadnych emocji i WWE po raz kolejny pokazało, jak złym bookingiem można zabić postać, jak można zabić tytuł mistrzowski, jak można zabić galę PPV, a to dopiero początek…

Zwycięzca: Finn Balor (9:29)


RAW Women’s Championship Match

Ronda Rousey (c) vs. Ruby Riott – DUD

Po co? Naprawdę? Dablju, czemu tak? Nie mówcie, że nie mieliście czasu na tę walkę, bo gala zakończyła się dużo wcześniej niż mogła. Spokojnie można było z tego zrobić 10 minutowy pojedynek, który z pewnością urozmaiciłby tę galę. Ruby nie jest zła w ringu i zdecydowanie nie zasługuje na porażkę po dwuminutowym czymś. Jeśli nie doszło tu do żadnej kontuzji to kompletnie nie rozumiem, co ludzie odpowiedzialni za tę walkę mieli w głowach, by dać nam coś takiego. Co sądzę o tym, co się wydarzyło po tym „starciu”? No co, Triple Threat i tak był pewny i jeśli ktokolwiek sądził, że do niego nie dojdzie po ostatnim RAW to po prostu nie rozumie tego biznesu. Jak to wszystko rozwiążą? No moim zdaniem Charlotte zmierzy się z Becky na Fastlane ze stypulacją mówiącą, że jeśli Irlandka wygra z Flairówną, to dołączy do walki na Wrestlemanii i tyle. Dziękuję, dobranoc.

Zwyciężczyni: Ronda Rousey (1:42)


No Disqualification Match

Baron Corbin vs. Braun Strowman – 3/4*

I powiedzcie mi teraz, o co w tym chodzi? Corbin, Strowman i cała reszta otrzymali 10 minut, kiedy Ronda i Ruby dwie. Trzy walki z tej gali trwały łącznie trochę ponad 21 minut, NA GALI PPV PODCZAS ROAD TO WRESTLEMANII. O co tu chodzi? Kto to wszystko rozpisywał? Road Dogg? Jeszcze po tej walce otrzymaliśmy fantastyczne wyjście na rampę Lacey Evans, które zapamiętam do końca życia.. To zwykły żart, a nawet koszmar, z którego chciałbym się teraz obudzić i od razu o nim zapomnieć, jednak tak to niestety nie działa. Jaki cel miał ten No DQ Match? Promocję kolejnej bezsensownej walki podczas Fastlane? Naprawdę? Tylko tyle? Ja dziękuję za taką Road to Wrestlemanię, która rozpoczęła się tak naprawdę zaledwie trzy tygodnie temu. To, co obecnie nam WWE serwuje woła o pomstę do nieba i aż boję się wiedzieć, jak ma wyglądać sama Wrestlemania.

Zwycięzca: Baron Corbin (10:20)


WWE Championship Elimination Chamber Match

Daniel Bryan (c) vs. Kofi Kingston vs. Jeff Hardy vs. Randy Orton vs. AJ Styles vs. Samoa Joe – *** i 1/2*

Mam flashbacki z poprzedniego roku… Tak jak pisałem w zapowiedzi, nie miałem jednak wielkich wymagań, co do tego starcia, bo po prostu nie chciałem się tak zawieść, jak wtedy… i nie zawiodłem się tak, jak w 2018, bo tym razem było ciekawiej, szczególnie na koniec tego pojedynku, ale o tym później. Dużo tu będzie o bookingu, gdyż wydaje mi się, że jest on tutaj niesamowicie ważną rzeczą. Rok temu zabił on walkę, pozwalając Strowmanowi wręcz zniszczyć jej odbiór. W tym roku nie było Brauna w stalowej konstrukcji i… znów booking leżał. Mam jednak tutaj dwie rzeczy, za które muszę wręcz pochwalić writerów tego pojedynku. Po pierwsze bardzo mi się podobał sposób, w jaki wypadł tutaj Daniel Bryan. Dla wielu może być to minus, jednak to, jak uciekał od bezpośrednich potyczek był bardzo mądry. Jego gimmick pasuje do takich akcji i dobrze się to oglądało, kiedy Daniel po prostu oszczędzał swoje siły na kluczowe momenty. Wiedział, że jeśli będzie zachowywał je na dalszą część starcia, będzie w stanie bez problemu wytrwać swoich pozostałych rywali.

Drugi pozytyw tego Elimination Chamber Matchu pozostawię na sam koniec, gdyż chyba wszyscy wiemy, o co chodzi. Przejdźmy teraz do tych minusów, którym zdecydowanie jest szybka eliminacja Samoa Joe oraz Jeffa Hardy’ego. Ci dwaj nie wytrzymali w pojedynku nawet dwudziestu minut, przy czym tego drugiego mogliśmy oglądać przez około 3 minuty. Natomiast Samoańczyk, który w teorii spokojnie powinien tutaj dominować, być dzięki swoim warunkom fizycznym i swojemu gimmickowi najpotężniejszym rywalem dla mistrza, odpadł jeszcze zanim piąty wrestler wszedł do ringu… Taka ciekawostka, w momencie, kiedy w klatce pozostali Kofi Kingston i Daniel Bryan, patrząc na czas walki, w kobiecym Elimination Chamber Matchu były nadal cztery drużyny… To był bardzo przeciętny Elimination Chamber Match, jeśli nie powiedzieć, że słaby, gdyby nie końcówka, a raczej ostatnia dwójka, bo końcowa potyczka trwała aż 12 minut, co czyni ją najdłuższą „sekwencją” końcową W HISTORII tej stypulacji! Wracając jednak do Panów, to WWE dzisiaj już tak naprawdę potwierdziło nam kolejną walkę na Wrestlemanii, czyli Styles vs Orton. Spoko, nie narzekam, bo dwa lata temu wyszło to świetnie podczas jednego z odcinków SmackDown Live.

Drugi plus tej walki, to oczywiście Kofi Kingston, który wydawałoby się nie jest w stanie pokazać się już z tak świetnej strony, jak na ostatnim SmackDown Live. Tymczasem Elimination Chamber Match znów pokazał jego umiejętności i znów dano nam pokaz, że jeśli WWE chce, to potrafi. Tak byłoby może z Mustafą Alim, ale wydaje mi się, że u Kingstona wyglądałoby to jeszcze lepiej. Końcowa sekwencja, która jak już napisałem, trwała aż 12 minut, wypadła świetnie i mimo, że wiedzieliśmy jaki będzie wynik tego starcia, to oglądało się to wyśmienicie. Aż mi się przypomniał 2012 rok i walka o mistrzostwo World Heavyweight, kiedy to ostatnią dwójką byli Santino Marella i właśnie Daniel Bryan. Obecny mistrz WWE zmusił swojego rywala do poddania się i tutaj też było bardzo blisko, ale z kompletnie niewiadomych przyczyn, federacja postanowiła zmienić zasady Elimination Chamber Matchu i wprowadziła tu rope break. Czemu? Nikt tego nie wie. Bryan wygrał i kto teraz na niego ruszy? Wydaje się, że pewniakiem powinien być Mustafa Ali, jeśli wróci tak szybko, by móc się z nim zmierzyć podczas Fastlane. Jeśli nie on to kto? Nie mam zielonego pojęcia, tak samo w przypadku Wrestlemanii. Chciałbym Bray’a Wyatta, ale coraz bardziej myślę, że jest to niemożliwe. Podsumowując, Panie, drugi rok z rzędu wypadły lepiej w Elimination Chamber! Jestem w szoku, ale cieszę się, że chociaż tam podobał mi się booking.

Zwycięzca: Daniel Bryan (36:51)


Podsumowanie: Gdyby się wycięło to, co się wydarzyło po walce o tytuły Tag Team, to mógłbym powiedzieć, że dostaliśmy bardzo dobrą galę, jednak no nie da się tak zrobić. Gala była przeciętna i gdyby nie fakt, że bardzo dobrze wypadły Elimination Chamber Matche, walka o tytuł Cruiserweight i dostaliśmy niezły Tag Team Match, to wypadłoby to tragicznie. Chcę jak najszybciej zapomnieć o Handicap Matchu, tym czymś z Rondą i Ruby oraz tym, co dali nam Corbin, Strowman, McIntyre i Lashley przed Main Eventem. Oby Fastlane wypadło lepiej, choć szczerze w to nie wierzę.

Średnia Gali
2.5 out of 5
Najlepsza Walka
3.75 out of 5
Wyniki
3 out of 5

3.08

Average
3.08 out of 5
Marcel Rutkowski

Marcel Rutkowski

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi zawodnikami są: AJ Styles, Kevin Owens, Kenny Omega, Young Bucks i EC3. Oprócz tego interesuje się piłką nożną, a ulubionymi drużynami są: Real Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpool.