WIW Ocenia: Fastlane 2019
11 marca 2019
Marcel Rutkowski (60 WPISÓW)
UDOSTĘPNIJ

WIW Ocenia: Fastlane 2019

No i pora na ostatni przystanek przed Wrestlemanią! Fastlane PPV co roku stoi na co najwyżej przeciętnym poziomie i raczej nie zapowiada się na jakąś zmianę podczas tegorocznej edycji. Dziewięć zapowiedzianych walk, pięć starć z tytułami na szali, powrót The Shield, a zarazem pierwszy pojedynek Romana Reignsa po powrocie z choroby.

Jak wypadło tegoroczne Fastlane? Czy wypadło lepiej niż w ostatnich latach? Przekonajmy się.


Tag Team Match

Shinsuke Nakamura & Rusev vs. The New Day (Big E & Xavier Woods) – ***

Przyjemna walka, jednak tego mogliśmy się spodziewać, szczególnie że dzięki dodaniu ich do Kickoffu, Panowie dostali więcej czasu na zaprezentowanie swoich umiejętności. Niestety wkradł się tu mały, ale strasznie widoczny błąd. Mianowicie, kiedy Rusev zmienił się z Nakamurą, Japończyk nie wiedział co dalej robić. Miał ruszyć na Big E, który ewidentnie nie widział zmiany, by Rusev mógł wykorzystać tę nieuwagę. Ostatecznie tak się to skończyło, jednak Bułgar musiał wręcz pchnąć swojego Tag Team partnera, by ten to wykonał. Nie ma co się tu rozpisywać o podbudowie do starcia, bo tak naprawdę go w ogóle nie było. Typowy dodatkowy pojedynek dla zawodników, którzy się nie zmieścili w głównej karcie i tyle. Akcja była dosyć szybka i nie oglądało się tego źle. Takie bonus matche mogę oglądać i ta czwórka pozytywnie mnie nastawiła przed główną kartą, szczególnie że drugiego zapowiedzianego starcia w Kickoffie Fastlane nie było…

Zwycięzcy: The New Day (Big E & Xavier Woods) (13:14)


SmackDown Tag Team Championship Match

The Usos (c) vs. Shane McMahon & The Miz – *** i 1/4*

Szczerze? Fajnie to się oglądało, czego się nie spodziewałem przed rozpoczęciem tej walki. Wynik był pewny i tylko można było się zastanawiać, czy naprawdę dojdzie do zdrady Shane’a. The Miz wystąpił przed „swoją” publicznością, a ta go bardzo wspierała podczas walki. Pierwsza połowa starcia była strasznie nudna, bardzo źle się to oglądało, Shane był zdominowany, a akcja stała przez to w miejscu. Na całe szczęście wejście The Miza wszystko naprawiło i dzięki temu byłem w stanie dać tak wysoką ocenę… 3,25 to wysoka ocena, nice.

Nie no, Miz się świetnie zaprezentował w tej walce, bardzo fajnie się go oglądało. Jego zmiana dała nam szybką akcję, a sam w końcu ożywił ten pojedynek. Widać było w jego postaci mocny storytelling; wrócił do „domu”, na trybunach był jego ojciec, a sama publiczność go niezwykle wspierała. Walczył o to całą swoją karierę, chciał, by ktoś go w końcu docenił i to się stało właśnie w Cleveland. Strasznie źle wyglądał ten Dropkick Shane’a na jednym z braci Uso podczas wykonywania przez tego drugiego Splasha. Aż mi się przypomniała kontra Coast to Coast na Spear przez Romana na Survivor Series 2017.  Na całe szczęście nie skończyło się to źle i Shane spokojnie przeszedł Heel Turn. Bardzo dobrze w tym momencie wyglądał i nie był to jakiś słaby turn. Miz został wręcz zniszczony na oczach własnego ojca i dobrze się zapowiada ich feud. Co do Usos, to czekam ze zniecierpliwieniem na walkę z Hardysami.

Zwycięzcy: The Usos (14:08)


SmackDown Women’s Championship Match

Asuka (c) vs. Mandy Rose – * i 1/2*

Ehh, kompletnie nie wiem, co powiedzieć o tej walce. Była strasznie krótka, była nudna, była… nie wiem naprawdę. Mandy nie jest tak zła w ringu, by dawać jej tak tragiczną walkę o mistrzostwo. Czuję się zażenowany, a ten booking to była ta rzecz, jaką w WWE najbardziej nie cierpię. Sonya próbowała wyciągnąć coś spod ringu dwa razy, przez co za tym drugim razem Rose przegrała, bo zahaczyła o ten materiał z ringu… Nie wiem jak to nazwać i też nie wiem, jak tę walkę bookowali. Ale spokojnie, najgorsze jeszcze przed nami.

Zwyciężczyni: Asuka (6:42)


Handicap Match

Kofi Kingston vs. The Bar – (-*)

Czy ja coś mówiłem o bookingu? No właśnie… Po co to? Czemu? Jeszcze większe ośmieszanie Kofiego i budowanie go na większego underdoga? To ostatnie jeszcze zrozumiem, ale… czemu na Fastlane? Nie mogli tego zrobić na ostatnim SmackDown tyle, że Kofi miałby wygrać swój pojedynek, by dołączyć do walki o mistrzostwo WWE? Tak wrzucili 5 minut z gali PPV do kosza. Wcześniej pisałem przy Kickoffie, że lubię takie bonus matche… ale do… jasnej cholery w Kickoffie takie coś mogą robić… nie w głównej karcie… ale nawet to nie powinno się tu w ogóle znaleźć. Jeszcze to jak sama walka wyglądała… Kofi był niszczony, dominowany, bo to był Tornado Handicap Match. I tak przez pięć minut, aż przyszła reszta The New Day, a ci zostali zaatakowani przez Nakamurę i Ruseva. Wow, świetny booking. Tylko po to była walka w Kickoffie, żebyśmy dostali ten atak podczas głównej gali? Super.

Zwycięzcy: The Bar (5:10)


RAW Tag Team Championship Triple Threat Match

The Revival (c) vs. Ricochet & Aleister Black vs. Bobby Roode & Chad Gable – *** i 3/4*

Wow, to nie jest gala SmackDown? W karcie są jeszcze jakieś walki z RAW? Kompletnie o tym zapomniałem… No ale kończąc te śmieszki, to była bardzo dobra walka, co w sumie nie było trudne do wykonania przy takim składzie. W końcu booking nie zawiódł, naprawdę dobrze się to oglądało od samego początku aż do Shatter Machine na Gable’u. Ricochet znów nam się świetnie pokazał, tak  naprawdę wszystkie drużyny pokazały się z bardzo dobrej strony i należy je pochwalić. Szkoda tylko, że ta walka była tak naprawdę z niczego, bo jak Aleistera i Ricocheta w tym pojedynku rozumiem, bo pokonali Revival, a ostatnio ich starcie o tytuły skończyło się dyskwalifikacją. Roode i Gable byli tu tylko przez to, że zainterweniowali na poniedziałkowym show. Bo przecież rewanżów już nie ma w WWE. Revival bronią tytuły, więc nic zaskakującego, ale po co ten atak Ricocheta i Blacka po walce? Nie wiem i się nie domyślam. Wiem tylko tyle, że Ricochet może dziękować swojemu szczęściu, że nie wylądował tak tragicznie po 630 Splashu na koniec.

Zwycięzcy: The Revival (10:49)


United States Championship Fatal 4-Way Match

Samoa Joe (c) vs. R-Truth vs. Andrade vs. Rey Mysterio – ****

Jakby ktoś nie wiedział, jak do tej walki doszło, to… nie spieszę z pomocą, bo sam nie wiem. Ale przynajmniej świetne widowisko nam zaserwowali, a przecież otrzymali zaledwie 11 minut. Każdy z zawodników pokazał się ze świetnej strony, każdy miał czas żeby się pokazać. Rey, Joe i Andrade dali nam fantastyczną akcję podczas tego pojedynku, a nawet R-Truth utrzymywał im tempa. Było to na poziomie ich starcia z ostatniego SmackDown, a może i nawet bym powiedział, że było tu lepiej. Problem jednak był tu taki, że z niczego otrzymaliśmy taką walkę. Tak naprawdę w ciągu 12 dni dostaliśmy trzy takie same walki. Tydzień temu na niebieskiej tygodniówce nie było z tej czwórki tylko Samoa Joe. Znów mieliśmy interwencję Zeliny Vegi i znów mieliśmy jej brawl z Carmellą. Boję się, że to prowadzi do Mixed Tag Team Matchu Carmella & R-Truth vs. Vega & Andrade. Mam jednak nadzieję, że nie dojdzie do tego podczas Wrestlemanii, a podczas jakiegoś SmackDown Live i będzie można to spokojnie pominąć podczas oglądania tygodniówki. Joe obronił tytuł tym razem, wykańczając Rey’a Mysterio i wydaje się, że na największej ze scen zmierzy się z nikim innym, jak Mustafą Alim, z którym miał mini feud przed kontuzją Cruiserweighta. No chyba, że znowu będzie tam wieloosobowy pojedynek…tylko proszę, niech zmienią skład walki na Wrestlemanię…

Zwycięzca: Samoa Joe (10:51)


Women’s Tag Team Championship Match

Bayley & Sasha Banks (c) vs. Nia Jax & Tamina – **

Żadnego zaskoczenia tu nie było, nie było to najgorszą walką na gali, nie było to też pozytywnym zaskoczeniem. Po prostu… była ta walka. Bayley i Sasha wyciągnęły absolutne maksimum ze swoich rywalek i wydaje się, że nic lepszego nie mogliśmy otrzymać z tego połączenia. Nie ma co się tu rozpisywać, bo nic tu się większego nie działo. Odbębniona obrona tytułów przez Bayley i Sashę przeciwko Jax i Taminie, więc teraz ruszą na kogoś nowego. Mówi się o powrocie legend, mówi się, że mogą to być Lita i Trish… Ale takiego powrotu się nie spodziewaliśmy… I nie przeciwko Jax i Taminie… Czy WWE naprawdę chce zrobić walkę tej dwójki z Beth Phoenix i Natalyą? Ale po co? Ponownie, nie wiem i się nie domyślam.

Zwyciężczynie: Bayley & Sasha Banks (7:02)


WWE Championship Triple Threat Match

Daniel Bryan (c) vs. Kevin Owens vs. Mustafa Ali – **** i 1/2*

No… To było piękne. Naprawdę, po prostu mi się nowy ryj cieszył, oglądając tę walkę. Na papierze połączenie Bryana i Owensa dawałoby nam coś świetnego, jednak wiemy, jak jest bookowany Daniel w ringu jako Heel. Jest bardziej skupiony na technicznym stylu, a przeciwko Owensowi to by po prostu nie wyszło, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ale nieważne, gdy Kofi jednak nie został dodany do pojedynku o mistrzostwo WWE i okazało się to być zwykłym oszustwem, nie byłem jakoś mega pozytywnie nastawiony do tego starcia. Ostatecznie w ringu Greg Hamilton zapowiedział Triple Threat Match, to aż podskoczyłem, myśląc kto to będzie. Były trzy opcje: Kofi, Zayn i Mustafa. No i ostatecznie dostaliśmy chyba najlepszą dla samego widowiska opcję. Tak, wolałem tu zobaczyć Aliego niż Kingstona, gdyż po prostu ten jest lepszy w ringu. Publiczność nie była tak zadowolona i postanowiła zepsuć to starcie, chantując „We want Kofi” przez pół walki. Nie zdziwiłem się, jak to pierwszy raz usłyszałem, bo to było po prostu jasne. Nawet jeśli byłby to Singles Match, to i tak byśmy to słyszeli. Fani chcą Kofiego tak, jak kiedyś chcieli Bryana, potem Ruseva, teraz właśnie Kofiego.

Sama walka była wręcz niesamowita, a Mustafa ponownie udowodnił, że fantastycznie się odnalazł w rosterze SmackDown Live i naprawdę możemy się spodziewać świetnych widowisk z jego udziałem. Nie mogę się doczekać jego możliwej walki z Samoa Joe na Wrestlemanii i wierzę, że to może być showstealer. Tu akcja była przepiękna, Ali jutro chyba nie wstanie z łóżka po tych akcjach, co robił. Nieprzyjemnie wyglądający upadek z narożnika po Dropkicku, Spanish Fly, Moonsault Tornado DDT poza ring, przyjęcie Pop-Up Powerbombu na Ring Apron, no i to zakończenie… WOW. Piękna kontra Bryana i perfekcyjnie wykonany Busaiku Knee… Cudo. Kandydat do walki roku w głównym rosterze i lecimy dalej. A tam…

Zwycięzca: Daniel Bryan (18:39)


Singles Match

Charlotte Flair vs. Becky Lynch – (-*)

Tak, tam jest minus. Specjalnie dałem to w nawias, żeby było widać, że to ujemna ocena. To było tragiczne nawet nie widowisko. Zaśnięcie podczas tego pojedynku to byłoby błogosławieństwo, gdyż i tak by się niczego nie przegapiło. Cała walka skupiała się na nodze Becky Lynch. Nie żebym się spodziewał czegoś innego, ale no… bez przesady, tu się nic nie działo przez to. Becky miała jakieś momenty w ofensywie, ale Charlotte natychmiastowo to zatrzymywała, przez co wracaliśmy do startu. No i to zakończenie… Ronda wbiegła i zaatakowała Becky, by ta dołączyła do walki o mistrzostwo kobiet na Wrestlemanii. Rozumiem, bała się tego, że odklepie przez Figure Four Leglock, ale po tym nic się nie stało! Rousey poczekała na werdykt sędziego i poszła sobie. Tak po prostu, zrobiła swoje i wróciła na zaplecze. Tego już kompletnie nie rozumiem. Czemu nie poszła za ciosem i nie zniszczyła Charlotte tak, jak to zrobiła z Lynch na ostatnim RAW?

Zwyciężczyni: Becky Lynch (DQ) (8:45)


Six-Man Tag Team Match

Drew McIntyre, Bobby Lashley & Baron Corbin vs. The Shield – *** i 1/4*

Przyjemny Main Event. Naprawdę przyjemny. Nie miałem wielkich oczekiwań, bo kompletnie mnie nie interesował ten powrót The Shield. Wynik był wiadomy jeszcze zanim zapowiedzieli tę walkę i pytanie było tylko takie, czy dojdzie do Heel Turnu Ambrose’a. Heel Turnu? No w sumie to jest teraz Facem, WWE robi turny co kilka tygodni, więc ja już nic nie wiem. Ten pojedynek był tym, czego mogliśmy się spodziewać, gdyż to miała być ta wielka wojna, która miała się toczyć w ringu, przy stołach komentatorskich i w publiczności. Bardzo wyrównana rywalizacja, w której każdy zawodnik coś pokazał. Roman starł się z Corbinem, cała reszta poszła daleko od ringu i nawet się bili przy stole ekspertów (i Coachmana) z Kickoffu. Klasyczna akcja w walkach The Shield, którą widzieliśmy przy pierwotnych czasach stajni. Jest to oczywiście Splash z publiczności od Rollinsa na walczących ze sobą pozostałych zawodników.

Widzieliśmy oczywiście Triple Powerbomb na stół komentatorski, przy którym mocno było widać, że Roman nie jest jeszcze tak gotowy do walki. Mianowicie Reigns dłużej niż zwykle trzymał McIntyre’a przed rzuceniem go, ale to taki mały szczegół. Nie ma co narzekać, gdyż to jego pierwsza walka po powrocie, a i tak bardzo fajnie się w niej zaprezentował. Potem drugi Triple Powerbomb już w ringu na Corbinie i koniec. Tyle. Bez Heel Turnu. Co dalej dla Romana, Deana? Nie wiadomo. A właśnie. Czy to zasługiwało na Main Event? Nie, chociaż może to i lepiej, że to był Main Event, bo walka o tytuł WWE mogłaby być jeszcze bardziej zepsuta w walce wieczoru przez chanty. Więc w zasadzie nie ma co narzekać.

Zwycięzcy: The Shield (24:52)


Podsumowanie: To było dobre show. Nie licząc czterech walk gala była bardzo dobra, a aż trzy walki stały na bardzo wysokim poziomie. Średnia ocen walk jest mocno zaniżona przez cztery nieszczęsne pojedynki. Booking niestety nie należał do najlepszych rzeczy na tej gali, ale to nic nowego. W końcu to Fastlane. Cóż… to było ostatnie PPV przed Wrestlemanią i warto teraz sobie zadać pytanie: „Czy czuć największą ze scen?” Nie prócz walki o mistrzostwo kobiet na RAW no i nowego feudu Batisty i Triple H’a. Prócz tego, gdybym nie znał się na kalendarzu, to bym pomyślał, że to kolejny zwykły miesiąc w WWE, a tymczasem mamy zaledwie cztery tygodnie do Wrestlemanii…

Średnia Gali
2.25 out of 5
Najlepsza Walka
4.5 out of 5
Wyniki
3 out of 5

3.25

Average
3.25 out of 5
Marcel Rutkowski

Marcel Rutkowski

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi zawodnikami są: AJ Styles, Kevin Owens, Kenny Omega, Young Bucks i EC3. Oprócz tego interesuje się piłką nożną, a ulubionymi drużynami są: Real Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpool.