Minus

Lazy Orton…

Randy Orton jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie profesjonalnego wrestlingu. Jednak czasami mam wrażenie, że ten Orton, to nie Orton. Wiecie, coś w stylu podmiany Ultimate Warriora… jak ktoś wtajemniczony, ten wie, a kto nie, ten nie. Jeff od powrotu udowodnił nam, że jest wstanie dać dobrą walkę. Jedna z nich nawet była przeciwko Jinderowi Mahalowi, a to już chyba coś znaczy. Jednak dziś walka z Ortonem to była 12-minutowa katorga, gdzie nawet Jeff nie był wstanie zrobić cokolwiek. Nie chce oczywiście zwalać całej winy na Ortona… a nie, chcę! To wina Ortona

Cierpi niestety na tym sam tytuł United States, który już za czasów programu pomiędzy Kevinem Owensem a AJ Stylesem nie znaczył zbyt wiele. Jednak tutaj widzimy upadek mistrzostwa, które trzy lata temu stawiane było ponad WWE Championship tydzień po tygodniu, gdy to John Cena robił swoje Open Challenge. A można przecież pokusić się o stwierdzenie, że skoro nie ma jednego z głównych tytułów na gali (Universal Championship), to tytuły midcardowe powinny mieć łatwiejszą drogę na szczyt. Jak okazało się, dla tytułu United States była zbyt wielka poprzeczka. A szkoda, ponieważ drugi midcardowy tytuł spisał się na ocenę celującą.


Plus

Całkiem pozytywny zapychacz!

Dziwnie jest mówić, że jakiekolwiek segment tego typu podczas gali PPV był czegoś wart. Ale to chyba świadczy tylko i wyłącznie o poziomie show, jednak już dajmy temu spokój. Tak jak można było się spodziewać, łączone gale PPV doprowadzą do spięć pomiędzy zawodnikami na zapleczu czy podczas podobnych segmentów. Szkoda tylko, że ucierpieć może na tym Survivor Series, choć miejmy nadzieję, że WWE nie zakopie brand Splitu po dwóch czy trzech PPV.

Elias ku wielkiej owacji publiczności niestety nie mógł zagrać nam jednego z najnowszych swoich dzieł. Wszystko za sprawą New Day, Rusev Day, No Way Jose i Bobby’ego Roode’a. Jednak trzeba przyznać jedno, że sam segment był na poziomie. Tylko zabrakło wspólnego występu New Day, Rusev Day i Eliasa… to by było coś. Jednak zamiast tego dostaliśmy paradę osób, które przeszkadzały największemu muzycznemu talentowi WWE w rozpoczęciu swojej nuty. I jak się okazało, to wszystko było, by kontynuować program pomiędzy Bobbym Roodem a Eliasem. Warto dodać, że „Eliasz” pokonał Roode’a dwa razy z rzędu na Raw i chyba czeka ich jeszcze kilka pojedynków. Miejmy nadzieję, że doprowadzi to do zmiany postaci Roode’a, bo gdy podczas segmentu zobaczyliśmy go tańczącego New Day, to złapał mnie CRINGE.

1 2 3 4 5 6

O Autorze

Fan Wrestlingu od ponad 15 lat. Założyciel i główny prowadzący całego projektu "What is Wrestling". Były student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Śląskim. Krytyk i opiniotwórca całej sceny pro wrestlingu. Do ulubionych zawodników zalicza Kevina Owensa i heelowego Setha Rollinsa. Charyzmatyczny naśladowca Paula Heymana!

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany