Artykuły

Szkoła rozrywki — czyli o NXT słów kilka

Tak to już jest, czas mija. Bierzesz kredyt, otwierasz biznes, biznes idzie marnie, bierzesz drugi kredyt, biznes idzie jeszcze gorzej, bierzesz trzeci kredyt, opuszcza Cię rodzina, zaczynasz pić i lądujesz pod mostem. Tempus Fugit lub jakby to powiedział bohater Kapitana Bomby ‘To jest życie’. W taki oto nastrój wprawiła mnie wiadomość, że grubo przed świętami w Kieleckim Lidlu zaczęły pojawiać się oferty świąteczne. Połowa Października, nie ma to jak Japoński zapłon. A tak serio to przepraszam za Kielczan.

Poczułem jednak potrzebę, żeby coś podsumować. Skończyć coś. Pani sklepowa pomyślała, o święta idą, może by wyciągnąć z magazynu… A ja stwierdziłem, że też wyciągnę coś z magazynu. Coś, co poruszy kwestię czasu zarówno przyszłości, jak i przeszłości. Coś, co będzie zabawne, pouczające i może skłoni nas do myślenia. Na koniec chciałbym strollować Was jak ta Pani ze sklepu zdziwionych klientów. NXT spełnia swoją funkcję. I co, udało się?

Czytając i oglądając opinie komentatorów na temat NXT, można odnieść wrażenie, że o ile produkuje wyśmienite mecze, opowiada cudowne historie, promuje ludzi i utrzymuje poziom ‘nieco’ bardziej liberalnej sceny niezależnej, o tyle gwiazdy niestety muszą przejść do głównego rosteru i zrobić z siebie głupków. Chyba każdy umie wskazać kilka przykładów, ale najświeższy jest Neville. Doskonały atleta z w miarę rozsądnym poziomem na mikrofonie, jeden z najlepszych mistrzów NXT i z cudowną akcją kończącą. Taki facet musi zostać gwiazdą. No, chyba że zarządzał nim będzie Vince i spółka. Napisałbym podsumowanie jego kariery w głównym rosterze, ale poza dywizją < 93 kilo właściwie nie ma o czym.

Kiedy Neville przeszedł na złą stronę mocy, pomyślałem ‘no wreszcie’ i trzymałem kciuki. Cele były proste. Zrobić z niego maszynę do zabijania skrzatów, a zarazem doktora, który połamie kości, a potem je poskłada. Wszystko po to, żeby mieć silnego mistrza, który długo potrzyma tytuł, a gdy go straci, będzie mógł walczyć z głodnymi zemsty byłymi pretendentami. Krótko: zniszczyć wszystkich, ale tak, żeby każdy coś pokazał. Z początku szło nieźle. Swann, Gallagher i Aires pokazali klasę i to każdy z innego powodu. Gdyby nie charakter tego ostatniego, sprawy mogłyby się potoczyć nawet lepiej. Nagle coś się popsuło. Były mecze z Tozawą, przerzucanie się tytułem, a potem ta cała akcja z Enzo. Teraz w sumie nie wiadomo czy Neville jeszcze będzie w firmie…

No ale ja nie o tym. Wszyscy zakładamy, że NXT ma tworzyć gwiazdy. Że ma przysposabiać ludzi do pracy w Raw lub Smackdown i przy okazji zarobić trochę więcej pieniędzy (komu to zaszkodzi prawda?). Jak nie ma, co zrobić z ludźmi z turniejów, to dajmy im szanse w NXT, zobaczymy, jak sobie poradzą, a Ci bardziej dedykowani fani nie pomyślą, że nic z nimi nie robimy. Przecież są! W najniższym rosterze i może nigdy z niego nie wyjdą, ale są! Zresztą, nawet jak wyjdą, to będą bić się z Titus Brand o… o ten… o coś? Someone please #freetitus.

Jest jednak powód, dla którego się cieszę, że NXT jest. Przechodzimy do meritum tego tekstu. Poćwicz ze mną. Pomyśl o The Revival vs. #DYI. AOP vs. Undisputed Era vs. Sanity. Ciampa niedługo wróci i zacznie gnębić Gargano. Mecze np. Balora i Samoa Joe były genialne. Pomyśl o tych walkach. Zamknij oczy i otwórz je za chwile. Gotowy? NXT jest po to, żebyś miał to na Raw. Na Smackdown zresztą też.

Jeszcze niedawno było 30+ stopni a dzisiaj wychodząc na krótki spacer, przywitał mnie mróz. Czas leci. Vince McMahon ma 72 lata, wiem, że nie wygląda, ale ma. To tylko spekulacja, ale kiedy ostatnio był na Raw parę miesięcy temu, musieli go zdjąć z anteny, bo się nie kontrolował. Atak Owensa na niego wywołał tyle emocji nie dlatego, że był tak brutalny tylko dlatego, że Vince ma właśnie 72 lata. W WWE wszyscy wiedzą, że czas leci, a Vince kiedyś odejdzie i HHH przejmie władze. A mąż Steph jest wrestlerem i to niegłupim, który robił dużo głupich rzeczy w swoim życiu. Robił, bo mówiono mu, że to jest rozrywka, że jak facet wchodzi do trumny przebrany za kogoś innego i udaje, że się kocha ze sztucznymi zwłokami to, to jest wrestling, tego chce lud a vox populi, vox dei. Paul widzi, że można rozsądnie, poważnie, z szacunkiem do siebie a co najważniejsze – nie chce inaczej. Paul umie się dogadać, współpracować ze sceną niezależną, nie ma kompleksów i nie ma się czego bać. Paul jest mądry. Bądź jak Paul (tylko pomiń to ze zwłokami, proszę).

Pierwszy pomysł, jaki miałem na ten artykuł, był dużo prostszy. Ot, opowiem wam, dlaczego i kto znajdzie się w dziesiątce najlepszych wrestlerów roku 2017. Takie podsumowanie. Przyszła mi do głowy jednak jedna myśl i możecie się ze mną zgodzić lub nie. W pierwszej trójce najlepszych wrestlerów na świecie za rok 2017 nie znajdzie się jeden pracownik WWE. Żaden ani żadna. Dla mnie pierwsza trójka do Rhodes, Omega i Okada. Wiem, brzmi, jakbym czternasty raz dzisiaj powiedział, że studiuję prawo i jestem vege, ale mam prawo do własnego zdania. Pracownicy Vince’a będą gdzieś dalej, bo dostają do swojej pracy niskich lotów historie kiepskich scenarzystów.

WWE musi współpracować z indykami. Jeśli oni będą robić lepszy produkt, a WWE będzie emitować durne proma, w których nasi wojownicy ‘strzelają do siebie’ mordując scenariusz, nie będą umieli wytworzyć nowych gwiazd i pchać nam będą w gardła wysokich, przystojnych kuzynów Rocka bez talentu i rzucać dowcipy sprzed 20 lat to nawet najmniej zainteresowany na Świecie fan powie: ‘kurde, chce zobaczyć, jak Cody dostanie w ryj’, ‘fajny ten pas tego Omegi, ciekawe jak gada’, nareszcie Brytyjski wrestling, coś u mnie na podwórku/ co będzie u mnie w sąsiedztwie’ albo ‘W GFW walczą na rundy? Jak w MMA? A zobaczę…’. WWE musi się od nich uczyć, podbierać tricki, talentów a może bookerów?

No ale BASZ, przecież WWE ma według ostatnich danych z Lutego dokładnie 50 razy większy budżet niż NJPW. Przecież to nawet walka nie będzie! Wkupią się ich i pozamiatane! Tylko że jak ich wykupią i będą robić to samo co na Raw albo Smackdown to nie będzie innego wrestlingu. Jak nie będzie innego, to ludzie przestaną się nim interesować, bo ileż można tego samego głupiego contentu. WWE obrażając się, może tylko stracić. Potrzebuje natomiast nowego, silnego lidera, który będzie miał doświadczenie, pomysł i charakter, żeby rządzić światem wrestlingu – pozwoli mu żyć i sam przeżyje. No to ten lider właśnie się uczy. Szybko się uczy, trzeba przyznać, powoli zajmując pierwsze miejsce wśród wszystkich tworów Vince McMahona.

Dla mnie sukces w dowolnej dziedzinie można osiągnąć poprzez naukę na własnych doświadczeniach i klęskach. Dlatego lubię odkrywać smaczki z historii Polski i świata i zastanowić się czasem co z nich można wyciągnąć. Weźmy na przykład Imperium Rzymskie. Wiedzieliście, że elementy wyposażenia legionów, które podbijały Europę, brane były od różnych plemion na półwyspie Apenińskim? Np. krótkie miecze, tzw. Gladiusy były typowe dla plemion Etruskich z północy półwyspu. Rzymianie podbili Etrusków, a potem pomyśleli, że takie coś się im przyda. I tak po trochu od każdego. Minęły stulecia, pojawili się barbarzyńcy i co się stało? No właśnie nic. Rzym poświęcił za mało uwagi nadchodzącym plemionom i rozproszył siły, myśląc, że broniąc się wszędzie, obroni wszystko.

Tylko nie obronił ostatecznie nic. Może WWE to nie Rzym, ale NXT daje nie tylko połączenie pomiędzy sceną niezależną a głównym rosterem, ale też nadzieję na to, że główny roster będzie niedługo dużo bardziej Indie. Nie ma co bić barbarzyńców. Wpuśćmy ich, ucywilizujmy. Włóżmy trochę pracy, poświećmy im czas i kasę. Niech przestaną się nawzajem mordować, czcić innych Bogów i podpalać stoły przed elbow dropem. Jak przyłożymy się do tego, powiemy dzieciom ‘zrozum zanim oplujesz’, to Ci starsi jeszcze nic z tego nie wyciągną, ale Ci w średnim wieku? A Ci młodzi? W końcu Ci nowi zaczną płacić podatki. Opłaci się.

KATEGORIE
ArtykułyWIW

KOMENTARZE

*

*