WIW

Vintage WIW Ocenia: WrestleMania 33

Match #9
Unsanctioned Match
Seth Rollins vs. Triple H – *** i 1/4*

Najdłuższa walka na zeszłorocznym „pokazie nieśmiertelnych”. Starcie, które miało bez wątpienia najlepszą podbudowę storyline’ową, pomimo nieplanowanej kontuzji Rollinsa, którą odniósł dzień po Royal Rumble z rąk Samoa Joe. Nieco to zapewne pokrzyżowało plany WWE i postawiło pod znakiem zapytania sam występ Rollinsa na WrestleManii (drugi rok z rzędu). Na szczęście udało się doprowadzić do starcia Triple H vs. Seth Rollins i mam wrażenie, że budzi ono dość mieszane uczucia wśród wrestlingowej społeczności.

Spotkałem się z większą ilością negatywnych opinii, aniżeli tych pozytywnych, jednak ja wcielę się tutaj w adwokata diabła i będę tego starcia najzwyczajniej w świecie bronił. Bardzo dobrze ukazano tutaj słabość Rollinsa, jaką bez wątpienia było kontuzjowane kolano oraz fakt, że Triple H ma pełną świadomość o tej „pięcie achillesowej” swojego oponenta. Jasne, może w samym Unsanctioned Matchu nie pojawiło się zbyt wiele przedmiotów, jednak nie na tym budowana była stypulacja. Chodziło o zemstę, której chciał dokonać Seth, za wszelką cenę. Dlatego zaryzykował swoje zdrowie i zgodził się na Unsanctioned Match. Tu nigdy nie chodziło o to, jak dużo przedmiotów na ring wniesie Rollins czy Triple H. Dlatego też pod względem opowiedzianej historii jest to najlepsza walka na WrestleManii, ponieważ była konsekwentna w tym, co chciała przedstawić. Dodatkowy plusik należy się za wejścia.

Zwycięzca: Seth Rollins (25:25)

Match #10
WWE Championship
Singles Match
Bray Wyatt (c) vs. Randy Orton – **

WWE Championship Match jest jedną z czterech walk głównej karty, która otrzymała ode mnie dwie gwiazdki. Jeżeli jednak miałbym wybierać absolutnie najgorszą walkę zeszłorocznego PPV, to byłoby to właśnie Orton vs. Wyatt. Mogliśmy się spodziewać tego, jak będzie wyglądało Reigns vs. Undertaker, mogliśmy się spodziewać przebiegu Mixed Tag Matchu, nikt nie miał wygórowanych oczekiwań wobec Six Pack Challengu kobiet… tutaj jednak na szali było najważniejsze mistrzostwo federacji.

Trwało to ledwo ponad dziesięć minut i w trakcie tego czasu nie zobaczyliśmy w zasadzie nic. No może poza „strasznymi” obrazami wyświetlanymi na ringu dzięki super mocom mistrza WWE. Randy jednak miał to absolutnie gdzieś, wykonał jedno RKO, poczekał z trzy sekundy i przeszedł do przypięcia, które dało mu kolejny raz miano mistrza WWE. Było to potężne rozczarowanie i w pewnym sensie obraza dla samego mistrzostwa. Jeżeli mam się cofać do tak kiepskich walk na WrestleManii, to gorsza byłaby dopiero ta z WrestleManii 27 pomiędzy Johnem Ceną a The Rockiem…. to znaczy The Mizem.

Było to po prostu nudne, nieciekawe i jednocześnie dziwne. Jednak nie dziwne w taki sposób, że chcesz się dowiedzieć, o co tu chodziło… po prostu odtrącające.

Zwyciezca: Randy Orton (10:27)

Match #11
WWE Universal Championship
Singles Match
Brock Lesnar vs. Goldberg (c) – *** i 1/4*

Dziesięć German Suplexów, cztery Speary, jeden Jackhammer i jedno F-5. Tyle dokładnie akcji obaj wrestlerzy wyprowadzili w ciągu niecałych pięciu minut tego starcia (liczyłem!). WWE wyciągnęło maksimum z Goldberga i Lesnara, jednocześnie podając nam to w najlepszej możliwej formie. Od pierwszej sekundy coś się działo, nie było momentu na oddech, panowie po prostu dostarczyli emocji i jakiegoś chorego finisher festu, który był czymś absolutnie innym, niż jakakolwiek inna walka od długiego czasu na WrestleManii.

Storyline był, jaki był. Nie każdy jest jego fanem, jednak sam finał był najlepszy z możliwych. No bo czy ktoś chciał oglądać dziesięć minut rest holdów w wykonaniu Goldberga i staredownów? Absolutnie nie. Oni mieli się po prostu tłuc o mistrzostwo Universal i dokładnie to zrobili. Czysta rozrywka.

Zwycięzca: Brock Lesnar (04:47)

Match #12
WWE SmackDown Women’s Championship
Naomi vs. Alexa Bliss (c) vs. Mickie James vs. Becky Lynch vs. Natalya vs. Carmella – **

Fani nalegali na Six Pack Challenge kobiet w głównej karcie no i w końcu dopięli swego. Nie tak chyba sobie jednak wyobrażali umiejscowienie w karcie i samą długość tego starcia o pas SmackDown Women’s. Pojedynek ten był po prostu przerwą na toaletę, jednak ta część publiki, która pozostała na trybunach nie została oczarowana czymś niesamowitym. Pojawiło się kilka botchy, akcja nie była zbyt ciekawa i trwało to krótko. To wszystko złożyło się na kiepski Co-ME, który był tylko nieco lepszy od dość kiepskich pojedynków kobiet z poprzednich WrestleManii.

Zwyciężcyni: Naomi (05:33)

Main Event
No Holds Barred
Undertaker vs. Roman Reigns – **

Ta walka to powód numer jeden, przez który nie chcę zobaczyć nigdy więcej walczącego Undertakera w WWE. To powód, dla którego od samego początku jestem przeciwny zestawieniu John Cena vs. Undertaker. Main Event WrestleManii 33 po prostu udowodnił mi, że pewnych decyzji nie powinno się odwlekać w czasie, nie powinno się sprawdzać, co przyniesie kolejny rok, a tak właśnie jest w przypadku Deadmana.

Jeszcze przez pierwsze kilka minut jakoś to wyglądało. Walka jednak ograniczała się wtedy do wyrzucania Reignsa za ring i mówieniu przez Undertakera „My yard”, „Still my yard”. Super. Następnie mieliśmy chwilę, w trakcie której obaj po prostu przeszli do pojedynku na ciosy, jednak z upływającymi minutami do gry zaczęło wchodzić zmęczenie. Byliśmy świadkami coraz to większej ilości błędów, które absolutnie nie były spowodowane przez Romana Reingsa, jak sugerowało wielu fanów, a przez Undertakera.

WrestleMania 30 była odpowiednim momentem dla tej żyjącej legendy na to, aby zawiesić buty na kołku. Zamiast tego dostaliśmy jeszcze trzy walki, które nie były na nie wiadomo, jak wysokim poziomie. Zwłaszcza ta ostatnia udowodniła mi, że już czas na Deadmana. Nieważne, w jak dobrej formie według niego, jest obecnie. Po prostu, czasami nie warto rozmieniać się na drobne. Życzę sobie i Wam tego, żeby w niedzielę nie odbyła się walka John Cena vs. Undertaker. Miejmy w pamięci piękne pojedynki z Michaelsem, Triple H’em czy Edge’em, a nie kompromitacje z Romanem czy potencjalną z Ceną. Taker nie przegrywa z rywalami, przegrywa z samym sobą, a WWE nie pomaga mu takimi ruchami, jak usytuowanie go w walce wieczoru i danie starcia, trwającego ponad 20 minut.

Zwycięzca: Roman Reigns (22:59)


Podsumowanie: WrestleMania 33 nie była perfekcyjną edycją najważniejszej gali w roku. Pobiła co prawda swoją poprzedniczkę z roku 2016, jednak wydaje się, że nie dała rady tego zrobić w porównaniu do WrestleManii 31. Nie zobaczyliśmy na gali żadnego matchu, który na stałe wpisze się do kanonu klasyków „pokazu nieśmiertelnych”, lecz wciąż zobaczyliśmy kilka solidnych starć. Było również kilka momentów, o których wszyscy będą pamiętać, wracając myślami do Orlando. Głównie chodzi oczywiście o powrót Hardy Boys. Na końcu, były też gorsze starcia, jednak żadne nie było aż tak złe, jakie czasami serwowała „WMka”. Było to solidne 7 godzin (!) show, które nie rozczarowało, patrząc na nie całościowo. Miało po prostu swoje dobre, słabsze oraz bardzo słabe punkty. Oby tegoroczna edycja była po prostu lepsza i już powinniśmy być zadowoleni.

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

KOMENTARZE

*

*