Dzień drugi (19.05)

SHO vs Dragon Lee – **** i 1/4*

Mega pozytywne zaskoczenie. Nikt się nie spodziewał tak dobrej walki, a Panowie dali z siebie absolutnie wszystko. Dragon Lee miał poprowadzić SHO w tym pojedynku, gdyż jest on o wiele lepszy i to zdecydowanie wyszło! Od samego początku zawodnicy pokazywali, że nie będą się oszczędzać w ich pierwszym starciu w turniejowym, co poskutkowało świetnym widowiskiem. Szybkie wymiany ciosów na rozpoczęcie, które wyglądały, jakby SHO i Lee byli odwiecznymi rywalami.

SHO zaskoczył mnie szczególnie przez to, że chyba jeszcze nigdy nie widziałem jego solowej walki, więc sądziłem, że nie będzie się tak dobrze prezentował, jak w Roppongi 3K. Dostali bardzo dużo czasu i w pełni to wykorzystali. Było wszystko czego byśmy chcieli: świetne nearfalle, bardzo dynamiczna akcja i nawet obaj byli strasznie blisko podwójnego Count-Outa, gdy obijali się tuż przy ringu, nie zważając na to, że sędzia doliczył już do 18. Piękne widowisko, które powoduje, że jeszcze bardziej chce mi się oglądać poczynania Dragona Lee w tegorocznym BoSJ. Co do SHO, najpewniej nie będziemy mieli już okazji oglądać tak dobrej walki solowej w jego wykonaniu.

Zwycięzca: Dragon Lee (17:45)


El Desperado vs Ryusuke Taguchi – *** i 1/4*

Ponownie pozytywne zaskoczenie, na co nawet nie liczyliśmy, znając styl walczenia Desperado. Oczywiście chodzi o to, że jest to typowy członek Suzuki-Gun, który uwielbia spędzać część swoich pojedynków wśród publiczności, obijając w nudzący sposób swojego przeciwnika. Dzień wcześniej Kanemaru od razu po gongu rozpoczynającym starcie wyrzucił Tiger Maska. W przypadku Desperado było trochę inaczej, ale i tak mieliśmy typowe dla stajni Minoru Suzukiego brudne zagrywki. Raz nawet zamaskowany zawodnik wziął do ręki nóż i postanowił… przedziurawić spodnie Taguchiego. No cóż… można i tak.

Mimo wszystko po jakimś czasie akcja się rozkręciła, dzięki czemu otrzymaliśmy naprawdę dobry pojedynek pomiędzy nimi. Desperado pokazał swoje umiejętności, które mimo swojego gimmicku ma bardzo dobre. Taguchi to Taguchi, jak zwykle pokazał się z dobrej strony, ale do tego nas już przyzwyczaił, gdyż jego walki wyglądają w większości tak samo. Desperado wygrał, co lekko mnie zdziwiło, ale raczej to będzie to jego jedno z maksymalnie trzech zwycięstw w tym turnieju.

Zwycięzca: El Desperado (13:18)


Chris Sabin vs KUSHIDA – ***

Tak więc, jak przy poprzednich dwóch pojedynkach mieliśmy pozytywne zaskoczenia, tak tutaj mogę mówić o lekkim zawodzie, gdyż mimo wszystko można było sądzić, że ta dwójka da więcej od siebie. Niestety Sabin ma już swoje lata i oczywiście w Tag Teamie jest on o wiele lepszy niż singlowo. Pamiętamy jego występy w TNA, kiedy z niewiadomych przyczyn przerwał Title Reign Bully’ego Ray’a z mistrzostwem World Heavyweight i tam przyzwoity. Tu zmierzył się już z jednym z najlepiej wyszkolonych technicznie wrestlerów na świecie KUSHIDĄ. To nie mogło się nie udać, prawda?

No właśnie… Nie wyszło tak, jak mogłem się spodziewać.Większość pojedynku stała na średnim poziomie ringowym, a sama akcja po prostu przynudzała momentami. W pewnym momencie jednak się to rozkręciło i dało się to lepiej oglądać. Strasznie dziwi porażka KUSHIDY, który po zeszłorocznym zwycięstwie w turnieju przegrywa teraz swój pierwszy pojedynek.

Zwycięzca: Chris Sabin (13:45)


Marty Scurll vs Hiromu Takahashi – **** i 1/2*

No i to było coś świetnego. Trochę komedii z początku, potem już czysty wrestling i istny chaos. Od początku wiedzieliśmy, że będzie to kandydat do najlepszej walki całego turnieju BoSJ i tak też się dzieje. Panowie dali z siebie dużo i może nie było to maximum, gdyż wiadomo, limit czasowy ich mocno ograniczał i w walce o mistrzostwo Junior Heavyweight z pewnością daliby coś jeszcze lepszego. Wiedzieliśmy, że będzie to pojedynek, który może zadecydować o wyłonieniu zwycięzcy Bloku B i wynik, jaki tu był, mocno może nam nakreślić głównego faworyta do awansu.

Jednak po kolei, zaczęliśmy dość spokojnie, od dźwigni, by następnie otrzymać początek świetnego widowiska. Hiromu i Marty to ścisła czołówka, jeśli chodzi o performerów w NJPW, a w szczególności w dywizji Junior Heavyweight i teraz to pokazali. Sekwencje, podczas których można było pomyśleć, że to musi być koniec starcia, były tak naprawdę tylko rozwinięciem tego, co oni pokazywali. Tombstone Piledriver Marty’ego dla Hiromu na krawędzi ringu wyglądał świetnie i aż dziwne, że Panowie walczyli jeszcze chwilę.

Firmowy Sunset Flip Powerbomb Hiromu poza ring wyglądał, jak zawsze fantastycznie, a kontry Chicken Wing i Time Bomba tylko podkreślały, jak dużo jesteśmy w stanie zobaczyć od tej dwójki. Takahashi ostatecznie przy drugiej próbie dźwigni zmusił Scurlla do poddania, zdobywając niezwykle ważne dwa punkty.

Zwycięzca: Hiromu Takahashi (20:50)

1 2 3

O Autorze

Wrestlingiem zaczął się interesować przeszło 12 lat temu gdy zaczął grać w WWE SmackDown! Here Comes the Pain. Interesuje się piłką nożną, a jego ulubionym klubem jest FC Barcelona. Jest strasznym fanatykiem Anime oraz Mangi, a jego ulubieni wrestlerzy to Kazuchika Okada, Kevin Owens, Randy Orton, Rusev oraz Elias.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany