Kombat Pro Wrestling drugi rok z rzędu odwiedza konwent Szlamfest w Gdańskim klubie B90. Na zeszłorocznej gali mnie zabrakło, jednak tym razem postanowiłem poświęcić te kilka godzin na wyjazd na swoją piątą galę KPW. Karta show wyglądała naprawdę obiecująco i z pozytywnym nastawieniem przyjechałem do Trójmiasta dla KPW. Czy było warto? Zdecydowanie. 

Jak wyglądała sytuacja z obecnością podczas KPW Areny? Jak się okazało, na cały event zostało sprzedanych 800 karnetów, przy czym rok temu było ich 400. Na gali przy ringu znajdowało się koło 400-500 osób, a może nawet było ich więcej. Ciężko to powiedzieć, ale wizualnie można było tyle oszacować.

Świetnie oświetlenie, dwa bardzo duże „titantrony”, na których były puszczane filmy przy wejściach kilku wrestlerów. Jeśli się nie mylę, było to w przypadku: Bianci, Roberta Stara, Kamila Aleksandra oraz GREGa. Robiło to niesamowite wrażenie i KPW pokazało, że idzie w dobrym kierunku. Jednak trzeba się do czegoś przyczepić, nie? Hmmm, dobra. Miejsca siedzące w takim klubie są ciężkie do załatwienia i tutaj przez bite trzy godziny trzeba było stać. Problemem była też widoczność tego, co się dzieje pod ringiem, gdyż tak naprawdę mogły to widzieć tylko osoby, które odpowiednio wcześnie przybyły. Często ciężko było cokolwiek zauważyć nawet w ringu. Dla przykładu mogę powiedzieć, że nikt nie widział momentu, w którym Bianca pokonała Alisę.

No ale dobra, czas przenieść się do samych walk i tym razem WIW Ocenia będzie bez ocen gwiazdkowych, gdyż po prostu ciężko jest mi określić oceny tych walk.


Triple Threat Tag Team Match

Rosetti vs Adam Bravo & Mateusz Kowalski vs Peter Pannache & Boski Ostrowski

Początkowo Rosetti miał występować w Tag Teamie z Sawickim, jednak kontuzja, jakiej doznał, wyeliminowała go z występu na gali. Członek Kawalerii nie powiedział, co stało się jego przyjacielowi, a zamiast tego postanowił się poobrażać z Arkadiuszem Pawłowskim. Wynikła z tego całkiem zabawna sytuacja, gdyż Ring Announcer KPW na stwierdzenie Rosettiego, że jest gruby, odpowiedział, że on może schudnąć, jednak Victor swojego ego nie wyrzuci z siebie. Tak więc wyszło z tego tyle, że Rosetti wystąpił razem ze swoim wybujałym ego.

Potem oczywiście mocarne reakcje podczas wejścia Boskiego Ostrowskiego, w szczególności przy śpiewaniu jego Theme Songu. Sama walka wypadła bardzo dobrze, a fakt, że Rosetti musiał walczyć sam, bez swojego Tag Team partnera nawet nie przeszkodził w akcji pojedynku. Z początku mocno się oszczędzał, jednak potem on przejmował często inicjatywę, dominując swoich rywali. Bardzo podobała mi się sekwencja, podczas której zobaczyliśmy Suicide Dive od Pannache’a, a co ciekawe był to jego pierwszy tego typu atak w KPW. Jednak został on szybko przyćmiony przez Mateusza Kowalskiego, który wykonał wspaniały Moonsault na resztę przeciwników, co zostało nagrodzone wielkimi brawami i chantami „Holy Shit” wśród publiczności.

Bardzo fajna walka, która pokazała, że jeśli KPW dodałoby tytuły mistrzowskie Tag Team, o czym mówi się od ostatniego proma Rosettiego i Sawickiego, byłoby naprawdę ciekawie.

Zwycięzcy: Peter Pannache & Boski Ostrowski


Po tej walce byliśmy świadkami segmentu z udziałem prawie całej Kawalerii. Oczywiście Rosettiemu, Alisie oraz Kaszubowi towarzyszył sam mistrz KPW Piękny Kawaler, który nie byłby sobą, gdyby nie przechwalał się podczas segmentu. Przy okazji sektor, w którym ja przebywałem otrzymał małą kąpiel na orzeźwienie, gdyż za bardzo żywiołowe chanty zostaliśmy oblani wodą. Mistrz KPW przedstawił nam swojego lokaja, który stał się jednym z bohaterów pojedynku kobiet… Kawaler mimo tego, że nie miał tego dnia walki, nie postanowił opuszczać okolic ringu, gdyż został tu do samego końca gali, pijąc wódkę. Przy okazji później zaznaczył, że na KPW Arenie 10 nie będzie wódki, a będzie spirytus.


Alisa vs Bianca

No tu już było o wiele gorzej, jeśli chodzi o poziom ringowy oraz to, co się działo przy samym ringu. Tak, jak wcześniej wspomniałem, większą reakcję zbierał krzątający się czasami przy ringu lokaj Pięknego Kawalera. No właśnie. Nudy. Nawet nie zauważyliśmy, w jaki sposób Bianca wygrała pojedynek, gdyż po prostu średnio było widać, no i oczywiście mało kogo interesowało to starcie.

Zwyciężczyni: Bianca


Gracjan Korpo vs Ron Corvus

Po raz drugi ta dwójka się ze sobą mierzy w pojedynku 1 na 1 i po raz kolejny zwycięsko wychodzi Ron Corvus. Podczas Godziny Zero 2017 Gracjan był zmuszony opuścić arenę z pomocą lekarzy po złym przyjęciu Piledrivera Węgra. Tu na całe szczęście tak się nie stało i ikona węgierskiego wrestlingu wygrała pojedynek.

Po tym wszedł na narożnik blisko Pięknego Kawalera, wskazując, że jego celem jest mistrzostwo KPW. Jeśli nie wiecie, czemu tak pewnie do tego podchodzi, wygląda to tak, że Corvus na zeszłorocznej Godzinie Zero wygrał Ladder Match, w którym otrzymał kontrakt na walkę o tytuł mistrzowski w dowolnym czasie. Może go wykorzystać do tegorocznej najważniejszej gali KPW i z pewnością jest to materiał na tę osobę, która może jako pierwsza pokonać Pięknego Kawalera w solowej walce. Do starcia tej dwójki doszło już podczas KPW Areny 2, jednak jeszcze wtedy nie było tytułu mistrzowskiego. Czy dojdzie do drugiego pojedynku? Zobaczymy.

Zwycięzca: Ron Corvus


No.1 Contenders for KPW Championship Match

Kamil Aleksander vs Robert Star

Dwaj wielcy zawodnicy, który w hierarchii KPW zajmują wysokie miejsca, walczą o to, który z nich zmierzy się z Pięknym Kawalerem na KPW Arenie 10. Robert swoje miano wywalczył już podczas poprzedniej Areny, kiedy to pokonał GREGa przez dyskwalifikację, a stypulacja tego starcia mówiła, że jeśli wygra, zostanie pretendentem do głównego tytułu. Jednak w trakcie drogi do KPW Areny 9 powstała nowa stajnia, która ma konkurować z Kawalerią – Sojusz, który założył Kamil Aleksander. Kamil zaproponował Robertowi dołączenie do jego stajni, jednak ten odrzucił propozycję, a następnie wynikła z tego właśnie walka o miano pretendenta.

Ostatecznie doszło do niej i wyszła naprawdę bardzo dobrze. Świetne tempo, dużo zwrotów akcji oraz Kawaler przy ringu. Publiczność przez cały czas reagowała niesamowicie żywo, kibicując to jednemu, to drugiemu wrestlerowi. Czego chcieć więcej? Były nawet near falle, jednak to Robert wyszedł zwycięsko ze starcia, wykonując znakomity Rockstar Hangover. Po pojedynku byliśmy świadkami wyzwania Kawalera oraz potwierdzenia, że do walki o tytuł mistrzowski dojdzie na KPW Arenie 10. Jest na co czekać.

Zwycięzca: Robert Star


KPW Oldtown Championship Match

GREG (c) vs Kaszub

Dość sensacyjne zestawienie, do którego doszło ze względu na wygranie przez Kaszuba Fatal-4 Way Matchu z poprzedniej Areny. Tu musiało się coś wydarzyć, w końcu obaj uczestnicy pojedynku to członkowie Kawalerii i tak też było. Od razu po gongu rozpoczynającym starcie GREG i Kaszub stanęli twarzą w twarz, by następnie GREG wykonał legendarny „Fingerpoke of Doom”, po którym Kaszub runął na matę, jak rażony prądem. Przypięcie i koniec. GREG broni tytuł mistrzowski, ale czy na pewno?

Zwycięzca: GREG


Na rampie pojawił się Pan Pawłowski, który ogłosił, że to nie koniec KPW Areny 9, gdyż GREG będzie bronił swojego tytułu jeszcze raz w No DQ Matchu przeciwko zawodnikowi, którego miało tu nie być. Przed tą drugą częścią pojawiły się chanty „Corvus”, jednak Ring Announcer stłumił to ostatnimi słowami. Zamiast Węgra, wybrzmiał Theme Song Davida Oliwy, który pojawił się w ringu.


KPW Oldtown Championship No DQ Match

GREG (c) vs David Oliwa

No i to było cudowne starcie. Piękny pokaz Hardcore’u, a nie było tu nawet Corvusa… albo może i był? Ale o tym trochę później. Niesamowita ilość przedmiotów użytych podczas walki: drabina, cała masa krzeseł (na których mogliśmy siedzieć), jarzeniówki i teraz uwaga… klawiatura oraz KLOCKI LEGO. Tak, klocki lego i gdyby nie to, że wiem, jak to jest tylko stanąć na samym klocku, to oglądanie GREGa upadającego na nie, po prostu bolało mnie w środku. Krew pojawiła się na wielu częściach ciała zawodników, a sam David chyba jako jedyny z wrestlerów po gali nie był w stanie przyjść do fanów.

Wracając do Rona Corvusa, to pojawił się on w momencie, kiedy GREG miał zaatakować swojego rywala jarzeniówką, wybrzmiał Theme Song Węgra, po czym publiczność kompletnie zwariowała (w tym ja). Ron pojawił się na rampie, by popatrzeć, jak przez moment Oliwa był o krok od zostania mistrzem Oldtown. Jednakże Jajacha wykonana na jarzeniówkę rozłożoną na dwóch krzesłach po prostu przerosła Davida i GREG obronił swój tytuł po raz drugi tego wieczoru.

Zwycięzca: GREG


Po walce byliśmy świadkami kolejnej części dominacji Kawalerii nad Oliwą, który był bardzo bliski otrzymania „Dziadka do orzechów” (Elbow Dropa pomiędzy rozłożone nogi, w wiadome miejsce), jednak przed tym uratował go Sojusz, który w pełni pojawił się w ringu, atakując Kawalerię. Ci znów byli blisko przejęcia inicjatywy w tym wielkim brawlu za sprawą paralizatora Kawalera, jednak szalę zwycięstwa na stronę Face’ów przechylił Robert Star. Ten wybiegł z publiczności, atakując Heelów. Na koniec każdy prócz Kawalera otrzymał od Stara po Rockstar Hangoverze, a pretendent do mistrzostwa KPW świętował wygrany brawl z tytułem mistrzowskiem Pięknego Kawalera. Ten otrzymał swój pas z powrotem, by następnie uciec przez publiczność (tuż obok mnie swoją drogą). Widokiem Sojuszu, do którego najpewniej dołączył właśnie Robert Star zakończyła się cała gala.

Przy okazji podczas KPW Areny 9 zostało ogłoszone, że już 26 maja odbędzie się kolejna KPW Arena, podczas której w Main Evencie zobaczymy walkę pomiędzy Pięknym Kawalerem i Robertem Starem, a na szali znajdzie się tytuł mistrzowski KPW.

O Autorze

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi wrestlerami są: AJ Styles, Kenny Omega, Kevin Owens oraz Young Bucksi. Interesuje się także piłką nożną, w szczególności kibicuje Realowi Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpoolowi.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany