WIW

WIW Ocenia: New Japan Cup 2018 (ćwierćfinały i półfinały)

Za nami pierwsza runda New Japan Cup 2018, więc czas na ćwierćfinały i półfinały. Wiele ciekawych zestawień, nadal kilku mocnych faworytówm przy czym kolejny z nich będzie musiał zostać wyeliminowany, no i co się z tym wiąże, wiele emocji oczywiście. Turniej wkracza w decydującą fazę, dzięki czemu poznamy dwóch finalistów, którzy zmierzą się ze sobą w środę 21 marca w Ao-re Nagaoka.

Pozostaje więc pytanie kto?


ĆWIERĆFINAŁY

DZIEŃ PIĄTY (14.03)

Juice Robinson vs Michael Elgin – *** i 1/4*

Zawiodłem się lekko tym pojedynkiem, gdyż liczyłem na trochę więcej od Elgina i Juice’a. Po tym, co ta dwójka dała w swoich pierwszych starciach, byłem naprawdę pozytywnie nastawiony do ćwierćfinału. Emocje były, trzeba to przyznać, ale tak naprawdę na tym się skończyły plusy tej walki. Tempo było rozczarowująco niskie, a oglądając ten pojedynek, rozmyślałem mocno nad tym, jakim cudem Juice zrobił lepszą walkę z Yujiro Takahashim niż z Michaelem Elginem.

Przenieśmy się jednak do tego, co mnie mocno zszokowało, czyli oczywiście zwycięstwa Juice’a Robinsona. Jest on bardzo lubiany przez fanów, co zdecydowanie przemawia do Gedo i Jado. Myślę, że kwestią czasu jest większy push Juice’a w NJPW, co zadowoli wielu z nas.

Zwycięzca: Juice Robinson (17:10)

 

Bad Luck Fale vs Hiroshi Tanahashi – *** i 1/2*

Pozytywne zaskoczenie, bo Tanahashi bardzo dobrze poprowadził swojego przeciwnika w tym pojedynku mimo tego, że z pewnością cały czas odczuwa skutki urazu kolana. Dostaliśmy dość szybką akcję od obydwu zawodników, co w starciach członka Bullet Clubu nie jest czymś częstym. Bardzo wyrównana walka, w której Fale wypadł bardzo dobrze. Jednak ktoś może się  przyczepić do zakończenia, czyli Count-Outu. Underboss nie stracił na tym ani trochę i wydaje mi się, że było to też spowodowane tym, że NJPW chce jeszcze oszczędzać Ace’a.

Tana skontrował próbę Powerbombu, by następnie wepchnąć swojego przeciwnika w barierki i wturlać się do ringu, powodując wyliczenie. Co najważniejsze, już nie mogę się doczekać półfinału Tanahashi vs Robinson. Coś czuję, że w końcu będziemy mogli zobaczyć absolutne maksimum od tych panów. Już w ten piątek, oj będzie się działo.

Zwycięzca: Hiroshi Tanahashi (14:30)


DZIEŃ SZÓSTY (15.03)

Toru Yano vs SANADA – ** i 3/4*

No powiem, że dawno nie bawiłem się tak dobrze przy walce Toru Yano. SANADA kontynuuje swój świetny rok w starciach solowych. Jestem naprawdę zadowolony z tego pojedynku, gdyż było w nim wiele emocji; zdarzało się dużo momentów, w których wydawało się, że członek Los Ingobernables de Japon może nawet przegrać. Szczególnie tak wyglądało, kiedy niemalże doszło do Count-Outu na samym początku walki, a także, kiedy Yano wykonał w zasadzie swoją akcję firmową – Low Blow.

Mimo wszystko SANADA nie dał się powstrzymać i sam wykorzystał nieuwagę sędziego, również wykonując Low Blow, po którym już zapiął Skull End. To już dało zwycięstwo aktualnemu mistrzowi IWGP Tag Team. Wynik spodziewany, ale w wielu momentach bardzo zagrożony. Nie dostali dużo czasu, bo tylko 7 minut, co czyni tę walkę najkrótszą w turnieju, ale nie ma na co narzekać, gdyż Yano nie powinien mieć dłuższych solowych walk. To po prostu nie przechodzi. Mimo wszystko z całokształtu nie mogę być niezadowolony i SANADA zasłużenie idzie do półfinału New Japan Cup.

Zwycięzca: SANADA (6:56)

 

Zack Sabre Jr vs Kota Ibushi – **** i 1/2*

No i po raz kolejny ta część drabinki New Japan Cup kradnie show. Ibushi i Sabre po wygraniu pierwszych, dwóch najlepszych pojedynków poprzedniej rundy, dali znowu kapitalne show tylko, że tym razem między sobą. Piękne widowisko od uczestników Cruiserweight Classic, którego byli nawet faworytami. Tu w New Japan Cup również są uznawani, jako jedni z faworytów, jednak już w ćwierćfinale jeden z nich musiał odpaść.

Obaj zawodnicy pokazali absolutne maksimum swoich umiejętności, a często wydawało się, jakby Kota znalazł sposób na pokonanie ZSJ. Miał okresy swojej dominacji, kiedy mocno się skupiał na kopaniu Anglika, jednak wszyscy wiemy, co jest on w stanie zrobić, kiedy skontruje takie kopnięcie i przechwyci nogę. Zack jest specjalistą od wszelakich dźwigni i to za każdym razem jest gwoździem do trumny dla jego przeciwników. 

Tutaj Ibushi wielokrotnie próbował wykonać Kamigoye, jednak było to kontrowane i zamieniane w wymyślny Submission Hold. Bardzo techniczne starcie, pokazujące, dlaczego WWE było bardzo zainteresowane współpracą z nimi jeszcze po Cruiserweight Classic. Ibushi niestety przegrał po niesamowicie długiej walce w dźwigni na… wszystko, podczas której sędzia po prostu zakończył pojedynek. Czy była to najlepsza walka turnieju, jak dotąd? Tak. Minimalnie to przebiło starcie Koty z dnia trzeciego. Sabre wyrasta na jedyną osobę, która może pokonać Tanahashiego, ale najpierw musi on pokonać SANADĘ, a Ace Robinsona. Mimo wszystko wizja pojedynku ZSJ vs Okada już teraz niszczy mój mózg.

Zwycięzca: Zack Sabre Jr (21:10)


PÓŁFINAŁY

DZIEŃ SIÓDMY (16.03)

Juice Robinson vs Hiroshi Tanahashi – **** i 1/4*

I właśnie na to czekałem, oglądając poprzednie starcia tej dwójki w tym turnieju. Walki z pierwszej rundy oraz ćwierćfinałów nie zachwycały mnie zbytnio, ale w końcu doszło do pojedynku Robinsona z Tanahashim. Dostaliśmy naprawdę świetną walkę, ale czego mogliśmy się spodziewać, szczególnie, patrząc na to, jak dużo czasu mieli do wykorzystania. Zestawiono tutaj niewątpliwie dwóch Babyface’ów NJPW, więc musiano zmienić postać jednego z nich w Heela.

Postawiono jednak na bardzo ryzykowne zachowanie, gdyż tą złą rolę grał Hiroshi Tanahashi. Jak to wyszło? Bardzo dobrze, ale tylko gdzieś do połowy starcia. Tana był przedstawiony jako zawodnik, który chce za wszelką cenę przejść do finału, nawet jeśli musiałby się uciec do brudnych zagrań oraz absolutnego braku szacunku do przeciwnika (to drugie już mu nie pomogło 6 lat temu w pierwszej potyczce z Kazuchiką Okadą). Juice wypadł tutaj jako ten szlachetny wrestler, jako typowy Babyface.

Bardzo wyrównane starcie, w którym nawet wydawało się, że Juice może wygrać. Świetny High Fly Flow i fantastyczny Nearfall od Hiroshiego. Tana musiał wykonać dwa finishery pod rząd, by wyeliminować Robinsona, jednak musimy to przyznać, Juice nie stracił absolutnie nic na tym, a nawet zyskał na całym występie w turnieju.

Zwycięzca: Hiroshi Tanahashi (29:55)

 

DZIEŃ ÓSMY (18.03)

Zack Sabre Jr vs SANADA – *** i 3/4*

Zdecydowanie odstawało to poziomem od pierwszych dwóch walk Anglika oraz pierwszej SANADY. Wydawało się, że nie chciało im się tutaj aż tak, a patrząc na to, ile czasu dostali, naprawdę można było z tego więcej wyciągnąć. Ibushi razem z Zackiem mając pięć minut mniej, dostarczyli najlepszy pojedynek tego turnieju. Mimo wszystko SANADA znów pokazał się ze świetnej strony i kontynuuje swój bardzo dobry rok w starciach solowych, o czym już wiele razy pisałem w ostatnim czasie.

Był to klasyczny, techniczny pojedynek Anglika, który skupiał się na osłabianiu rąk Japończyka, które są przecież u niego arcyważne, patrząc pod względem jego finishera. SANADA, jak każdy w tym turnieju nie dawał rady przeciwstawić się niespodziewanym kontrom Zacka i to go zniszczyło. Sabre był w stanie bez problemów wydostać się ze Skull Enda, co już pokazuje, że tego członka Suzuki Gun nie pokona się jego własną bronią. Boli trochę szybkie poddanie się SANADY, który praktycznie od razu powiedział sędziemu, by kończył, ale to też pokazuje siłę tej dźwigni.

Tak więc finał: Hiroshi Tanahashi vs Zack Sabre Jr. Będzie to ich trzecie spotkanie w walce jeden na jednego. Obaj mają po zwycięstwie i sądzę, że tym razem wygra Tana. Jak będzie rzeczywiście? Zobaczymy w środę.

Zwycięzca: Zack Sabre Jr (26:40)


Już w środę 21 marca czeka nas wielki finał turnieju, którego zwycięzca wybierze, z którym mistrzem chce się zmierzyć. Raczej jest to pewne, że Tana albo Zack wybiorą Okadę na swojego przeciwnika podczas Sakura Genesis. Oczywiście kilka godzin po samej gali będziecie mogli przeczytać na naszej stronie WIW Ocenia z całego dnia, razem z Tag Team Matchami.

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi wrestlerami są: AJ Styles, Kenny Omega, Kevin Owens oraz Young Bucksi. Interesuje się także piłką nożną, w szczególności kibicuje Realowi Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpoolowi.

KOMENTARZE

*

*