Rozpoczynamy New Japan Cup 2018! Pierwszy tak ważny turniej w NJPW w roku i trzeba przyznać, że na to ludzie czekali bardzo długo. Kazuchika Okada podczas Sakura Genesis będzie musiał bronić swojego tytułu mistrzowskiego IWGP Heavyweight właśnie przeciwko zwycięzcy turnieju. Rok temu otrzymaliśmy fantastyczny pojedynek pomiędzy Okadą a Katsuyorim Shibatą, który oczywiście był tragiczny w skutkach.

W tym roku mamy czterech mocnych faworytów do wygrania: Tomohiro Ishii, Zack Sabre Jr, Kota Ibushi oraz wielki Hiroshi Tanahashi. O tym, jak redakcja przewiduje zwycięzcę turnieju, możecie przeczytać tutaj: http://whatiswrestling.pl/zapowiedz-new-japan-cup-2018-typowanie-redakcyjne/.

Oczywiście na naszej stronie nie może zabraknąć WIW Ocenia z New Japan Cup, jednak będzie ono w zupełnie nowym formacie. Mianowicie zamiast podsumowań każdego z dnia, będziemy publikować je po każdym z etapów turnieju. Dzisiaj mamy wszystkie pojedynki turniejowe z pierwszej rundy, natomiast za kilka dni pojawią się oceny walk ćwierćfinałowych.


DZIEŃ PIERWSZY (09.03)

Yujiro Takahashi vs Juice Robinson – *** i 1/2*

Tegoroczny New Japan Cup rozpoczęliśmy bardzo miłym zaskoczeniem. Osobiście nie liczyłem, że Yujiro i Juice wykręcą razem tak dobrą walkę. Jak sam Robinson jest bardzo dobry w ringu i już nie raz dawał dobre widowiska, tak Takahashi jest raczej z tej części Bullet Clubu, która nie zachwyca nas w solowych pojedynkach. Tu jednak było zgoła inaczej i otrzymaliśmy naprawdę bardzo dobre starcie.

Yujiro i Juice dostali zaskakująco dużo czasu, bo ponad 16 minut, jednak wykorzystali go świetnie. Robinson wypadł na niezłego terminatora (i to nie pierwszy raz, gdyż tak już wyglądał podczas swojej walki z Kennym Omegą). Cztery Fisherman Suplexy od Yujiro, sekwencja poza ringiem, przez którą na plecach byłego zawodnika WWE pojawiła się krew, pokazały jak mocno jest zabookowany Juice w tym turnieju. Kto wie? Może będzie tym czarnym koniem?

Zwycięzca: Juice Robinson (16:08)

 

Tomohiro Ishii vs Michael Elgin – **** i 1/4*

Świetny pojedynek, który od samego momentu ogłoszenia stał się jedną z perełek pierwszej rundy. Od samego początku było wiadomo, że będziemy świadkami bardzo dobrego widowiska i oczywiście się nie zawiedliśmy. Prawie 30 minut walki zawodników wagi ciężkiej. Pierwsza połowa to oczywiście klasyczne próby pokazywania siły od obydwu wrestlerów, piękne wymiany chopów i łokci, to jest coś, co uwielbiam oglądać w starciach Tomohiro.

Nie zabrakło też technicznych sekwencji, które wyszły równie świetnie. Fantastyczny Powerbomb z trzeciej liny, wielokrotne Enzuigiri, a nawet Hurricanrana od Ishii’ego i wiele więcej. Coś wspaniałego po prostu. Brak sprzedawania akcji przez obydwu zawodników tylko podkręcał emocje w pojedynku i jedyne, do czego można się przyczepić, to oczywiście wynik. Burning Hammer dał zwycięstwo Elginowi i niestety Ishii, który był przez Szymona Mrozika typowany na zwycięzcę całego turnieju, odpadł już w pierwszej rundzie. Pozycja Tomohiro w NJPW jest bardzo przytłaczająca, gdyż zasługuje on na wiele więcej niż na sporadyczne walki o mistrzostwo NEVER Openweight Six-Man Tag Team.

Zwycięzca: Michael Elgin (29:07)


DZIEŃ DRUGI (10.03)

Lance Archer vs Bad Luck Fale – **

Jak to się mówi, do trzech razy sztuka. Tak też było w tym przypadku, jednak w słabej formie. Pierwsze dwa pojedynki stały na bardzo dobrym i świetnym poziomie i tu przychodzą do nas Archer i Fale. Mamy tutaj zupełne przeciwieństwo starcia Ishii vs Elgin, gdyż jak tam od samego początku wiedzieliśmy, że zobaczymy wspaniałą walkę, tak tutaj wiedzieliśmy, że będzie to słabe „widowisko” i takie też było. Wolne tempo, szczególnie kiedy przez kilka minut walczyli wśród publiczności i rzucali się o porozstawiane krzesła.

Zwycięzca: Bad Luck Fale (10:55)

 

Taichi vs Hiroshi Tanahashi – ***

Średni pojedynek, który zwieńczył ten słaby, jak dla mnie dzień New Japan Cup. Więcej tu było zabaw Taichiego, który m.in. uciekał przed Hiroshim w pierwszej części walki, niż normalnego starcia pomiędzy tą dwójką. Wielokrotnie próbował on brudnych zagrywek, jednak nie dało mu to awansu do ćwierćfinałów. Tana widocznie jeszcze się oszczędza przed ważniejszymi pojedynkami, a Taichi nie poprawił jakości starć. Członek Suzuki-Gun jest zbyt słaby, by mógł konkurować z wielkimi Heavyweightami i raczej rzadko będzie w stanie dawać dobre walki. Zamurowało mnie, gdy zobaczyłem niesamowity Ganso Bomb od Taichiego, którego Tanahashi ewidentnie przez jakiś czas odczuwał skutki. Na plus jednak końcowe sekwencje, które poprawiły moją ocenę na temat tego starcia. Jednakże walka nie przypadła mi do gustu.

Zwycięzca: Hiroshi Tanahashi (23:45)


DZIEŃ TRZECI (11.03)

Kota Ibushi vs YOSHI-HASHI – **** i 1/2*

Absolutnie fantastyczna walka, która z pewnością będzie kandydowała do miana najlepszej podczas całego turnieju. HASHI z każdą swoją walką zbiera u mnie lepsze opinie i jak po starciu z SANADĄ zastanawiałem się mocno nad tym, czy jednak pochopnie go nie oceniałem, tak dzisiaj stał się tym świetnym technikiem w moich oczach. Nigdy nie widziałem w nim kogoś więcej, niż przyzwoitego zapychacza turniejów oraz Tag Team Matchy, a teraz czekam na to, co pokaże w walkach z najlepszymi w New Japan podczas G1 Climaxa. Dzisiejsze starcie z Ibushim było czymś niesamowitym. Fantastyczne wymiany akcji, kontry, nearfalle, a nawet walka w publiczności, która wypadła wyśmienicie. Hurricanrana od Koty, a następnie piękny Moonsault z miejsc w publiczności.

W ringu było jeszcze lepiej, piękny Canadian Destroyer oraz Running Sit-Out Powerbomb od członka CHAOSu nie dały mu zwycięstwa w tej walce. Ibushi natomiast długo próbował wykonać swój firmowy Kamigoye, a gdy w końcu mu się to udało, był on ostatnią akcją, którą zobaczyliśmy w pojedynku. Jak dotąd zdecydowanie najlepsza walka turnieju.

Zwycięzca: Kota Ibushi (23:30)

 

 Zack Sabre Jr vs Tetsuya Naito – **** i 1/4*

Kolejny świetny pojedynek, który miał być ozdobą pierwszej rundy tegorocznego New Japan Cup. Jak widać moim zdaniem, przed ostatnim dniem tej rundy nie jest nawet teraz na pierwszym miejscu. Styl Zacka jest chyba wszystkim czytelnikom znany. Jedni go nienawidzą, gdyż twierdzą, że jego ciągłe akcje submissionowe są po prostu nudne. Jednak są też ci, którzy sądzą zgoła inaczej i ja się do tej grupy zaliczam. Sabre jest genialnym technikiem i m.in. ten pojedynek to potwierdził.

Pierwsza część walki to typowe dla Brytyjczyka osłabianie nóg oraz rąk przeciwnika, a następnie próby zakładania jego zawsze intrygujących dźwigni na te części ciała. Naito mimo bycia mocno obitym nie poddawał się, a nawet kilka razy przejmował całkowitą inicjatywę. Tetsuya jednak nie był w stanie wykonać żadnego Destino. Często jego próby wykonania akcji powodowały kontry od członka Suzuki-Gun, a następnie szybkie przejścia w wymyślne dźwignie. Tak też było na sam koniec walki, kiedy Naito znalazł się w zaskakującej dźwigni, przy której zostały użyte wszystkie kończyny Japończyka. Tu już nie był w stanie wytrzymać dłuższego czasu i poddał się, krzycząc do sędziego. Ogromny plus za czyste zwycięstwa Zacka, a ogromny minus za to, że dalej nie mamy podbudowy pod walkę Naito vs Jericho.

Zwycięzca: Zack Sabre Jr (22:45)


DZIEŃ CZWARTY (12.03)

Davey Boy Smith Jr vs Toru Yano – *

Po dwóch wspaniałych pojedynkach z dnia trzeciego, przypomniałem sobie, że muszę obejrzeć starcie, w którym będzie uczestniczył Toru Yano… Szczerze mówiąc, już wolę oglądać Grado niż Japończyka w akcji. Jeśli nie wiecie, jak wygląda gimmick Yano, to bardzo dobrze. Jest to bardzo słaby komik, który niestety bierze udział w większych turniejach (G1 Climax oraz New Japan Cup). Tu niby nie było tak tragicznie pod względem komedii Japończyka, ale mimo wszystko to, że jego przeciwnikiem był DBS, nie pomagało w odbiorze walki. Tempo było tragiczne i nie dało się tego oglądać. Zdecydowanie za długi pojedynek. Pomyśleć, że Juice i Yujiro dostali zaledwie cztery minuty więcej. Zwycięstwo Yano raczej było pewne, więc nie mam na co narzekać.

Zwycięzca: Toru Yano (12:45)

 

SANADA vs Chuckie T. – *** i 3/4*

Kolejne bardzo dobre starcie, jakie zobaczyliśmy podczas tego turnieju. SANADA w tym roku nie schodzi poniżej pewnego poziomu, jeśli chodzi o walki solowe. Takie pojedynki, jak z Kazuchiką Okadą na New Beginning in Osaka, YOSHIM-HASHIM na Anniversary Show oraz właśnie dzisiejsza stały na wysokim, a w przypadku walki z Rainmakerem dostaliśmy jeden z kandydatów do walki roku. Chuckie T. po występie w World Tag League dostał kolejną szansę na pokazanie się japońskiej publiczności. Dość sensacyjnie dostaliśmy go w New Japan Cup i w zasadzie po kolejnym bardzo udanym występie (mimo odpadnięcia w pierwszej rundzie) ma spore szanse na pojawienie się w G1 Climax 28.

Sam pojedynek zawierał bardzo dużo zwrotów akcji, dużo kontr i walkę w publiczności. Ciekawie wykorzystano krzesła oraz stół, który został złamany poza ringiem przez SANADĘ. Członek Los Ingobernables de Japon ponownie nie wygrał swojej walki nie przez Skull End, a fantastyczny Moonsault, wykonany po tym, jak stwierdził, że nie zmusi swojego rywala do poddania.

Zwycięzca: SANADA (21:27)


Podsumowanie: Absolutnie najlepszym dniem pierwszej rundy tegorocznego New Japan Cup został ten z 11 marca, kiedy to obydwie walki turniejowe już teraz stały się poważnymi kandydatami do miana walk turnieju. Oczywiście największe wrażenie na mnie zrobiło fantastyczne starcie Koty Ibushiego z YOSHIM-HASHIM, ale na Naito vs ZSJ nie można było narzekać. Ozdobą pierwszej rundy jednak nie było, ale naprawdę warto obejrzeć. W sumie sama ocena to pokazuje. Najgorszą walką stał się zdecydowanie pojedynek Toru Yano z DBS, ale tego mogliśmy się spodziewać.

Pary ćwierćfinałowe:

  • Michael Elgin vs Juice Robinson (14 marca)
  • Hiroshi Tanahashi vs Bad Luck Fale (14 marca)
  • Kota Ibushi vs Zack Sabre Jr (15 marca)
  • SANADA vs Toru Yano (15 marca)

O Autorze

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi wrestlerami są: AJ Styles, Kenny Omega, Kevin Owens oraz Young Bucksi. Interesuje się także piłką nożną, w szczególności kibicuje Realowi Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpoolowi.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany