NEW JAPAN PRO WRESTLINGWIW OCENIA

WIW Ocenia: NJPW Dominion 6.9.

Osaka co roku od dziesięciu lat gości drugie najważniejsze show w roku. Czerwiec to właśnie miesiąc, kiedy dostajemy Dominion, a tylko raz ta gala odbyła się w lipcu, w 2015 roku, kiedy Main Eventem było starcie Okady z Stylesem. Mijają cztery lata, jednak pewna rzecz się nie zmienia. Kazuchika Okada w walce wieczoru. Teraz już wiemy, że w roku 2020 będziemy mieli dwa Main Eventy Dominion, gdyż dzisiaj zapowiedziane zostało, że tak, jak Wrestle Kingdom 14 tak też czerwcowa gala będzie w dwa dni. Jak wypadło ostatnie jednodniowe Dominion?


Singles Match

Jon Moxley vs. Shota Umino – ** i 1/2*

Krótki, ale za to bardzo przyjemny opener. Cieszy to, że akurat Jon zawalczył na Dominion i to nie w Tag Team Matchu. Za przeciwnika dostał Shotę Umino, który od początku miał być mięsem armatnim dla byłej gwiazdy WWE. Sama walka była też trochę dłuższym squashem, jednak mimo to zdążył coś pokazać już na samym początku, atakując Jona, kiedy ten wchodził do ringu. Na wielkie zwycięstwa Shoty przyjdzie czas, a tutaj zdobył bardzo potrzebne dla niego doświadczenie. Oczywiście, raczej nie ma szans na występ w tegorocznym G1 Climax, jeśli nie dojdzie do jakiejś kontuzji tak, jak w przypadku Junior Heavyweightów, kiedy to miejsce w turnieju dostał Ren Narita. Jon natomiast potwierdził, że chce walczyć w najbardziej prestiżowym turnieju wrestlingowym na świecie, co niesamowicie cieszy.

Zwycięzca: Jon Moxley (3:52)


Singles Match

Shingo Takagi vs. Satoshi Kojima – *** i 1/4*

Bardzo fajna walka. Cieszę się, że Shingo dostaje więcej czasu w NJPW, bo widać, że chcą na niego stawiać. Pokonał niemalże całą dywizję Junior Heavyweight i domagał się jakiegoś Heavyweighta podczas Dominion. Dostał legendę na dobry początek i jest to bardzo dobry ruch. Z początku nie byłem jednak tego taki pewien zważywszy na to, że już dwóch zawodników doznało kontuzji w trakcie niedawnych starć z Shingo. Najpierw TAKA Michinoku, który nie dokończył przez to tegorocznego Best of the Super Juniors i musiał oddać resztę swoich pojedynków walkowerem, a następnie Taiji Ishimori. Temu drugiemu jednak aż tak źle nie było i musiał odpuścić tylko finałowy dzień turnieju, gdzie i tak miał wystąpić w Tag Team Matchu. Kojima ma już swoje lata, też swoje kontuzje przeszedł niedawno i mogło być to ryzykowne zestawienie.

Na całe szczęście do niczego nieprzyjemnego nie doszło i walka wypadła dobrze. Najbardziej jednak cieszy to, co się stało po pojedynku. SHINGO TAKAGI W G1 CLIMAX. Jezu, jak ja tego chcę i nie zdziwię się, jeśli znajdzie się w jednym bloku z Ospreay’em, by Shingo mógł się zrewanżować za porażkę w środę. Wydaje mi się, że Takagi będzie skakał występował w dywizji Junior Heavyweight, ale też będzie zaliczał występy jako Heavyweight, czyli coś typu Ospreay’a. Zdecydowanie ma wygląd zawodnika wagi ciężkiej i po zdominowaniu BoSJ jest w stanie walczyć, jak równy z równym z Heavyweightami.

Zwycięzca: Shingo Takagi (11:14)


Tag Team Match

Jushin Thunder Liger & YOSHI-HASHI vs. Minoru Suzuki & Zack Sabre Jr. – ** i 3/4*

Przyzwoity, typowy Tag Team Match, który przynajmniej nie zawierał zbędnych uczestników. Dla Ligera jest to ostatni występ w Osaka Jo-Hall jako wrestler i szkoda, że nie dostał tu Singles Matchu z Minoru Suzukim, bo już bardzo długo budują ten pojedynek. Czy zobaczymy go dopiero na zakończenie kariery Jushina podczas Wrestle Kingdom 14? Nie wydaje mi się, mam wrażenie, że maksymalnie przedłużą to do King of Pro Wrestling. YOSHI-HASHI idzie sobie na mistrzostwo RevPro British Heavyweight i tak naprawdę nikogo to nie obchodzi. Zack i tak na 100% obroni tytuł, ale może coś tam pokażą podczas Kizuna Road, czy też na Royal Quest w Londynie. Tutaj HASHI przypiął Brytyjczyka, co jest oczywiście zrozumiałe, by mógł sobie oficjalnie przyklepać miano pretendenta.

Zwycięzcy: Jushin Thunder Liger & YOSHI-HASHI (9:39)


Six-Man Tag Team Match

Hiroshi Tanahashi, Juice Robinson & Ryusuke Taguchi vs. Bullet Club (Jay White, Chase Owens & Taiji Ishimori) – ** i 1/2*

Kompletnie mi się nie podobała ta walka. Taiji nadal jest oszczędzany po urazie barku, którego doznał w starciu z Shingo Takagim, a z drugiej strony mamy Tanahashiego, który ledwo co wrócił po przerwie spowodowanej kontuzją ręki. Niestety, z całym szacunkiem do byłego mistrza Heavyweight, chciałbym, by przeszedł na bycie Part Timerem. W tym roku skończy 43 lata, jednak jego walki wyglądają coraz gorzej. Częste kontuzje, problemy podczas pojedynków, tragicznie wyglądające akcje, jak np. sekwencja końcowa podczas tego Tag Team Matchu. Boję się o jego występy w G1 Climax, a przecież już rok temu jego walki nie stały na wysokim poziomie prócz tych z Ibushim i Okadą. Robinson nie zdobywa tutaj pinu, co jest trochę zaskakujące zważywszy na ostatnią utratę mistrzostwa United States na rzecz Jona Moxley’a. Obawiam się, że odzyska ten tytuł mimo wszystko, bo to po prostu jest „Mr. United States”, tak samo, jak Naito „Mr. Intercontinental”, czy też Goto i Ishii „Mr. NEVER Openweight”.

Zwycięzcy: Hiroshi Tanahashi, Juice Robinson & Ryusuke Taguchi (9:48)


NEVER Openweight Championship Match

Taichi (c) vs. Tomohiro Ishii – *** i 1/2*

Kolejna bardzo dobra walka Taichiego z Tomohiro Ishiim. Co jak co, ale trzeba przyznać, że ta dwójka ma chemię między sobą. Nie lubię Taichiego i nic nie zmieni tej opinii mimo tego, że i tak poprawił swoje umiejętności w stosunku do tego, co było zanim przeszedł do dywizji Heavyweight. Byłem zawiedziony decyzją o daniu mu mistrzostwa NEVER Openweight i jednocześnie zabraniu go od Jeffa Cobba. Szkoda, że tytuł w ciągu ostatnich 12 miesięcy tak często zmienia posiadacza, bo to po prostu obniża jego prestiż. Teraz przynajmniej możemy być pewni, że nowego mistrza poznamy najwcześniej na Destruction, jednak mam nadzieję, że Ishii pociągnie ten pas ze sobą przynajmniej do Wrestle Kingdom. Dzisiejsza porażka Taichiego też powoduje, że jestem spokojniejszy pod tym względem, że może nie wystąpi w G1 Climax. Jeśli nie będzie go i Fale to będę mega zadowolony.

Zwycięzca: Tomohiro Ishii (11:16)


IWGP Tag Team Championship Match

Guerrillas of Destiny (Tama Tonga & Tanga Loa) (c) vs. EVIL & SANADA – ** i 1/2*

Jeny, jakie to było nudne. 16 minut tego Tag Team Matchu to zdecydowanie za dużo. GoD mimo wielkiego roku pod względem osiągnięć, ringowo nie zachwycają jak zwykle. Szkoda, że nawet EVIL i SANADA nie byli w stanie wyciągnąć z tego pojedynku czegoś więcej, ale emocji w ogóle nie czułem przez fakt, jak zostało to starcie zapowiedziane. Ani GoD ani EVILa i SANADY nie było podczas touru Best of the Super Juniors i wrócili oni do ringu dopiero podczas finałowego dnia, co zwykle nie wygląda najlepiej. Dywizja Tag Team w NJPW leży i kwiczy, a naprawić to mogło tylko zwycięstwo członków LIJ. To dałoby możliwość do powrotu The Briscoes do Japonii, czy też Killer Elite Squad, których nie widzieliśmy od marca. Niestety końcówka była tak słaba, że jeszcze bardziej spowodowała, że źle mi się myśli o tym starciu. Jado wyciąga sędziego z ringu i atakuje EVILa, by następnie pomógł pretendentom BUSHI. To oznacza, że najpewniej dostaniemy podczas Kizuna Road walkę Jado vs. BUSHI… Guerrillas of Destiny obronili tytuły Tag Team i nadal są podwójnymi mistrzami. Ta dywizja zdecydowanie potrzebuje przebudowy, jednak czy do niej dojdzie w najbliższym czasie, czy na koniec roku World Tag League trzeci rok z rzędu wygrają EVIL i SANADA…

Zwycięzcy: Guerrillas of Destiny (16:38)


IWGP Junior Heavyweight Championship Match

Dragon Lee (c) vs. Will Ospreay – **** i 3/4*

Świetne to było, ale czego innego można było się spodziewać po tym zestawieniu? Po dwóch latach przerwy ta dwójka znów spotyka się ze sobą w jednym ringu w starciu 1 na 1. W 2017 roku jednak ich walka nie stała na tak wysokim poziomie. Tutaj Ospreay świeżo po wielkim zwycięstwie w turnieju Best of the Super Juniors i do tego pokonaniu Shingo Takagiego dostał w swoje ręce kolejnego „smoka”, tym razem z Meksyku. Po świetnych walkach w BoSJ przyszła też ta z Dominion, która spokojnie może konkurować na koniec roku o miano walki 2019 roku. Doskonały spotfest, jaki zaserwowali nam z Lee, ciężkie akcje, które przyprawiały o gęsią skórkę, w tym ta fenomenalna kontra Hurricanrany poza ring i piękne lądowanie z telemarkiem niczym Kazuyoshi Funaki za najlepszych czasów. Do tego niesamowity Double Foot Stomp, po którym Dragon nie wylądował najlepiej. Miałem wielkie obawy o jego kolana, gdyż nie wyglądało to najbezpieczniej.

Zwycięstwo Ospreay’a można było przewidzieć, chociaż szanse na wygraną były tutaj dosłownie równe. Było tyle samo powodów, dla których miałby wygrać Dragon Lee, jak i Will Ospreay. Najważniejszym jednak był potencjalny powrót Hiromu Takahashiego, na który fani czekają od dawna z utęsknieniem. Mówi się, że został już oczyszczony, jednak wydaje mi się, że jeśli teraz nie pojawił się w Osace, to kto wie, czy nie dojdzie do tego dopiero przy okazji Wrestle Kingdom 14. Ta gala będzie pierwszy raz dwudniowa, a już są plotki mówiące o tym, że jeden z dni mają zamykać Junior Heavyweightci! Wydaje się więc, że idealnym powrotnym pojedynkiem dla Hiromu będzie pierwszy dzień show w Tokyo Dome. W miejscu, gdzie jego niesamowicie popularny gimmick miał swój debiut dwa lata temu. Ospreay ma idealny rok i jak w 2018 miał słabszą drugą połowę, tak teraz zapowiadając bycie Full Time wrestlerem w NJPW, możemy już teraz mówić o nim jako o poważnym kandydacie do miana wrestlera roku. Po walce też wyzwał Robbiego Eaglesa do walki podczas Southern Showdown, które odbędzie się w Australii, z której oczywiście pochodzi członek Bullet Clubu. Kto później? Stawiam na El Phantasmo podczas Royal Quest.

Zwycięzca: Will Ospreay (20:07)


IWGP Intercontinental Championship Match

Kota Ibushi (c) vs. Tetsuya Naito – **** i 1/4*

Zawód? Nie. Poniżej oczekiwań? Nie. Po prostu walk pomiędzy tą dwójką było już zdecydowanie za dużo. I nie byłby to tak wielki problem, gdyby nie to, że praktycznie każda walka z nich wygląda bardzo podobnie, tylko że czasami powolny początek jest dłuższy, a czasami krótszy. Tutaj niestety było to zbyt długie w porównaniu do długości całego pojedynku. Na szczęście tak, jak w poprzednich walkach Naito z Ibushim wszystko się rozkręciło, a Kota ledwo wyszedł cało z ringu. Chory German Suplex na krawędzi ringu, którego widok w zwolnionym tempie spowodował, że wydawało się, że Ibushi tak szybko podpisał pełny kontrakt z NJPW, tak teraz wyląduje w szpitalu po wyjściu z Osaka Jo-Hall. Wtedy stwierdziłem, że jak po walce przegrany zawodnik otrzymuje worek z lodem, tak Kota otrzyma cały kontener. Jednak najwyraźniej nic strasznego się nie stało z nim, bo Panowie nie zamierzali zwolnić z akcją pojedynku. Ta wyglądała fenomenalnie aż kończącego gongu, a po nim Naito jeszcze postawił stopę na głowie byłego już mistrza. Typowy Tetsuya.

Apropo końca walki, pamiętacie, jak przy walce Juice’a Robinsona napisałem, że Naito to „Mr. Intercontinental”? No właśnie… Naprawdę nie pisałem tego sformułowania po tej walce. Mimo to, Naito był nadal moim faworytem, bo po prostu mistrzostwo Interkontynentalne i Tetsuya Naito to małżeństwo na dobre i na złe… A raczej na złe, patrząc na to, co lider LIJ z nim robił przez ostatnie trzy lata. Czy tym samym Ibushi stał się głównym faworytem do zwycięstwa w G1 Climax? I tak i nie. Nadal wydaje mi się, że Naito jest faworytem, nawet jeśli zdobył mistrzostwo Interkontynentalne. Jeśli ktoś miałby stać się teraz podwójnym mistrzem w NJPW, to właśnie byłby to Naito. Od dawna Japończyk mówi o planach stania się pierwszym, który jest jednocześnie mistrzem IWGP Heavyweight i Intercontinental. Dwudniowe Wrestle Kingdom 14 jest też idealnym miejscem na zrobienie tego. Jedno jest pewne, o trofeum G1 Climax w tym roku zawalczą w szczególności Naito i Ibushi.

Zwycięzca: Tetsuya Naito (22:06)


IWGP Heavyweight Championship Match

Kazuchika Okada (c) vs. Chris Jericho – *** i 3/4*

Bardzo dobra walka, która z pewnością ma tylu zwolenników, co przeciwników. Osobiście podobała mi się, jednak spory problem miałem z jej oceną. Dla idealnego porównania miałem tutaj trzy walki. Taichi vs. Ishii, Naito vs. Ibushi i Jericho vs. Omega z Double or Nothing. Z jednej strony pojedynek Okady z Jericho był zdecydowanie lepszy niż pierwsza wymieniona walka, ale z drugiej strony też gorszy niż jego poprzednik. Ostatecznie dałem taką samą ocenę, co Main Eventowi gali AEW, jednak paradoksalnie walka wieczoru Dominion 6.9. była lepsza. Czemu tak? Po pierwsze możliwość zaskoczenia. Bardziej byłem w stanie uwierzyć tutaj w zwycięstwo Jericho niż tam w zwycięstwo Omegi. To nie jest ostatnie słowo, jakie powiedział Y2J w NJPW, a sceny po zakończeniu starcia utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Po drugie Okada według mnie wyciągnął więcej od Kenny’ego z Chrisa. Lepiej mi się oglądało ten pojedynek.

Więc jest teraz jedno pytanie. Czemu dałem taką samą ocenę, skoro mi się podobała bardziej? Zakończenie. Mimo, że chcę dalszych występów Jericho w New Japan i nadal mam wrażenie, że wystąpi w G1 Climax tak, jak Kenny Omega, to no to jest Dominion. Druga najważniejsza gala w roku. Main Event. Dwa lata temu mieliśmy 60-minutowy Time Limit Draw, a rok temu wielki 2 out of 3 Falls Match, który trwał 65 minut. To nie było zakończenie godne Dominion + słychać było niezadowolenie fanów zgromadzonych w Osaka Jo-Hall. Czemu buczeli tak dosadnie? Nie było wypowiedzi Okady, czyli czegoś, co jest tradycją na koniec gal w NJPW. Jericho przegrał przez Roll-Up, a po walce brutalnie zaatakował Okadę, któremu ostatecznie pomógł Hiroshi Tanahashi, co zwiastuje nam walkę pomiędzy tą dwójką. Ciekawi mnie, czemu Young Lions nawet nie chcieli pomóc Okadzie, ale jak Tanahashi chciał się zemścić na Y2Ju, to już go powstrzymywali. Wrestling, po prostu wrestling.

Zwycięzca: Kazuchika Okada (25:43)


Podsumowanie: To była dobra gala, jednak jak na Dominion, można było oczekiwać czegoś więcej. Średni Midcard, który można było lepiej rozplanować, dając starcie o mistrzostwa Junior Tag Team, a nawet walkę o głupie tytuły NEVER Openweight Six-Man Tag Team, które teraz nie istnieją. Słaby pojedynek GoD z EVILem i SANADĄ, ale za to nie najgorsze Taichi vs. Ishii. Do tego świetny Maincard i chociaż walka wieczoru mogła wyglądać lepiej, to było bardzo dobrze. Za to fantastyczny, niespodziewany moment z debiutem KENTY, który został zapowiedziany przez Shibatę oraz zapowiedź Moxley’a, Shingo i właśnie KENTY w G1. Pozostało nam już tylko czekać na Kizuna Road i oficjalne ogłoszenie uczestników oraz bloki G1 Climax 29.

About Author

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi zawodnikami są: AJ Styles, Kevin Owens, Kenny Omega, Young Bucks i EC3. Oprócz tego interesuje się piłką nożną, a ulubionymi drużynami są: Real Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpool.
0Followers
0Subscribers
203Posts
0Comments