Wrestling Dontaku to kolejna gala NJPW w roku, która dość sensacyjnie została w tym roku podzielona na dwa oddzielne dni. Tradycyjnie odbywa się ona 3 maja, czyli nie tylko w Święto Niepodległości w Polsce, ale tego dnia jest również obchodzone to święto w Japonii. Jednocześnie jest to wielki dzień dla Bullet Clubu, gdyż ten na dobre powstał 5 lat temu podczas Wrestling Dontaku 2013, kiedy to do Prince’a Devitta i Bad Luck Fale dołączyli Karl Anderson i Tama Tonga.

Obecnie w Bullet Clubie mamy „wojnę domową”, więc jest to idealny dzień na taką rywalizację. Trzy walki z tego feudu: starcie o mistrzostwa Six-Man Tag Team pomiędzy Bad Luck Fale i Guerrillas of Destiny a Martym Scurllem i Young Bucksami; rewanż z Wrestle Kingdom 12 pomiędzy Codym a Kotą Ibushim, a także kolejne nowe zestawienie Kenny’ego Omegi z Hangmanem Pagem. Jak wypadła cała gala? Która część Bullet Clubu wygrała dzisiejszą rywalizację? Przekonajmy się.


Tag Team Match

Yujiro Takahashi & Chase Owens vs Shota Umino & Yota Tsuji – ** i 1/4*

Średni opener, ale nic dziwnego, patrząc na to, jakie drużyny brały w nim udział. Yujiro i Owens nigdy nie byli świetnymi zawodnikami i NJPW uznaje ich za taki dodatek do Bullet Clubu. Ta dwójka cały czas bierze udział w rywalizacji Cody’ego i Omegi, więc ich zwycięstwo było pewne. Walczą też z Young Lionsami, którzy cały czas udowadniają, że zasługują na uwagę fanów, a szczególnie Shota. Po odejściu Kitamury federacja potrzebuje nowej twarzy Lionsów, a Umino może nią być. Tu jednak został przypięty przez Owensa po Package Piledriverze, a tak, jak wcześniej napisałem, starcie było poprawne, ale nic szczególnego.

Zwycięzcy: Yujiro Takahashi & Chase Owens (5:30)


Six-Man Tag Team Match

Jushin „Thunder” Liger, Ryusuke Taguchi & Tiger Mask vs Yuji Nagata, Tomoyuki Oka & Ren Narita – ** i 3/4*

Bardzo przyjemna walka, której obsada już była naprawdę obiecująca, a zawodnicy nas nie zawiedli. Yuji Nagata kontynuuje wspieranie i kierowanie Young Lionsów w takich walkach, co z pewnością im się przydaje. Z drugiej strony mieliśmy dwóch weteranów wrestlingu, a także Taguchiego, któremu do miana weterana jeszcze trochę brakuje. Panowie pokazali swoje doświadczenie, a Yujiemu mocno to pomagało w samej walce, w której już z miejsca był na straconej pozycji przez skład drużyny. Taguchi przypiął Naritę i tyle, lecimy dalej.

Zwycięzcy: Jushin „Thunder” Liger, Ryusuke Taguchi & Tiger Mask (7:15)


Six-Man Tag Team Match

SHO, YOH & Rocky Romero vs Lance Archer, Davey Boy Smith Jr & Takashi Iizuka – DUD

Z jednej strony cieszę się, że to było takie krótkie, ale z drugiej strony… co to było? Od razu po gongu cała szóstka przeniosła się poza ring, gdzie klasycznie dla walk Suzuki-Gun akcja się rozgrywała przez jakiś czas. Potem wrócili, by po chwili SHO wykonał Roll-Up na Iizuce. I tyle, koniec walki. Chyba rzadko w NJPW zdarzają się walki, które kończą się po Roll-Upie i ich zwycięzcą nie jest Toru Yano. A skoro mowa o Yano…

Zwycięzcy: SHO, YOH & Rocky Romero (2:10)


10-Man Tag Team Match

Togi Makabe, Juice Robinson, David Finlay, Michael Elgin & Toa Henare vs Hirooki Goto, Jay White, Tomohiro Ishii, YOSHI-HASHI & Toru Yano – ***

Dobra, energiczna walka Tag Teamowa, która mimo dużego chaosu była składna. Mieliśmy tutaj bardzo utalentowanych wrestlerów i udowodnili to nam tym pojedynkiem. Również zakończyliśmy tutaj dwa feudy o tytuły mistrzowskie, by jednocześnie prawdopodobnie rozpocząć jeden kolejny i trochę nakreślić drugi. Mowa o White vs Robinson oraz Elgin/Makabe vs Goto. Czy te przewidywania się spełnią? Jeśli tak, to czeka nas bardzo ciekawe Dominion, gdyż to właśnie tam powinniśmy zobaczyć te pojedynki. Wracając do starcia, to wydaje mi się, jakby Toru Yano był w dzisiejszej walce mało widoczny, co jest zdecydowanie na plus.

Zwycięzcy: Hirooki Goto, Jay White, Tomohiro Ishii, YOSHI-HASHI & Toru Yano (10:25)


NEVER Openweight Six-Man Tag Team Match

Marty Scurll & Young Bucks (Nick & Matt Jackson) vs Bad Luck Fale & Guerrillas of Destiny (Tama Tonga & Tanga Loa) (c) – *** i 1/4*

Kolejna bardzo dobra walka, czyli coś, na co liczyliśmy, widząc kartę Wrestling Dontaku. Niby „wojna domowa” w Bullet Clubie trwa w najlepsze, ale widać, że największa intensywność należy w niej do Golden Lovers oraz Cody’ego i Hangmana Page’a. Tutaj jeszcze przed walką Panowie uścisnęli sobie ręce, by pokazać, że tutaj jest to walka przyjaciół z jednej stajni. Scurll i Bucksi świetnie podnieśli jakość tego pojedynku, bo wiadomym jest to, że ich przeciwnicy do geniuszy ringowych nie należą.

Ogólnie dostaliśmy bardzo dobre starcie, w którym bardzo przyjemnym dodatkiem były sekwencje Fale i Marty’ego, którzy dali nam trochę powodów do śmiechu, jak to ma w zwyczaju Anglik. Ostatecznie Scurll i Young Bucks pokonali swoich przeciwników, co przynajmniej dla mnie jest lekkim zaskoczeniem. Po walce przegrani sami oddali pasy mistrzowskie, co mimo wielkiego rozłamu na część ROH (Cody’ego) i część NJPW (Omegi) było znakiem dalszej przyjaźni pomiędzy członkami Bullet Clubu. Jutro jednak znów zawalczą ze sobą, tym razem w 10-Man Tag Team Matchu. 

Zwycięzcy: Marty Scurll & Young Bucks (Nick & Matt Jackson) (11:05)


10-Man Tag Team Match

Suzuki-Gun (Minoru Suzuki, Zack Sabre Jr, Yoshinobu Kanemaru, El Desperado & Taichi) vs Los Ingobernables de Japon (Tetsuya Naito, EVIL, SANADA, Hiromu Takahashi & BUSHI) – ** i 3/4*

Powiem tak, to była dobra walka, ale zdecydowanie można było liczyć na więcej od tych dwóch drużyn. Smuci mnie to, że dzisiaj dali takie niezłe starcie, kiedy jutro znów ze sobą walczą, ale Suzuki-Gun wystawia tym razem trochę słabszą drużynę. Nie wygląda to zbyt dobrze, chociaż nadal mogą nas czymś zaskoczyć. Suzuki i Naito pięknie kontynuowali swoją rywalizację, gdyż w momentach, kiedy ze sobą się ścierali, ich wymiany były dość brutalne, a szczególnie te od Minoru, który poza ringiem zniszczył Tetsuyę.

Ostatecznie LIJ wygrali, a następnie zobaczyliśmy niezwykle ciekawą sytuację. Mianowicie po celebracji zwycięstwa przez drużynę Naito, do ringu przyszli The Young Bucks, którzy wyzwali EVILa i SANADĘ na walkę o tytuły mistrzowskie Tag Team. Do walki na sto procent dojdzie podczas Dominion, co jeszcze bardziej powiększa mój hype na tę galę.

Zwycięzcy: Los Ingobernables de Japon (Tetsuya Naito, EVIL, SANADA, Hiromu Takahashi & BUSHI) (13:47)


Tag Team Match

Hiroshi Tanahashi & KUSHIDA vs Kazuchika Okada & Will Ospreay – *** i 1/2*

Bardzo dobra walka, która miała się skupiać na jutrzejszych najważniejszych pojedynkach i tak też było. Główne sekwencje rozgrywały się pomiędzy Ospreay’em a KUSHIDĄ, którzy chyba dostali najwięcej czasu w ringu i w pełni go wykorzystali, dając nam świetny przedsmak jutrzejszej walki. Polatali, porobili ładne kontry, szczególnie KUSHIDA, kiedy skontrował akcję Springboardową na swój firmowy Armbar. Oczywiście Okada i Tanahashi również dodali dużo od siebie, choć tego dostaliśmy mniej niż od Junior Heavyweightów.

W bezpośrednich starciach pomiędzy dywizjami, zdecydowanie przeważali Okada i Tanahashi, jednak Will i KUSHIDA często pokazywali, że nie można ich lekceważyć. Sam Japończyk był bardzo blisko przypięcia mistrza IWGP Heavyweight, jednak ta sztuka mu się nie udała. Ostatecznie pretendent do tytułu Ospreaya został przypięty przez Kazuchikę, a po walce dostaliśmy konfrontację rywali z jutrzejszego Main Eventu.

Zwycięzcy: Kazuchika Okada & Will Ospreay (16:15)


Singles Match

Cody vs Kota Ibushi – ** i 1/4*

To było strasznie nudne. 24 minuty typowej walki Cody’ego, która po prostu była mozolna. Jestem bardzo zawiedziony, bo mimo wszystko po ich poprzednim starciu z Wrestle Kingdom 12 można było oczekiwać czegoś o wiele lepszego. Nie mówię, że liczyłem na walkę, która stałaby na tamtym poziomie, bo to było wiadome, że Cody czegoś takiego nie powtórzy drugi raz. To jest Cody. Koszmar fanów dobrego wrestlingu. Bardzo się skupiono na jego dominacji i to było złym pomysłem. Kiedy Cody prowadzi walkę, nie kończy się to dobrze i tak też było w tym przypadku.

Ibushi starał się wyciągnąć z tego, jak najwięcej, jednak prócz ostatnich minut, kiedy to akcja przeniosła się do ringu razem ze stołem, było to tragicznie nudne. Wracając do tego stołu, nawet on nie chce się złamać pod Codym; Ibushi wykonał Double Foot Stomp z trzeciej liny na leżącego Cody’ego, jednak stół złamał się dopiero przy drugim podejściu. Na plus muszę uznać Kick-Outy po Sitout Last Ride Powerbombie od Koty, a następnie też po Cross Rhodes. Starcie zakończył dopiero bardzo niebezpieczny Vertebreaker od American Nightmare’a. Walka zdecydowanie do pominięcia.

Zwycięzca: Cody (23:35)


Singles Match

Hangman Page vs Kenny Omega – ** i 3/4*

Tak więc, kolejny zawód. Liczyłem na więcej, ale dzięki fajnym akcjom dało się to oglądać, w przeciwieństwie do Cody vs Ibushi. Page walczy z kontuzją nogi, co ewidentnie przeszkadzało mu w dzisiejszym starciu. Dostaliśmy wiele bardzo ciekawych akcji, szczególnie pod koniec, ale niestety tempo walki po prostu leżało. Hangman dostał kilka pięknych V-Triggerów, jednak chyba najlepszy był ten, co pod koniec starcia wykonał, kontrując firmowy dla Page’a Lariat. Omega też dostał nieźle od swojego rywala już na samym początku, kiedy to otrzymał Rite of Passage na stół, co możecie zobaczyć na zdjęciu wyróżniającym, po którym Kenny miał całkowicie rozciętą skórę na głowie.

Warto też wspomnieć, że Omega wyszedł do walki w specjalnym kimonie (?) na rocznicę powstania Bullet Clubu, które dzisiaj nosiło także kilku innych zawodników tej stajni. No cóż, sama walka mocno mnie zawiodła. Tyle. Do zapomnienia.

Zwycięzca: Kenny Omega (18:25)


Podsumowanie: Pierwszy dzień Wrestling Dontaku to ogromny zawód. Trzy walki na tej gali powinny wypaść lepiej niż to było, a już nie będę wspominał o dwóch najważniejszych starciach tego dnia. Jestem strasznie zawiedziony i radzę, żeby omijać tę galę szerokim łukiem. Oby jutrzejsza gala wypadła o wiele lepiej.

O Autorze

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi wrestlerami są: AJ Styles, Kenny Omega, Kevin Owens oraz Young Bucksi. Interesuje się także piłką nożną, w szczególności kibicuje Realowi Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpoolowi.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany