NXT TakeOver: New Orleans zapowiadało się na jedno z najlepszych show w historii żółtego rosteru. Przynajmniej trzy walki zapowiadały się na naprawdę fenomenalne starcia i można śmiało stwierdzić, faktyczny poziom gali, nas nie zawiódł.

Wszystko wystartowało od sześcioosobowego Ladder Matchu, który miał wyłonić pierwszego w historii mistrza NXT North American. Następnie byliśmy świadkami starć o mistrzostwo Women’s, Tag Team i NXT, aby wszystko zakończyć długo wyczekiwanym Unsanctioned Matchem.

Jak jednak wypadła gala, jako całość? Poziomem ringowym zostaliśmy rozpieszczeni niemal w każdym starciu, a emocje dostarczone chociażby w walce wieczoru były tak duże, że ciężko mówić tutaj o jakimkolwiek zawodzie czy słabej potyczce. Większość show była po prostu bardzo dobra i nie jest to subiektywna opinia, a po prostu fakt. Czy jednak NXT przebije WrestleManie? O tym przekonamy się jutro, jednak już teraz możecie zapoznać się z ocenami gali.

Zapraszam, na WIW Ocenia z NXT TakeOver: New Orleans.

Match #1
NXT North American Championship
Six Man Ladder Match
EC3 vs. Adam Cole vs. Velveteen Dream vs. Ricochet vs. Lars Sullivan vs. Killian Dain – ****

Świetne rozpoczęcie show. Idealny opener, który wywiązał się ze swojego zadania idealnie. Cała szóstka pokazała się z dobrej lub bardzo dobrej strony. Do końca nie wiedzieliśmy, na sto procent, kto zwycięży. Co ważne, przez to, że trwało to ponad pół godziny każdy mógł dostać swoje „pięć minut”.

Najgorzej, choć wciąż nieźle, wypadł chyba Velveteen Dram, który wydawał się być dość niepewny w przypadku kilku spotów. Wyglądało to niebezpiecznie zwłaszcza przy akcji z Ricochetem, która odbywała się na drabinie. Pojawił się też jeden, dość widoczny, botch, który nie był jednak spowodowany z winy żadnego z zawodników. Mowa o drabinach, które nie utrzymały pionu po tym, jak Ricochet „outta nowhere” wskoczył na Larsa Sullivana.

Nie zmienia to jednak faktu, jak świetny był to Ladder Match. Dream krwawił w jego trakcie, Ricochet pokazał próbkę swoich możliwości, Dain i Sullivan dobrze pokazali, przewagę, którą mają dzięki swoim warunkom fizycznym, EC3 i Velveteen swoje przyjęli, a na końcu i tak wygrał Cole. Adam, który miał przed sobą jeszcze jedną walkę tego wieczoru. Świetny opener.

Zwycięzca: Adam Cole (31:24)

Match #2
NXT Women’s Championship
Ember Moon (c) vs. Shayna Baszler – ***

Walka pań była największym znakiem zapytania, jeżeli chodzi o poziom walki. To właśnie rewanż Moon vs. Baszler miał być zdecydowanie najgorszym starciem i wobec niego mieliśmy tylko jedno życzenie… aby było lepiej, niż w Philadelphii.

To na szczęście się spełniło. Rewanż pomiędzy tymi dwoma zawodniczkami przebił pierwszą ich potyczkę. Wydawało się, że Baszler będzie dominowała przez 90% starcia i tym razem nie popełni błędu, przez który przegrała w styczniu. Shayna faktycznie na koniec triumfowała, jednak sam obraz pojedynku był całkowicie inny, niż przed galą można było zakładać.

Mistrzyni dostała nieco ofensywy i na początku widać było, że po prostu wyciągnęła wnioski. Później jednak nie dotrzymała kroku zdeterminowanej pretendentce, która była w stanie nastawić sobie bark w celu zdobycia złota. Moon robiła, co mogła, jednak nie zapewniło jej to satysfakcjonującego wyniku.

Był to najgorszy pojedynek gali, jednak jednocześnie dobry title match. Świadczy to o tym, jak dobra była to gala. Najgorszy jej punkt wciąż był porządny.

Zwyciężczyni: Shayna Baszler (12:56)

Match #3
NXT Tag Team Championship
The Authors of Pain (Akam & Rezar) vs. Undisputed Era (Adam Cole & Kyle O’Reilly) (c) vs. Pete Dunne & Roderick Strong – *** i 1/4*

Adam Cole (Bay Bay) wszedł do kwadratowego pierścienia po raz drugi na gali, czterdzieści minut po zakończeniu Ladder Matchu o mistrzostwo NXT North American.

Były trzykrotny mistrz ROH nie odegrał jednak wielkiej roli w tym starciu drużyn. Adam przez długi czas bowiem odpoczywał poza ringiem, przez co Kyle O’Reilly musiał udźwignąć próbę obrony mistrzostw NXT Tag Team w samotności.

Był to dość solidny pojedynek, jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że oczekiwania były znacznie wyższe. W bezpośredniej konfrontacji Philadelphia vs. Nowy Orlean, to walka o pasy Tag Team z tej pierwszej gali wypadła lepiej. Tutaj dostaliśmy jeszcze Rodericka Stronga i Pete’a Dunne’a, jednak nie dostaliśmy razem z nimi wyższego poziomu.

Ledwo ponad 10 minut bez większych fajerwerków. Obraz całości jednak ratuje końcówka, w której to zobaczyliśmy heel turn Rodericka Stronga i jego dołączenie do Undisputed Ery. Atak na mistrza UK nie wywołał jednak większych emocji z tego względu, że sama ich drużyna nie była specjalnie podbudowana storyline’owo. Nie mniej jednak dołączenie Stronga do stajni Adama Cole’a jest niezłym szokiem.

Zwycięzcy: Undisputed Era (11:38)

Match #4
NXT Championship
Andrade „Cien” Almas (c) vs. Aleister Black – ****

Przez wielu to starcie było bardziej wyczekiwane, niż nawet Unsanctioned Match. Po fenomenalnych obronach złota, żółtego brandu, przez Andrade przeciwko Johnny’emu Gargano, apetyty fanów były dość duże. Zwłaszcza, że tym razem pretendentem był Aleister Black.

Zmiana mistrza była raczej do przewidzenia, jednak sama droga do rezultatu była na tyle satysfakcjonująca, że dostaliśmy naprawdę konkretny Co-Main Event. Dość duży udział w walce, a zwłaszcza w finiszu miała Zelina Vega, na którą teoretycznie Almas może zrzucić odpowiedzialność za porażkę, jednak czy chcemy takiego scenariusza? Raczej nie, bo to by oznaczało rozbrat managerki z wrestlerem.

Akcja w tej walce była naprawdę konkretna, zobaczyliśmy kilka podobnych akcji, które przypominały o klasyku z Philadelphii, jednak gdy nie udało się dzięki nim pokonać Blacka, mistrz NXT nie wiedział już co ma zrobić, aby zwyciężyć.

Zwycięzca: Aleister Black (18:30)

Main Event
Unsanctioned Match
Johnny Gargano vs. Tommaso Ciampa – *****+

Hype na ten pojedynek był potężny. Jeszcze zanim drużyna Ciampy i Gargano się rozpadła, wyczekiwaliśmy tego momentu od miesięcy. Jedni przewidywali rozłam po walce w Cruiserweight Classic, inni wskazywali na NXT TakeOver: Brooklyn II, w końcu atak na Johnny’ego nastąpił po rewanżu o pasy NXT Tag Team na NXT TakeOver: Chicago. 

Jest to zdecydowanie walka z najlepszym podłożem storyline’owym z całej gali, a nawet i całego weekendu WrestleManii. Gargano w jednym z wywiadów mówił, że ten Unsanctioned Match będzie całkowicie inny, niż jego five star z Almasem. Zdecydowanie miał rację. To była po prostu wojna. Historia, która została opowiedziana na przestrzeni niemal czterdziestu minut. Niczym odcinek serialu, finał sezonu. 

Tempo nie było tutaj powalające, jednak nie o to w tym zupełnie chodziło. Nie miał być to spotfest, który co chwile zapiera dech w piersiach. Spotkanie toczyło się swoim tempem, nikt tutaj się nie śpieszył. Ciampa grał rolę nieco old-schoolowego heela, wyszedł bez żadnego theme songu, był obiektem reakcji większej niż Roman Reigns. Walczył z ulubieńcem publiczności, jednym z największych face’ów w ohecnym WWE.

Wszystko, co działo się w kwadratowym pierścieniu, odwoływało się do emocji, jakie ta dwójka wywoływała przestrzeni ostatnich miesięcy, a nawet lat. Jestem absolutnie usatysfakcjonowany tym, co zobaczyłem. Ciampa, który pomimo kontuzji, chce pokonać swojego rywala za wszelką cenę. Nie martwi się tym, jak bardzo musi poświęcić w zamian swoje zdrowie. Johnny za to idealnie wywiązywał się ze swojej roli face’a, który walczy efektownie, jednak tym razem jest to dla niego coś więcej, coś osobistego. Tak, jak już wspomniałem, byłą to kompletna historia. Wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Nie chodziło tutaj o walkę na przedmioty, a raczej o załatwienie własnych porachunków. Ostatnie 4-5 minut tej walki to już absolutna perfekcja. Dla mnie to czwarty five star match w tym roku, dla całej redakcji to five star, co czyni go „five starem plus”.

Zwycięzca: Johnny Gargano (37:06)


Podsumowanie: NXT TakeOver: New Orleans było bez wątpienia świetną galą z trzema kandydatami do walki miesiąca i jedną, która może zostać walką roku. Nawet najgorsza walka, czyli starcie kobiet było porządne i nie można powiedzieć złego słowa o tym, co dostarczyło nam NXT poprzedniej nocy. Jednocześnie jest to przystawka przed daniem głównym, którym jest WrestleMania, nie ważne czy będzie lepsza czy nie. TakeOver spełniło swoje zadanie, było emocjonujące i zadowoliło chyba wszystkich fanów w mniejszym lub większym stopniu.

O Autorze

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany