NXTWIW OCENIA

WIW Ocenia: NXT Takeover: XXV

TakeOvery zazwyczaj kojarzą nam się z galami NXT, które konkurują z PPV głównego rosteru. Zazwyczaj nie jest to równa walka, ponieważ NXT po prostu miażdży główny produkt. W dwudziestej piątej edycji WWE postanowiło zmienić coś, do czego się już przyzwyczailiśmy i zorganizować galę NXT w dniu niepoprzedzającym gali głównego rosteru.

Karta walk wzbudzała lekkie zamieszanie, ponieważ dobitnie pokazuje ona, jak bardzo NXT zostało pokrzywdzone w tegorocznym shake-upie ze względu na brak takich gwiazd jak Aleister Black, Ricochet czy Viking Raiders. Swoje zrobiły również kontuzje Tommaso Ciampy i Dominika Dijakovica. Czy mimo tego NXT było w stanie znów zaserwować nam święty produkt, do jakiego przyzwyczaili nas przez ostatnie dwadzieścia cztery edycje?


Singles Match

Roderick Strong vs. Matt Riddle – **** i 1/4*

To była bardzo solidna walka. Tak jak do podbudowy można się przyczepić, ponieważ rzeczywiście do najlepszych nie należała, to sam pojedynek okazał się naprawdę dobrym openerem. Paradoksalnie, możliwe, że na tak pozytywny odbiór walki wpłynęła właśnie ta słaba podbudowa. Mało kto czekał na to starcie i właśnie dlatego była ona najlepszym wyborem na otworzenie gali. W samym pojedynku dominowały bardzo mocne akcje – sporo szybkich kopnięć, ciosów i suplexów. Po raz kolejny Riddle świetnie zaprezentował swój styl, a Strong udowodnił, że wciąż spisuje się dobrze jako solowy zawodnik. Brutalne, stiffowe akcje zawsze były tym, za co ludzie go uwielbiali i dobrze było zobaczyć je jeszcze raz.

Właściwie to cieszę się, że ta walka miała miejsce. Jest spora szansa na to, że solowego Roddy’ego będziemy widzieć coraz częściej. Chciałbym, aby wciąż reprezentował barwy Undisputed Ery, jednak sporo wskazuje na to, że prędzej czy później będzie musiał z niej odejść. Wynik pojedynku był raczej znany większości fanów, jednak jak najbardziej właściwy. Zapowiada się na to, że podczas następnego TakeOvera ujrzymy starcie Riddle vs. Cole vs. Gargano, a Matt potrzebował mocniejszej wygranej, aby wyglądać wiarygodnie jako pretendent.

Zwycięzca: Matt Riddle (14:45)


NXT Tag Team Championship Fatal 4-Way Ladder Match

Street Profits vs. Oney Lorcan & Danny Burch vs. Forgotten Sons vs. Kyle O’Reilly & Bobby Fish – ****

WWE po raz kolejny pokazało, że potrafi tworzyć świetne Ladder Matche. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałem nic specjalnego od tego zestawienia, zwłaszcza patrząc na obecność w nim Forgotten Sons. Prawdę mówiąc, przez cały pojedynek miałem nadzieję, że Cutler i Blake nie zostaną nowymi mistrzami Tag Team. NXT zaserwowało nam świetny spotfest, gdzie każda drużyna wyglądała bardzo dobrze. Odniosłem tylko wrażenie, że Lorcan i Burch za mało wnieśli do walki i większość czasu przesiedzieli poza ringiem. Wielkie wyrazy uznania należą się jednak Kyle’owi O’Reilly’emu, który prawdopodobnie założył się z Finnem Balorem, kto odniesie większe obrażenia w Ladder Matchu. Jeśli tak było, to zdecydowanie wygrał członek Undisputed Ery, ponieważ wiele razy podczas starcia zastanawiałem się, czy on w ogóle jeszcze żyje lub, czy będzie w stanie kontynuować walkę… ale sądząc po mimice twarzy, to on również się nad tym zastanawiał.

Interwencja Rykera w walkę była przewidywalna, ale i tak nie wyszła tak tragicznie, jak na ex-Gunnera przystało. Dzięki stypulacji oraz zdolnościom uczestników, braki Forgotten Sonsów zostały bardzo dobrze zamaskowane, a nawet można było odnieść wrażenie, że panowie robią dobrą robotę. Zwycięzcy nawet mnie zadowalają, chociaż stracili sporo wiarygodności po porażkach z Viking Raiders. Niemniej, od debiutu Street Profits czekałem na ich title reign, więc będę śledził z zaciekawieniem ich dalsze poczynania.

Zwycięzcy: Street Profits (21:30)


NXT North American Championship Match

Velveteen Dream (c) vs. Tyler Breeze – *** i 1/2*

Zawiodłem się mocno na tej walce, jeszcze zanim się rozpoczęła. Zawsze to na co czekam najbardziej, podczas oglądania TakeOverów są wejście i strój Dreama. Byłem pewien, że tym razem zdobędą się na coś oryginalnego i w stroju Velveteena nawiążą do Fashion Police. Obstawiałem, że przy tym wejściu NXT North American Champion nawiąże do Fandango, a tutaj nic takiego nie otrzymaliśmy. Myślałem, że w takim razie podczas matchu będzie musiało coś się wydarzyć, jednak chyba tym najważniejszym spotem w walce miał być Dream robiący sobie selfie z Breezem leżącym na stole komentatorskim.

Rozumiem jak najbardziej, że sama walka była robiona dosyć spontanicznie, ponieważ Dijakovic został kontuzjowany, ale wydaje mi się, że Creative Team nie wykorzystał do końca potencjału tkwiącego w tym zestawieniu. Oczywiście, otrzymaliśmy sporo interesujących kontr i sekwencji, jednak w samo starcie ciężko było mi się wkręcić. Nigdy nie byłem fanem Tylera, ale tutaj rzeczywiście pokazał się z dobrej strony, co również jest plusem. Ze strony ringowej uważam ten pojedynek za udany, jednak można było tam umieścić więcej emocji i postaci obu rywali. A tak dostaliśmy po prostu solidne starcie dwóch zawodników.

Zwycięzca: Velveteen Dream (16:50)


NXT Women’s Championship Match

Shayna Baszler (c) vs. Io Shirai – *** i 1/4*

Io Shirai od samego początku jej pobytu w NXT była kreowana jako osoba, która zdetronizuje Shaynę. Właściwie to ten motyw od dłuższego czasu przeważał w dywizji kobiet NXT. Widzieliśmy, że Baszler miała problemy w walkach z Kairi Sane, a Io Shirai była przedstawiana jako jej lepsza wersja. Przed pojedynkiem byłem pewien, że to właśnie Japonka opuści galę jako nowa mistrzyni kobiet NXT, ale się zaskoczyłem. Od samego początku dziwiłem się, że Io dostaje tak dużo ofensywy w tym starciu. Były momenty gdzie naprawdę dominowała mistrzynię i myśleliśmy, że za chwilę ujrzymy koniec walki. Tak jak pojawienie się Mariny Shafir i Jessamyn Duke nie było niczym dziwnym, to interwencja Candice LeRae naprawdę mnie zaskoczyła.

Niestety raczej negatywnie niż pozytywnie, ponieważ znów otrzymujemy sojusz gdzie dwie osoby, które nie mają ze sobą nic wspólnego, łączą się, bo oboje są face’ami. Pod względem ringowym pojedynek nie porywał. Myślałem, że ujrzymy przynajmniej tak świetne starcie, jak na NXT TakeOver: Brooklyn 4, jednak się przeliczyłem. Otrzymaliśmy po prostu kilka ciekawych sekwencji i sporo dźwigni ze strony Shayny. Nie spodziewałem się też, że wygra ona czysto, ale jeszcze większym zaskoczeniem był atak Shirai na mistrzynię po walce. Świadczy to o tym, że rywalizacja będzie kontynuowana i może to teraz Japonce uda się obalić rządy Baszler w dywizji kobiet.

Zwyciężczyni: Shayna Baszler (12:15)


NXT Championship Match

Johnny Gargano (c) vs. Adam Cole – ****

Podchodząc do tego pojedynku, absolutnie nie czułem aby Cole w jakikolwiek sposób miał to wygrać. Oczywiście, mówiło się o tym, że reign Johnny’ego z tytułem ma być dosyć krótki, jednak Adam zupełnie nie sprawiał wrażenia osoby, która miałaby go tego mistrzostwa pozbawić. Podczas tygodniówek lider Undisputed Ery zaliczał sporo porażek, a jego proma brzmiały strasznie desperacko. I tak jak naprawdę lubię Cole’a i uważam go za jednego z najbardziej charyzmatycznych zawodników na świecie, to jego zwycięstwo mnie nie przekonało. I to nawet nie dlatego, że Gargano powinien dłużej trzymać tytuł, a dlatego, iż pierwszy NXT North American Champion nie był do tego wystarczająco podbudowany. Sam pojedynek mi się podobał. Podobał mi się fakt, że Cole nie potrzebował interwencji Undisputed Ery, aby dominować rywala.

Rzeczywiście, był on pokazywany jako wymagający przeciwnik… jednak ja wciąż miałem przed oczami jego nieudolne występy na tygodniówkach. Walka była interesująca, może przez pierwsze minuty tempo było dosyć powolne, jednak prowadziło to do naprawdę emocjonującej końcowej części starcia. Ktoś może się przyczepić, że Johnny znowu terminatorzył, jednak fakt, że ostatecznie przegrał, mocno wpływa na ocenę całego pojedynku. Obaj zawodnicy byli przedstawieni jako pełnoprawni main eventerzy, a Cole nie musiał nawet stosować się do żadnych brudnych sztuczek, aby ujść zwycięsko. Możliwe, że podwyższyłbym trochę ocenę, gdyby nie fakt, że powtarzało się tutaj sporo spotów z poprzedniego pojedynku, jak i dużo akcji pojawiało się tutaj wielokrotnie (na przykład Panama Sunrise).

Zwycięzca: Adam Cole (32:00)


Podsumowanie: Dawno nie czułem tak małego hype’u na jakikolwiek TakeOver, jednak ostatecznie zawodnicy nie tylko sprostali moim oczekiwaniom, ale nawet je przeskoczyli. Największym rozczarowaniem była zdecydowanie postać Dreama, która wyjątkowo tutaj nie błyszczała, a największym pozytywnym zaskoczeniem był świetny opener w postaci pojedynku Riddle kontra Strong. Walka wieczoru była bardzo dobra, chociaż zyskałaby więcej, gdyby trwała krócej, ale miała na początku szybsze tempo. Pomimo nieciekawej podbudowy mogę uznać galę za udaną.

About Author

Entuzjasta każdego rodzaju wrestlingu. Stały fan WWE, NJPW oraz Impact Wrestling. Zwolennik wrestlingu tagowego. Jego ulubionymi zawodnikami są Velveteen Dream, Seth Rollins, Fenix, Kota Ibushi i Tomohiro Ishii, a drużynami War Raiders, The New Day, LAX, Rascalz, Danny Burch & Oney Lorcan oraz Lucha Brothers.
0Followers
0Subscribers
203Posts
0Comments