WIW

WIW Ocenia: PROGRESS Chapter 60

PROGRESS Chapter 60: Unboxing Live 2, było ostatnią galą brytyjskiej federacji w 2017 roku. Cała karta tego show była owiana tajemnicą, stanowiąc tym samym świąteczną niespodziankę dla fanów. Dzięki temu zobaczyliśmy kilka debiutów na galach z serii Chapter oraz nietypowych zestawień. Jedno się jednak nie zmieniło, czyli gala znów dostarczyła masę rozrywki, która związana była z elementami komediowymi oraz fantastycznym wrestlingiem.

Prezenty dla fanów na święta okazały się bardzo hojne. Do federacji powrócił Will Ospreay, a w walce wieczoru na szali znalazł się tytuł WWE United Kingdom. A to nie wszystko! Zapraszam więc do zapoznania się z WIW Ocenia, z gali PROGRESS Chapter 60.


Match #1
8-Man Elimination Tag Team Match
Chris Brookes, James Drake, Mark Davis & Tyler Bate vs. Kid Lykos, Kyle Fletcher, Trent Seven & Zack Gibson – *** i 1/4*

Gdy do ringu wyszli Moustache Mountain (Seven i Bate), Aussie Open (Davis i Fletcher), mistrzowie Tag Team (Gibson i Drake) oraz C.C.K. w składzie Chris Brookes i dmuchany Kid Lykos wydawało się, że zobaczymy Four Corners Tag Team Match. Okazało się jednak, że Bate i Seven będą kapitanami swoich drużyn i wybiorą wrestlerów do swoich ekip. W ten sposób powstały wyżej wymienione czwórki i zobaczyliśmy 8-Man Elimination Tag Team Match. Jesteście ciekawi, co robił tam dmuchany Kid Lykos? Tag Team partner Brookesa jest obecnie kontuzjowany i został zastąpiony dmuchanym tworzywem z maską na głowie. Skąd go wzięto? To musicie dopowiedzieć sobie sami, jednak „to coś” było bardziej over, niż 80% rosteru w WWE.

Przejdźmy w końcu do walki. Pojawiło się tu wiele elementów komediowych, głównie związanych z tym, że w walce brał udział „Lykos” (cudzysłów zamierzony). Zdołał on jednak wykonać Headlock, wrzucić Tylera Bate’a do ringu, popisał się Hurricanraną i przymierzył się nawet do Brainbustera. Jak? Wrestling! Najlepszy spot walki? Tag Team partnerzy: Chris Brookes i dmuchany Lykos powędrowali na sam balkon Electric Ballroom i wymienili tam ze sobą serię punchy. Brookes przerzucił Lykosa na zewnętrzną stronę barierek i po wykrzyczeniu: „I’m sorry! I love you” puścił go w podróż z kilkumetrowej wysokości na dół, gdzie czekali pozostali zawodnicy walki. Jeżeli chcecie pokazać znajomym wrestling… nie zaczynajcie od tej walki. Co do eliminacji to wszyscy odwrócili się od Gibsona i Drake’a, nie zważając na drużyny. Finał tego? Gibson i Drake nieprzytomni wylądowali na macie z ułożonymi rękoma na sobie, eliminując się nawzajem. Moustache Mountain też miało swój moment, gdzie Trent Seven znów pokazał, jak dobry jest, jeżeli chodzi o wrzucanie humorystycznych wstawek do walk.

Na końcu spotkali się Brookes i Seven, a walkę wygrał ten pierwszy. Był to naprawdę przyjemny opener z masą komediowych momentów, które po prostu cieszyły oko.

Zwycięzcy: Chris Brookes, James Drake, Mark Davis & Tyler Bate (22:00)


Match #2
Singles Match
Jack Sexsmith vs. Joe Coffey – ** i 3/4*

Przechodzimy do nieco poważniejszej walki, jednak tylko nieco, ponieważ występował w niej Jack Sexsmith ze swoim „Mr. Cocko”. Tak już całkiem poważnie, to bardzo podoba mi się to, co PROGRESS robi, budując Sexsmitha. Zaczęli go promować od pokonania Paula Robinsona w Loser Leaves PROGRESS Matchu, po którym zwycięzca kwalifikował się do zeszłorocznego Super Strong Style 16. Następnie bardzo dobry występ podczas samego turnieju, niekoniecznie pod względem ringowym, a raczej w kwestii budowy postaci. Ostatnio z kolei wygrał walkę o title shot na pas, który sam wskaże. Walka, w której jego rywalem był Joe Coffey, miała udowodnić, że Sexsmith jest gotowy na awans w karcie, jeżeli chodzi o „kayfabe’owy” tok rozumowania.

Nie jestem fanem Joe. Nie przypadają mi do gustu jego występy w Defiant Wrestling oraz ICW. Ba! Moim największym rozczarowaniem tamtego roku, było starcie Trent Seven vs. Joe Coffey na ICW BarraMania III. Tutaj jednak dostałem coś na naprawdę przyzwoitym poziomie. Mieliśmy w tym przypadku walkę Dawida z Goliatem (motyw ten powtórzy się jeszcze na tej gali). Jack jak zwykle był tym z mniejszą ilością ofensywy, co było do przewidzenia. Zaskoczenie jednak tkwiło nawet nie w wyniku, a samej końcówce walki, ponieważ Sexsmith zmusił rywala do poddania. Co jak co, ale widok Joe, który poddaje się po dźwigni Jacka, był nietypowy. Sexsmith vs. Banks na początku 2018 roku o pas PROGRESS?

Zwycięzca: Jack Sexsmith (13:24)


Match #3
Six Way Match
Candyfloss vs. Chakara vs. Charlie Morgan vs. Charli Evans vs. Millie McKenzie vs. Sierra Loxton – ** i 1/2*

Dywizja kobiet w PROGRESS to nie jest największa zaleta tej federacji. Obrony tytułu mistrzowskiego zazwyczaj są maksymalnie średnie, a wszystko poza tym, też nie wchodzi na bardzo dobry poziom. Jeżeli chodzi o suchą ocenę, to tak, była to najgorsza walka na gali. Jednocześnie miała ona jednak swoje momenty. Chodzi między innymi o wzajemną dźwignię pięciu zawodniczek na sobie oraz „spadek cukru” Candyfloss, która chciała wykonać Suicide Dive i musiała uzupełnić deficyt energii żelkami, aby wykonać akcję za ring.

Poza tym był to po prostu typowy Six Way. Bardzo często w ringu dostawaliśmy znacznie mniej niż sześć zawodniczek, aby nasza uwaga nie była rozproszona. Pojedynek raczej do zapomnienia, po prostu odbył się i tyle. Warto jednak odnotować, że walkę wygrała 17-letnia Millie McKenzie, która zaczyna być coraz to bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem na brytyjskiej scenie indy.

Zwyciężczyni: Millie McKenzie (09:43)


Match #4
12 Days Of Christmas
Tag Team Match
Clint Margera & Drew Parker vs. Jimmy Havoc & Mark Haskins – *** i 1/4*

Nawet osoba, która ogląda tyle federacji (czytaj: ja), miała możliwość zobaczenia po raz pierwszy Clinta Margere i Drew Parkera. Jeżeli widziałem ich gdzieś wcześniej, to najwyraźniej wyjątkowo wylecieli z mojej pamięci. Pierwsze wrażenia, jeżeli chodzi o tych chłopaków, mam jednak pozytywne. 12 Days of Christmas Tag Team Match to nic innego, jak Hardcore Match ze świątecznym motywem przewodnim. W ten sposób w narożniku znalazła się na przykład choinka owinięta drutem. Można? Można.

Co do poziomu brutalności, to krew się polała. Nie był to jednak Hardcore Match na poziomie tych Havoca z Haskinsem, Ospreay’em, czy nawet Dunnem. Pojawiło się jednak kilka ciekawych spotów i fajnych momentów, jak związanie rąk sędziemu i trzymanie go jako zakładnika, przez Vickie Haskins. We wspomnianą wcześniej choinkę trafił Mark Haskins, a w pewnym momencie głównym aktorem tego przedstawienia były klocki lego, które też odegrały ważną rolę w tym starciu. Porządny Tag Team Match, jednak daleko mu do najlepszych walk bez zasad, jeżeli chodzi o 2017 rok w PROGRESS.

Zwycięzcy: Jimmy Havoc & Mark Haskins (17:08)


Match #5
Singles Match
Flash Morgan Webster vs. Rampage Brown – ***

Oto walka numer dwa typu Dawid vs. Goliat. Tutaj jednak publika bawiła się znacznie lepiej, śpiewając przez niemal całą walkę swoją wersję świątecznej piosenki, o tytule roboczym „12 Days of Rampage”. Rusev Day… strzeż się! Webster w tym zestawieniu oczywiście robił za underdoga, jednak nie podzielił szczęśliwego zakończenia, którego mógł doświadczyć wcześniej Sexsmith. W trakcie pojedynku Rampage naprawdę miał sporo ofensywy, a Morgan utrzymywał się na powierzchni poprzez efektowne kontry, raz na jakiś czas. To jednak nie wystarczyło. Ta walka kupiła mnie końcówką. Przepotężny Powerbomb z narożnika, po którym Webster jakimś cudem odkopuje, tylko po to, aby za chwilę zainkasować Piledriver.

Czysto ringowo, wydaje mi się, że to była lepsza walka niż Sexsmith vs. Coffey. Publika również bawiła się lepiej. Motyw jednak dość podobny, tutaj Rampage dostał też więcej ofensywy niż Coffey wcześniej. Po walce Flash chwycił za mikrofon i oznajmił, że robi sobie przerwę od występów dla PROGRESS Wrestling, jednak wróci lepszy. A co do powrotów, to Brown zaliczył naprawdę przyjemny powrót po prawie roku nieobecności w federacji. Czyżby szykowała się walka pierwszego PROGRESS Atlas Championa w historii z obecnym posiadaczem tego tytułu? Bierzcie moje pieniądze! WALTER vs. Rampage. PROGRESS, book it!

Zwycięzca: Rampage Brown (13:21)


Match #6
PROGRESS World Championship

Singles Match
Travis Banks (c) vs. Will Ospreay – **** i 1/4*

Czas przejść do podwójnego Main Eventu gali, bo tak trzeba nazwać to, co zaserwował nam na tym show PROGRESS. Specyfika tego, w jaki sposób walczy Ospreay, sugeruje, że to starcie było w pewnym sensie spotfestem i hej… nie mylicie się! Początek to wymiana ciosów i chopów na dużej intensywności. Z biegiem czasu dostawaliśmy coraz to efektowniejsze akcje, jednak w tym nawale pięknych dla oka sekwencji naszła mnie refleksja, że Will jest jednak jednym z najlepszych wrestlerów na świecie. Nieważne co się myśli o tego typu walkach, jakie toczył z Ricochetem, trzeba oddać Ospreay’owi, że potrafi budować emocje i wypromować mistrza w takich sytuacjach.

Bo właśnie takie obrony tytułu PROGRESS jak ta, podnoszą wartość tego mistrzostwa. Powrót Willa, kilka miesięcy po porażce z Havociem w Loser Leaves PROGRESS Matchu to sprawa nieco dyskusyjna, jednak jestem w stanie wybaczyć to federacji niezależnej. Ospreay to w końcu ich ikona. Pisałem o tym, że Will potrafi wypromować mistrza w takich walkach. Travis i Will wyglądali, jakby mieli naprawdę świetną chemię między sobą, co poskutkowało tym, jak dobrze Banks wyglądał w tej walce. Bez wątpienia, była to najlepsza walka o pas PROGRESS World od dawien, dawna. Świetne zakończenie roku dla tego tytułu i idealna zapowiedź panowania Banksa w 2018.

Po walce Travis i Will okazali sobie szacunek, Ospreay udał się za kurtynę, a Travis chwycił mikrofon. Powiedział, że przyjmie wyzwanie od każdego, jako mistrz tej federacji. W tym momencie rozbrzmiało „Keep It 100”, a w Electric Ballroom pokazał się TK Cooker, co wywołało po prostu uśmiech na mojej twarzy. Historia, jaka napisała się sama w 2017, w temacie South Pacific Power Trip była niesamowita i jednocześnie naturalna. TK oświadczył, że wciąż jest kontuzjowany, jednak w 2018 będzie już dopuszczony do akcji, dlatego rzuca wyzwanie mistrzowi, na bliżej nieokreślony termin. Po raz drugi więc dziś: Banks vs. Cooper? PROGRESS, book it! I jeszcze weźcie napiwek ode mnie, za tak świetne budowanie postaci.

Zwycięzca: Travis Banks (20:23)


Main Event
WWE United Kingdom Championship

Singles Match
Pete Dunne (c) vs. Jack Gallagher – **** i 1/4*

Przechodzimy do prawdziwego Main Eventu, czyli ostatniej walki na gali. Pojawienie się stałego bywalca, Pete’a Dunne’a na arenie już wywołało niezłą reakcję, a co dopiero, gdy pokazał się Jack Gallagher. Najlepsza reakcja roku to nie jest (to miejsce jest zarezerwowane dla T.K. Coopera i Dalhii Black, jednak Top 3 spokojnie należy do Jacka. Co do walki… ileż tu było opowiedzianej historii!

Gallagher, gentelman walczący zgodnie z zasadami, powraca do PROGRESS po rocznej przerwie i zmienia się o 180 stopni, pokazując to od pierwszych sekund. Dzięki temu Dunne przypieczętowuje tylko swój faceturn, którego oznaki mogliśmy widzieć już wcześniej. Wszystko tu po prostu się zazębiało i grało ze sobą. Kilka akcji z tej walki to po prostu perełki. Łokieć w wykonaniu Dunne’a na stage’u, po którym Jack wylądował po drugiej stronie kurtyny? Cudo. Cross Body ze stage’u? Cudo numer dwa. Takich cudeniek mógłbym naliczyć tutaj kilkanaście. Warto odnotować, że krew, która pojawiła się na twarzy mistrza, tylko dodała charakteru temu starciu. Kolejne cudo. Kontra Running Corner Dropkicku na Powerbomb. To nawet nie cudo, to coś spoza tej galaktyki. Tę walkę naprawdę trzeba zobaczyć, ponieważ ciężko wszystko opisać w suchym wpisie na stronie. Niesamowity pokaz umiejętności obu zawodników i dowód na to, jak dobra jest scena brytyjska.

Zwycięzca: Pete Dunne (15:55)


Podsumowanie: Po lekkiej zadyszce złapanej w trakcie ostatnich kilku Chapterów, kiedy dobre gale przeplatały się z tym średnimi, w końcu można powiedzieć, że PROGRESS powróciło na dobre tory. Oby to był znak wyśmienitego 2018 roku, który zapowiada się dla brytyjskiej federacji świetnie, ze względu na Super Strong Style 16 w Alexandria Palace i galę w Wembley Arena. Do tego kolejne show w USA. Wracając jeszcze do Chapter 60, to ostatnie dwie walki są absolutnym must-see. Chcesz się przekonać do sceny brytyjskiej? Odpalaj obie walki. Są one tak różne od siebie, że przynajmniej jedna Ci się spodoba. A kto wie, może zakochasz się w brytyjskiej scenie po uszy? Ja ze swojej strony mogę zapowiedzieć, że WIW Ocenia z PROGRESS Wrestling wraca w tym roku w regularnym formacie. Tak więc do zobaczenia!

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

KOMENTARZE

*

*