PROGRESS Chapter 61 było pierwszą dużą galą organizowaną przez brytyjską federację w 2018 roku. Karta wyglądała zachęcająco jeszcze przed startem show, ponieważ zapowiedziane zostały aż trzy title matche. Na szali znalazły się tytuły PROGRESS Tag Team, PROGRESS World oraz WWE United Kingdom.

W walce wieczoru obecny był mistrz najważniejszy mistrz PROGRESS – Travis Banks. Postawił on swoje mistrzostwo na szali przeciwko partnerowi ze stajni C.C.K., czyli Chrisowi Brookesowi. Poza walkami o pasy kolejny występ po powrocie do federacji zaliczył Will Ospreay.

Jak więc wypadła pierwsza gala z serii Chapter w nowym roku? Pora się przekonać!

Match #1
PROGRESS Tag Team Championship
Zack Gibson & James Drake (c) vs. Moustache Mountain (Tyler Bate & Trent Seven) – ***

Najlepszy moment na tej gali związany z Moustache Mountain nie wydarzył się w walce, a bezpośrednio przed nią. Trent Seven udawał, że odebrał telefon od Triple H’a, a jeżeli dodamy do tego jego talent do wprowadzenia komediowych akcentów na galach, to mamy połączenie doskonałe. #StayCerebral. Co do samego pojedynku to dostaliśmy kilka znanych nam już dobrze spotów i nie można było nie odnieść wrażenia, że oba teamy stać na więcej. Nie był to Tag Team match powalający na kolana, był po prostu solidny. Dywizja drużynowa w PROGRESS przyzwyczaiła nas do znacznie lepszych walk.

Zwycięzcy: Zack Gibson & James Drake (13:58)


Match #2
Singles Match
Chris Ridgeway vs. Drew Parker – *** i 1/4*

Często tak jest na galach PROGRESS, że w pierwszej i drugiej części show można natknąć się na walki, które równie dobrze można pominąć. Gdybym miał wskazywać jakikolwiek schemat, to zazwyczaj są to drugie i przedostatnie pojedynki w karcie. Tym razem jednak, pomimo braku wielkiego star-poweru w walce, można było zostać pozytywnie zaskoczonym. Zarówno Ridgeway, jak i Parker pokazali się z bardzo dobrej strony. Zwłaszcza ten pierwszy zaczyna stawać się over, gdy walczy w tej brytyjskiej federacji, czego oznaki widać już na kolejnym Chapterze, z którego WIW Ocenia już wkrótce. Kilka efektownych akcji, przyjemna walka. Pozytywne zaskoczenie.

Zwycięzca: Drew Parker (11:16)


Match #3
Tag Team Match
Charli Evans & Millie McKenzie vs. Bea Priesley & Nina Samuels – ** i 3/4*

No i jednak nie ominęła nas ta nieco mniej ciekawa walka. Tag Team match w dywizji kobiet, który na dobrą sprawę miał tylko jeden cel. Wypromować Millie McKenzie. Młoda zawodniczka zgarnęła już kolejne zwycięstwo solowo, czy też w Tag Teamie i jest konsekwentnie budowana na przyszłą pretendentkę do tytułu, który dzierży obecnie Toni Storm (Millie miała już walczyć o mistrzostwo podczas Chapter 62, jednak nie mogła wystąpić z powodu kontuzji). Charli Evans była obijana przez znaczną część starcia, jednak w pewnym momencie wprowadziła Millie i ta zajęła się sprawami w kwadratowym pierścieniu. Bardzo klasyczne przeprowadzenie walki.

Zwyciężczynie: Charli Evans & Millie McKenzie (10:56)


Match #4
WWE United Kingdom Championship
Singles Match
Joseph Conners vs. Pete Dunne (c) – *** i 1/4*

Walka Connersa z Dunne’em zamykała pierwszą część show. Feud tych dwóch panów mogliśmy obserwować już od kilku miesięcy na galach PROGRESS Chapter. W końcu doszło do walki, a stawką był tytuł WWE United Kingdom. Trzeba niestety przyznać, że ta potyczka o tytuł była lekkim zawodem. Jasne, pretendent był agresywny i dla Dunne’a, który dopiero co przeszedł face-turn w PROGRESS, było to pierwsze poważne zagrożenie. Joseph nieźle nakreślił więc swój gimmick, jednak oberwał na tym nieco sam wrestling. Udało im się co prawda wyczarować jeden near-fall, po którym pomyślałem, że zmiana mistrza WWE UK na gali PROGRESS wcale nie byłaby takim głupim rozwiązaniem. Nic takiego się jednak nie wydarzyło, a Dunne obronił pas po niezłej walce. Tylko niezłej.

Zwycięzca: Pete Dunne (13:42)


Match #5
Singles Match
Adam Brooks vs. Will Ospreay – *** i 3/4*

Walka Brooksa (nie mylić z Chrisem Brookesem, który pojawił się w walce wieczoru) z Ospreay’em była rewanżem za ich potyczkę na jednej z gal w Australii. Pojedynek stał ponoć na bardzo wysokim poziomie, stąd też informacje o nim przebiły się poza sam kraj, w którym odbywała się gala. Szansę na zobaczenie Adama miałem po raz pierwszy. Występował on co prawda ostatnimi czasy bodajże w PWG, jednak żadnej z jego walk nie widziałem. Tutaj zaprezentował się wyśmienicie. Był pewnym siebie i jednocześnie pyszałkowatym heelem, który wierzył, że może spokojnie wygrać z Ospreay’em. Idealnie się to uzupełniało z ofensywą Willa, która bazowała na kontrach i szybkich akcjach. Brooks jednak w kwestii tempa nie odstawał. Obaj zawodnicy stworzyli naprawdę świetne widowisko, które zdecydowanie zasługuje na miano walki tej gali. Pojawiło się kilka spotów przyjemnych dla oka. Ocena mogłaby być nawet wyższa i zapewne nikt nie miałby pretensji. Świetny występ Adama, natomiast Will na swoim poziomie.

Zwycięzca: Will Ospreay (18:54)


Match #6
Tag Team Match
Mark Haskins & Jimmy Havoc vs. Aussie Open (Kyle Fletcher & Mark Davis) – ***

Powinienem w zasadzie napisać o tej walce tylko tyle, że się odbyła i wygrali Haskins oraz Havoc. Od momentu połączenia sił przez Marka i Jimmy’ego, niby pokonują oni kolejne drużyny, jednak żadna z ich walk nie jest w stanie mnie kupić. (To samo będzie miało miejsce na Chapter 62, więc już się przygotujcie). Doskonale wiadomo, że zmierza to do walki o tytuły Tag Team, o które zresztą już niedługo zawalczą. Aussie Open nie podwyższyło specjalnie poziomu tego starcia. Duet ten wypadł znacznie lepiej, chociażby z Evilem i Sanadą podczas RevPro: High Stakes. Ta walka była po prostu momentem na oddech, pomiędzy Ospreay vs. Brooks, które toczyło się w szybkim tempie a walką wieczoru. Nic porywającego.

Zwycięzcy: Mark Haskins & Jimmy Havoc (14:42)


Main Event
PROGRESS World Championship
Singles Match

Travis Banks (c) vs. Chris Brookes – *** i 1/2*

Starcie dwóch przyjaciół o tytuł mistrzowski, który posiada jeden z nich. Motyw bardzo znany i na dobrą sprawę brakuje nam tutaj tylko jeszcze heel turnu po drodze, żebyśmy mówili o typowej kliszy. Sytuacja Banksa jednak aż tak typowa nie jest. Przechodząc jednak do starcia, to bardzo dobrze przedstawili tutaj chęć zdobycia tytułu przez Brookesa, połączony z szacunkiem do Travisa. Kid Lykos będący poza ringiem, pomimo kontuzji, również odegrał jakąś rolę i pomógł „sprzedać” fakt, iż pomimo bycia przyjaciółmi, teraz Banks i Brookes walczą o pas. To wszystko wyszło całkiem fajnie w końcowym rozrachunku, a na poziom ringowy też nie można było narzekać. W pewnym momencie wmieszał się tam też TK Cooper, co już nie do końca było potrzebne, ale pomogło budować story, które tam zaczęło się tworzyć. 

Zwycięzca: Travis Banks (20:04)


Podsumowanie: Nie był to najlepszy Chapter w historii PROGRESS, nie był nawet najlepszy, biorąc pod uwagę kilka z ostatnich. Dwie walki na pewno są warte obejrzenia, mowa mianowicie o Brooks vs. Ospreay oraz Banks vs. Brookes o tytuł. Poza tym niekwestionowanym MVP został Trent Seven ze swoją wstawką przed openerem, wyszła ona świetnie. Reszta miała na celu podbudowanie czegoś lub po prostu już w swoich założeniach nie miał być to pojedynek kradnący show. Wyszło przyzwoicie, jednak poniżej średniego poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas PROGRESS Wrestling. Zapowiadam już jednak, że na Chapter 62 było lepiej. Do „przeczytania” więc wkrótce, w opinii z Chapter 62.

O Autorze

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany