PROGRESS Chapter 63: Take Me Underground miał zamknąć kilka rozdziałów w obecnej historii federacji. W końcu w jednym ringu spotkali się TK Cooper, Chris Brookes i Travis Banks, a na szali znalazł się tytuł tego ostatniego. Był to oczywiście efekt rywalizacji, jaką mogliśmy obserwować od początku roku. Kolejnym takim rozdziałem jest wędrówka Jimmy’ego Havoca i Marka Haskinsa po title shot na pasy Tag Team. Byli rywale, teraz Tag Team partnerzy odprawiali od dłuższego czasu kolejne zlepki zawodników bądź też doświadczone drużyny.

Poza tym kontynuowany był turniej Natural Progression Series V, WALTER podjął Marka Davisa w Non-Title Matchu, Bate vs. Zack Sabre Jr zapowiadało się na show-stealer i jeszcze wiele więcej atrakcji!

Jak jednak wypadł Chapter 63? Czy to najlepsza gala PROGRESS w tym roku? Zapraszam do zapoznania się z ocenami i opisem walk.

Match #1
Natural Progression Series V
First Round Match
Drew Parker vs. Spike Trivet – **

O ile sam pomysł na postać, jaką wykreował sobie Spike Trivet jest ciekawy, tak sama walka w zasadzie niczego nie zaoferowała. Nie pomógł w tym oczywiście czas, ponieważ całość trwała tylko nieco ponad pięć minut. Parker był zdecydowanym faworytem tego zestawienia, jak i może wygrać cały turniej, stąd też ten opener można było traktować jako formalność. Nie usprawiedliwia to jednak tego, co dostaliśmy, bo było to tylko nieco lepsze od większości Kick-Offów w WWE.

Zwycięzca: Drew Parker (05:42)

Match #2
Tag Team Match
Toni Storm & Charlie Morgan vs. Chakara & Nina Samuels – ** i 1/4*

Czyżby w dywizji kobiet zaczęło się coś dziać? Możliwe. Dość często narzekam na to, co się dzieje u kobiet w PROGRESS, jednak w porównaniu do np. DEFIANT to tutaj jest bardzo dobrze. Wracając, walka wypadła lepiej niż opener, czyli przez krótki czas była najlepszym pojedynkiem na gali. Tutaj pomogło te kilka minut więcej, co tylko pokazuje, że takie 5-minutowe twory raczej nie powinny mieć miejsca. Dlaczego jednak miałoby się zacząć coś dziać w tej dywizji? Chodzi o sytuacje po walce, czyli atak Charlie Morgan na Toni Storm. W ten sposób Morgan dołączyła do stajni Jinny. Mamy więc jakieś story!

Zwyciężczynie: Toni Storm & Charlie Morgan (09:23)

Match #3
Singles Match
Mark Andrews vs. Flash Morgan Webster – ** i 3/4*

Pierwszy większy zawód na tej gali. Tacy zawodnicy jak Webster i Andrews powinni wykręcić coś znacznie lepszego. Jasne, było kilka ciekawych akcji, jednak nic specjalnego, co zapadłoby w pamięć. Do tego dodajmy jeszcze Vickie Haskins i kontynuowanie storyline’u z tą dwójką. Jeżeli miałbym to do czegoś porównać, to byłoby mi najbliżej do takiej typowej walki z RAW, która nie ma na celu przedstawienie niesamowitych umiejętności wrestlerów, a raczej popchnięcie „fabuły” do przodu. Na papierze wyglądało to znacznie lepiej, stąd też moje rozczarowanie. Warte odnotowania jest jeszcze to, że po walce Eddie Dennis zaatakował Andrewsa i chciał go kontuzjować, jednak powstrzymało go… ring crew!

Zwycięzca: Mark Andrews (10:15)

Match #4
Singles Match
Tyler Bate vs. Zack Sabre Jr. – *** i 3/4*

Jeszcze zanim obejrzałem ten pojedynek, to widziałem wiele pozytywnych opinii na jego temat. Moje oczekiwania więc wzrosły, myślałem o czymś na miarę WALTER vs. Thatcher z Chapter 62. W rzeczywistości dostałem coś naprawdę dobrego, jednak nie fenomenalnego. Bate vs. ZSJ to kwadrans naprawdę fizycznego, technicznego pojedynku. Submission Specialist narzucił swój styl prowadzenia starcia i dzięki temu mogliśmy uświadczyć Bate’a w roli underdoga, który ledwo dociera do lin za każdym razem, gdy Zack chce go poddać w wymyślny sposób. Tyler również miał swój zryw, jednak nie trwał on zbyt długo. Bardzo mi się podobał styl prowadzenia tej potyczki. Skąd więc tylko 3,75? Połowa tego, co tu widzieliśmy, raczej pasowała do początkowych przymiarek, pierwszej fazy, niczym wstęp do książki. Mimo wszystko zostało to przeprowadzone na tyle dobrze, że po ośmiu minutach usłyszeliśmy chanty: „This Is Progress”. Po wszystkim czułem jednak niedosyt.

Zwycięzca: Zack Sabre Jr. (15:28)

Match #5
Tag Team Match
British Strong Style (Trent Seven & Pete Dunne) vs. The Broduct (David Starr & Matt Riddle) – *** i 3/4*

Kolejna świetna walka na gali. Na początku wydawało się, że będzie to zwykły Tag Team match z elementami komediowymi, ze względu na obecność Davida Starra i Trenta Sevena, którzy bez wątpienia są charyzmatyczni. Dodajmy jeszcze do puli Matta Riddle i Pete’a Dunne’a, którzy są bardzo popularni na scenie indy. Z upływem czasu, jednak każda kolejna akcja wywoływała zachwyt. Działo się w ringu, jak i również poza ringiem. Panował pozytywny chaos, ponieważ zawodnicy nie gubili się, a po prostu wpadali z kolejnymi akcjami. Tempo wskoczyło na najwyższy poziom i dzięki temu dostaliśmy naprawdę konkretną końcówkę. Jeden z lepszych Tag Team Matchy, o ile nie najlepszy, w tym roku w PROGRESS.

Zwycięzcy: British Strong Style (18:20)

Match #6
Singles Match
WALTER vs. Mark Davis – *** i 3/4*

Trzecia walka z rzędu, która wskoczyła na magiczną barierę 3 i 3/4? Niesamowita sprawa. Jest to największe pozytywne zaskoczenie, jakie przeżyłem od dawien dawna. WALTER vs. Mark Davis w Non-Title Matchu nie zapowiadało się jakoś niesamowicie. A tu nagle niespodzianka! Mark to typowy gość Tag Teamowy, a oni zazwyczaj średnio wypadają w walkach jeden na jeden. Tutaj jednak otrzymaliśmy konkretne dziesięć minut. Wymianę chopów, która spowodowała, że klatka piersiowa Davisa zaczęła krwawić z dwóch miejsc. WALTER został ukazany jako król dywizji, ta osoba, do której reszta chce jakością dobić. Członek Aussie Open z kolei pokazał swój heroizm, wytrzymałość i w ten sposób dostaliśmy świetną mieszankę. Po takich walkach właśnie, ludzie kojarzeni z drużynami, wyrabiają sobie nazwisko w walkach singlowych. Jedyny minus to fakt, że pas nie był na szali. Pomimo wyniku jednak, czekam na rewanż, tym razem o mistrzostwo dywizji ATLAS.

Zwycięzca: WALTER (10:55)

Match #7
PROGRESS Tag Team Championship
Tag Team Match

Grizzled Young Vets (Zack Gibson & James Drake) (c) vs. Jimmy Havoc & Mark Haskins – ***

Po kilku miesiącach i kolejnych wydaniach WIW Ocenia, chyba w końcu odkryłem, co tak bardzo mi przeszkadza w Haskinsie i Havocu. Chociaż w tym przypadku pytanie nie brzmi co, a raczej kto. Mowa o Vickie Haskins. Urody jej nie można odmówić, jednak trzeba przyznać, że ona po prostu za bardzo ingeruje w walki Marka i Jimmy’ego. Przykład podobnej drużyny z PROGESS, jaka przychodzi mi na myśl to South Pacific Power Trip, a nawet tam Dalhia Black nie odgrywała takiej roli. W dodatku te walki nie są na jakimś fenomenalnym poziomie. Tutaj ta „trójka” jest naciągana. Na plus zaliczam motyw z oddaniem sobie wzajemnego Low Blow, co poskutkowało pożaleniem się wszystkich zawodników do sędziego. W finisz został zaangażowany także Morgan Webster, co tylko pokazuje, że będzie on ważną postacią na kolejnych Chapterach. Czyżby „Flash” miał dołączyć do Vickie, Marka i Jimmy’ego?

Zwycięzcy: Jimmy Havoc & Mark Haskins (10:36)

Main Event
PROGRESS World Championship
Three Way Match

Chris Brookes vs. Travis Banks vs. TK Cooper – *** i 1/2*

Walka wieczoru Chapter 61: Brookes vs. Banks – *** i 1/2*, Walka wieczoru Chapter 62: Cooper vs. Banks – *** i 1/2*… no i teraz to, czyli Three Way ze wszystkimi panami, który dostaje identyczną ocenę. Był to lekki zawód, przynajmniej przez pierwsze 7-8 minut. Pierwsza połowa walki ograniczyła się do uderzania i rzucania w siebie krzesłami. Jasne było to momentami zabawne, dobrze sprzedawało kłótnie całej trójki i chęć posiadania mistrzostwa, jednak wyglądało to bardziej, jak kłótnia dzieci w piaskownicy. Druga połowa to już jednak czysty wrestling i to w bardzo dobrym wydaniu, co oczywiście wpłynęło na podwyższenie oceny. Pojawiło się kilka charakterystycznych akcji np. dla C.C.K., co ładnie podkreślało motyw przewodni tego storyline’u, czyli Banks vs. jego Tag Team partnerzy z dwóch różnych drużyn. Jest to już koniec tej historii, która dostarczyła nam trzy naprawdę solidne walki o mistrzostwo. Po walce Cooper uderzył Brookesa, więc możliwe, że z tej trójki po prostu Travis odsunie się w cień. Wracając jednak do Main Eventu, było to niezłe zakończenie gali, jak i całej historii.

Zwycięzca: Travis Banks (15:56)

Podsumowanie: Całościowo Chapter 63 mogę nazwać najlepszą galą od PROGRESS w tym roku. Pomimo pojawienia się tutaj naprawdę przeciętnych walk, takich jak opener, Tag Team match kobiet, walka o pasy Tag Team i Andrews vs. Webster, wciąż otrzymaliśmy sporo fenomenalnego wrestlingu. Na jednej gali obejrzeliśmy cztery potyczki godne polecenia. Wszystkie były na wyrównanym i jednocześnie dobrym poziomie, w dodatku wszystkie się od siebie różniły w kwestii prowadzenia starcia i tego, co mogliśmy tam uświadczyć. Show możemy więc podzielić na połowy, z gorszymi i lepszymi walkami, jeżeli jednak wszystko zsumujemy, to wyjdzie nam naprawdę bardzo dobry event.

O Autorze

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany