NewsPAY-PER-VIEWWIW OCENIAWWE

WIW Ocenia: Stomping Grounds

Stomping Grounds… Czy komuś się podoba ta nazwa? Czy komuś się podoba to logo? Czy komuś się podoba obecne WWE? Dobra, już koniec tego plucia, bo przyszła pora na kolejną galę PPV w 2019 roku. Karta jest tak naprawdę skopiowana z Super ShowDown przez to, że federacja nie miała czasu na podbudowę. Rollins vs. Corbin i Ziggler vs. Kingston to rewanże z Arabii Saudyjskiej, a Reigns vs. McIntyre to kontynuacja feudu Romana z Shanem.

Na papierze nie zapowiada się szczególnie dobre widowisko i chyba nikt się nie spodziewa, że te dziewięć walk spowoduje, że zapamiętamy Stomping Grounds na długo. A może jednak? Przekonajmy się.


CRUISERWEIGHT CHAMPIONSHIP TRIPLE THREAT MATCH

Tony Nese (c) vs. Akira Tozawa vs. Drew Gulak – *** i 3/4*

Bardzo dobry Triple Threat Match, który od początku do końca starcia trzymał fajne tempo. Podobał mi się sposób rozpisania walki, gdyż przez większość tego czasu cała trójka była w centrum akcji. Do tego nie są to Cruiserzy z tej części stricte lotników, gdyż Nese i Gulak bardziej skupiają się na ruchach stiffowych. Tozawa dostosował się do swoich rywali, dzięki czemu otrzymaliśmy walkę, która świetnie rozruszała fanów zgromadzonych w arenie. Ci bardzo żywiołowo reagowali podczas pojedynku, co bardzo mi się spodobało już na samym początku. Gulak zdobył tytuł, co jest zrozumiałe, już patrząc wcześniej na same okoliczności wyłonienia pretendentów. Pierwotnie Tony miał walczyć tylko z jednym zawodnikiem, jednak starcie o miano pretendenta zakończyło się podwójnym przypięciem, przez co i Akira i Drew zawalczyli o mistrzostwo. Japończyk został tu dodany, by Gulak mógł wygrać tytuł, a jednocześnie by Nese nie stracił zbyt wiele na jego utracie.

Zwycięzca: Drew Gulak (11:15)


RAW WOMEN’S CHAMPIONSHIP MATCH

Becky Lynch (c) vs. Lacey Evans – ***

Bardzo fajna walka, która zaskoczyła mnie swoim poziomem mimo mojej sympatii do Evans. Za największy minus całego tego starcie trzeba uznać fakt, że wynik był bardzo łatwy do przewidzenia. Jak podczas Money in the Bank sporo osób obstawiało, że to właśnie Lacey odbierze jeden z tytułów Irlandce, tak tutaj większej zagadki nie mieliśmy. Jednakże od samego początku oglądało się to lepiej niż ich poprzednią walkę, chociaż oczekiwania były niższe przez poziom pojedynku z maja. Panie dostały bardzo dużo czasu i w pełni to wykorzystały, dzięki czemu na koniec otrzymaliśmy przyjemne widowisko. Szkoda jednego botcha przy akcji w narożniku, kiedy Becky musiała powtórzyć kopnięcie przez to, że Lacey stała za daleko od niej, ale mimo wszystko opener wyszedł dobrze. Przyczepić można się też do samego zakończenia, a dokładniej do tego, że Evans tak szybko odklepała po Dis-Arm-Her.

Zwyciężczyni: Becky Lynch (11:21)


TAG TEAM MATCH

Kevin Owens & Sami Zayn vs. The New Day (Big E & Xavier Woods) – *** i 1/2*

Walka tak naprawdę z niczego, której podbudowa polegała na tym, że Owens i Zayn coś tam się zakręcili wokół Kofiego i całego New Day w ostatnim czasie, to teraz walczą. Wydawało się, że będzie to zwykły zapychacz, a tymczasem otrzymaliśmy bardzo dobre starcie. Wiadomo, potencjał te dwa Tag Teamy mają ogromny potencjał, jednak wiemy, jak wygląda obecnie booking w WWE. Z początku wydawało się, że nie będzie to dobre, sądząc po początkowej dominacji Heelowego Teamu nad Woodsem można było zaryzykować stwierdzeniem, że to starcie szybko się skończy po wejściu Big E. Na całe szczęście były mistrz NXT nie zdominował Owensa i Zayna po swoim wejściu, ale mimo niedawnej poważnie zapowiadającej się kontuzji znów pokazał swoje umiejętności. Dzięki temu w połączeniu ze świetnym tempem narzucanym przez Heelów otrzymaliśmy świetny Tag Team Match z bardzo fajną sekwencją końcową i neafallem po akcji Helluva Kick + Pop Up Sit Out Powerbomb. Ostatecznie to Kanadyjczycy wyszli zwycięsko, co jest zdecydowanie wiadomością na plus, gdyż ta dwójka potrzebowała tej wygranej po ostatnich wielu niepowodzeniach.

Zwycięzcy: Kevin Owens & Sami Zayn (10:56)


UNITED STATES CHAMPIONSHIP MATCH

Samoa Joe (c) vs. Ricochet – *** i 3/4*

Świetne widowisko, jednak właśnie tego mogliśmy się spodziewać po tej dwójce. Wiedzieliśmy, że Panowie są w stanie wykręcić showstealer w przypadku otrzymania odpowiedniej ilości czasu na zaprezentowanie się. Tak się właśnie stało, dzięki czemu Joe i Ricochetem pokazali dawkę świetnego wrestlingu. Połączenie siłowych akcji Joe oraz highflyerowych nowego mistrza United States dały nam pokaz ich potencjału. Wielokrotnie można było się zastanawiać, czy Ricochet przeżyje ten pojedynek, czy też zaraz zostanie wykończony. Na duży plus muszę zaliczyć sekwencję końcową, która dała nam wielkie emocje. Muszę też przyznać, że 630 Splash w wykonaniu Rico wygląda fantastycznie i cieszę się, że WWE nie postanowiło zmienić mu akcji kończącej mimo ostatnich nieprzyjemnie wyglądających spotów z tym ruchem. Ricochet bardzo szybko otrzymał solowy tytuł, co tylko pokazuje, że federacja może chcieć stawiać na lotnika w głównym rosterze. Dziwi tak szybka utrata mistrzostwa przez Joe, który ledwo co ostatnio go odzyskał po kontuzji Rey’a Mysterio. Kompletnie się nie spodziewałem zwycięstwa Rico, ale nie mogę powiedzieć, że zaskoczyło mnie to negatywnie. Wręcz przeciwnie, cieszę się z jego sukcesu i liczę, że będzie to udany reign.

Zwycięzca: Ricochet (12:28)


SMACKDOWN TAG TEAM CHAMPIONSHIP MATCH

Daniel Bryan & Rowan (c) vs. Heavy Machinery – *** i 1/4*

Znów pozytywne zaskoczenie. Przyznam się bez bicia, nie jestem fanem Heavy Machinery, od samych początków tej drużyny w NXT nie przekonywali mnie w ringu, ani ich prezencja mnie nie zachwycała. Spodziewałem się jednak, że Bryan ich jakoś pociągnie i nie dostaniemy większej tragedii w tym pojedynku. Ba, dostaliśmy naprawdę dobrą walkę, która mimo braku wielkich momentów, w których wydawało się, że to pretendenci wyjdą zwycięsko, to miała bardzo fajne zwroty akcji. Rowan bardzo ciekawie się zaprezentował i po raz kolejny pokazał, że dywizja Tag Team to odpowiednie dla niego miejsce. Daniel zbierał ogromną reakcję z publiczności przez fakt, że gala miała miejsce niedaleko jego miejsca pochodzenia. Publika spowodowała też, że lepiej się oglądało ten pojedynek i z pewnością podniosła jego ocenę przez sam odbiór widowiska. Wynik jak najbardziej do przewidzenia, ale trzeba przyznać, że zakończeniem federacja obroniła Heavy Machinery. Heelowie wygrali przez School Boy’a, co oczywiście też odnosi się do przeszłości American Dragona, który wielokrotnie tak kończył swoje pojedynki. Może to prowadzić do kolejnej walki tej czwórki, jednak czy dojdzie do tego na Extreme Rules, czy na jakiejś tygodniówce? Zobaczymy.

Zwycięzcy: Daniel Bryan & Rowan (14:20)


SMACKDOWN WOMEN’S CHAMPIONSHIP MATCH

Bayley (c) vs. Alexa Bliss – ** i 1/2*

Panie nie pokazały niczego wielkiego, jednak nie było większej tragedii. Było to po prostu przyzwoite. Pamiętamy przecież ich poprzednie starcia, które wychodziły jeszcze gorzej, więc tutaj nie możemy aż tak bardzo narzekać. Bayley świeżo po zdobyciu mistrzostwa SmackDown dostała rywalkę z wysokiej półki i do tego z Nikki Cross w narożniku Bliss. Z miejsca śmierdziało tu porażką pretendentki spowodowaną jakąś nieumyślną ingerencją Szkotki, jednak tu wyglądało to po prostu dziwnie. Jasne, Alexa była blisko wykonania swojego finishera, ale nie miało to wejście większego sensu pod względem ewentualnych skutków, które miały być na korzyść jej przyjaciółki.

Zwyciężczyni: Bayley (10:34)


SINGLES MATCH

Drew McIntyre vs. Roman Reigns – ** i 3/4*

Dotarliśmy już do trzech ostatnich walk na tej gali, które z jednej strony mogły pozytywnie zaskoczyć w przypadku ciekawego bookingu, jak cała gala, ale też z drugiej strony mogły być po prostu zepsute. Tu muszę przyznać, że Drew i Roman stanęli tak na środku, nie dając jakoś przesadnie dobrego pojedynku, ale też nie było tu tak źle, jak w przypadku ich starcia z Wrestlemanii, które kompletnie mi się nie podobało. Panowie dali nam przyzwoitą walkę, która znów była częścią jednego wielkiego story z Shanem. Ten stanął oczywiście w narożniku McIntyre’a i nawet wdał się w mocną konfrontację z Reignsem poza ringiem. Podczas niej Roman wykonał dwa Suicide Dive’y, przy czym jeden skończył się niemalże tak źle, jak The Undertakera na Wrestlemanii 25, a przy okazji tego drugiego dostał mocny cios od Drew. Była to nawet spoko sekwencja, gdyż pokazano nam coś innego niż zwykłe monotonne akcje w ringu.

Sam McMahon był mocno wplątany w zakończenie pojedynku, przez które musiałem lekko obniżyć ocenę walki. Nie dość, że przerwał przypięcie Romana po Spearze, mimo tego, że Drew odkopał w tle tego wszystkiego, przy czym najpewniej kontuzjował sędziego zbyt mocno szarpiąc go za nogę, to jeszcze potem wbiegł do ringu, by zostać w moment zgaszonym przez Romka. Nie było to potrzebne, szczególnie, że zwycięstwo The Big Doga jak najbardziej było do przewidzenia. Przecież nie mógł przegrać dwóch solowych walk z rzędu w jednym feudzie. Oczywiście, szkoda Drew, ale niestety trafił na taki, a nie inny moment.

Zwycięzca: Roman Reigns (17:25)


WWE CHAMPIONSHIP STEEL CAGE MATCH

Kofi Kingston (c) vs. Dolph Ziggler – ** i 3/4*

W WWE bywa tak, że 90% Steel Cage Matchów wypada albo słabo albo bardzo słabo albo tragicznie, jak to było w przypadku walki Shane vs. Miz. Ten pojedynek natomiast jest wyszedł nienajgorzej. Oczywiście samo tempo nie było jakieś nadzwyczające, ale mało kto się tego raczej spodziewał. Zamiast tego akcja była naprawdę przyjemna i dobrze się to oglądało. Panowie dostali bardzo dużo czasu i może było to problemem tej walki, jednak ciężko powiedzieć, czy w przypadku Steel Cage Matchu krótsze starcie byłoby lepszym wyborem. Ciężko było pomyśleć, że to Ziggler wyjdzie zwycięsko z klatki, jednak trzeba przyznać, że były takie momenty, kiedy można było o tym pomyśleć. Niewątpliwie na plus muszę zaliczyć zakończenie, które bardzo mi się tu spodobało. Było ono nowatorskie i jak nie jestem zbytnio fanem forsowania tych wyczynów Kofiego podczas wszelkich Royal Rumble Matchy i Battle Royali, tak tutaj mogę tylko pochwalić WWE za taki pomysł. Kto teraz pójdzie na tytuł mistrzowski? Nie wiem szczerze, nie zdziwię się, jeśli dalej będzie to Ziggler, ale też być może do obrazka tytułu wróci Owens. Albo, plotki się potwierdzą i po pas sięgnie The Best in the World Shane McMahon? Zobaczymy.

Zwycięzca: Kofi Kingston (20:01)


UNIVERSAL CHAMPIONSHIP MATCH

Seth Rollins (c) vs. Baron Corbin – * i 1/4*

Ajajaj, ależ tu było błędów bookingowych… Pomysł z sędzią specjalnym do rewanżu Rollinsa i Corbina na Stomping Grounds? Podoba mi się. Całe to teasowanie przez Barona wszystkich możliwych wyborów? Fajnie, naprawdę dobry dodatek na tygodniówki. Pokazanie Paula Heymana w trakcie gali PPV, który wychodził z pokoju Corbina? Fajnie, zbudowali mój hype na Main Event. No i kiedy zawodnicy byli już w ringu, a były Generalny Menadżer RAW powiedział, kto jest sędzią specjalnym, na moje usta nasunął się piękny cytat z drugiej części „Kilera”, kiedy to do Polski przyleciał, a raczej spadł sobowtór Jurka… Naprawdę, myślałem, że tak bardzo zniszczyć tego pojedynku się nie da. Lacey Evans jako sędzina byłaby ciekawym rozwiązaniem, gdyby nie to, że WWE cały czas nam wpycha do ust relacje pomiędzy Sethem a Becky Lynch. Już nie trzeba było oglądać Main Eventu do końca, gdyż już znało się przebieg końcówki walki. To było po prostu smutne, a sam pojedynek był też strasznie nudny. Skupiał się wokół Lacey, która pomagała bez przerwy Baronowi, czy to zmieniając w pewnym momencie zasady na No Count-Outs, a potem na No Disqualifications. To było tak do przewidzenia i nie powodowało żadnych emocji wokół siebie.

Co do zakończenia… Wow, Becky pomaga Sethowi obronić tytuł Universal, kto by się tego spodziewał? Na pewno nie wszyscy. Teraz już tak na serio, czy chciałem zwycięstwa Corbina? Tak, po części chciałem, bo to byłoby coś nowego, coś co wprowadziłoby świeżość na RAW i spowodowałoby, że ponownie goniący mistrzostwo Universal Seth wyglądałby o wiele ciekawiej, niż jak to teraz wygląda. Nie podoba mi się postać Rollinsa i jeśli to ma prowadzić do tego, że para Lynch – Rollins będzie nam dalej wpychana na siłę, produkt kompletnie się nie zmieni. Równie dobrze tej walki mogło nie być, bo kompletnie niczego ona nie wniosła do obrazka głównego tytułu na czerwonej tygodniówce.

Zwycięzca: Seth Rollins (18:46)


Podsumowanie: To była zaskakująco bardzo dobra gala, która może nie obfitowała w jakieś fenomenalne walki, mogące konkurować o miano Match of the Year, jednak dostaliśmy osiem stojących na ogólnie równym poziomie starć. Karta była słaba, podbudowa była słaba, produkt jest słaby, jednak już w praktyce otrzymaliśmy naprawdę coś bardzo fajnego, a patrząc na to pod względem obecnego produktu WWE, wręcz świetnego. Na plus też zdecydowanie publiczność, która mimo słabych tygodniówek żywiołowo reagowała przez znaczną większość show. Do Main Eventu każda walka była godna gali PPV, samo zakończenie to już tragedia. Czy zwiastuje nam to lepsze czasy? Nie wiem, nie chcę się nastawiać mega pozytywnie, bo się mogę po prostu rozczarować.

About Author

Fan wrestlingu od 2010 roku. Jego ulubionymi zawodnikami są: AJ Styles, Kevin Owens, Kenny Omega, Young Bucks i EC3. Oprócz tego interesuje się piłką nożną, a ulubionymi drużynami są: Real Madryt, Atletico Madryt oraz Liverpool.
0Followers
0Subscribers
208Posts
0Comments