WIW

WIW Ocenia: Wrestle Kingdom VI

Dzień 6, seria wciąż trwa. Może uda się więc dotrwać do końca! Czas na przedostatnią ocenę z mojej ręki, jeżeli chodzi o NJPW Wrestle Kingdom. Tym razem bierzemy na tapetę szóstą edycję gali pod tą nazwą z ciekawie zapowiadającym się Main Eventem: Tanahashi vs. Suzuki o pas IWGP Heavyweight. Jak więc wypadnie ta gala w porównaniu do poprzednich? Czy ma szansę zyskać miano najlepszego Wrestle Kingdom do tej pory? 

Przekonajcie się koniecznie, zapoznając się z poniższym wpisem. Gorąco zachęcam do lektury, jest co czytać więc herbatka wskazana.


Pre-Show
Tag Team Match
Captain New Japan & Tama Tonga vs. Kyosuke Mikami & Tomoaki Honma – * i 3/4*

Po tej walce zacząłem doceniać opener tegorocznego Wrestle Kingdom. Tutaj „Kapitan” New Japan nie wniósł absolutnie nic pozytywnego do tej walki, a sam fakt pojawienia się jego osoby nie był jakoś hucznie oklaskiwany w Tokyo Dome. Bardziej przypominał on japońską podróbkę Flasha, aniżeli oryginalną postać. Jeżeli podejdziemy do tej walki pobłażliwie, to można uznać, że była po prostu do zniesienia. Nic więcej. Włączyć, obejrzeć, zapomnieć.

Zwycięzcy: Captain New Japan & Tama Tonga (08:47)


Match #1
IWGP Junior Heavyweight Tag Team Title Match
No Remorse Corps (Davey Richards & Rocky Romero) (c) vs. Apollo 55 (Prince Devitt & Ryusuke Taguchi) – *** i 3/4*

Jest to moje pierwsze Wrestle Kingdom do ocenienia od WK III. Oznacza to, że z niektórymi zawodnikami „pożegnałem się” na dwa lata. Dzięki temu mogłem dostrzec, jak wielki postęp w tym okresie poczynił Prince Devitt a.k.a. Finn Balor. Był to już ukształtowany wrestler dywizji Junior, podczas gdy na WK II i III stawiał tam dopiero pierwsze kroki. Walka sama w sobie była świetnym rozpoczęciem show. Cała czwórka pokazała się ze świetnej strony i dostarczyli oni sporo emocji. Mieliśmy kilka skoków poza ring i efektownych akcji drużynowych; tempo cały czas było na dobrym poziomie, a końcówka trzymała w napięciu. Świetny sposób na rozpoczęcie Wrestle Kingdom.

Zwycięzcy: Apollo 55 (12:44)


Match #2
8-Man Tag Team Match
Atlantis, Suzuki-gun (Taichi & TAKA Michinoku) & Valiente vs. Jushin Thunder Liger, KUSHIDA, Mascara Dorada & Tiger Mask – *** i 1/4*

Druga z rzędu walka, w której powinniśmy zobaczyć trochę latania. Ludzi w maskach było tu sporo, przez co można było się poczuć, jakbyśmy przerwali galę NJPW na rzecz CMLL Anniversary Show lub podobnej gali. Wyszło to naprawdę bardzo fajnie i jednocześnie wyglądało przyjemnie dla oka, a widok Kushidy w takiej walce, biorąc pod uwagę jego obecną pozycję, był ciekawy. W końcu również natrafiłem na dobrą walkę, w której był Jushin „Thunder” Liger. Do trzech razy sztuka jak to mówią. Kolejne dobre starcie, co cieszy i nastraja dobrze na dalszą część gali.

Zwycięzcy: Jushin Thunder Liger, KUSHIDA, Mascara Dorada & Tiger Mask (10:18)


Match #3
Singles Match
Kazuchika Okada vs. YOSHI-HASHI – * i 3/4*

Okada z walką poniżej dwóch gwiazdek? Czy to w ogóle jest możliwe? Kto do tego dopuścił? Zacznijmy od tego, że gdyby zabrać Okadzie charakterystyczny theme song i pseudonim „Rainmaker”, z którym wchodził już do ringu na tym WK, to najprawdopodobniej nikt, by go teraz nie poznał. Włosów mu nieco brakowało i postawy gwiazdy. W ringu również nie było czarów. Walka trwająca niecałe 5 minut nie pomogła. Wyglądało to bardzo podobnie do Dark Matchu z Kapitanem New Japan. Nieangażująca walka, z bardzo podstawowymi akcjami i gdybym miał to porównać do WWE, to najprawdopodobniej umieściłbym taką walką na Superstars i to nawet nie w Main Evencie. Kiepsko.

Zwycięzca: Kazuchika Okada (04:37)


Match #4
Tag Team Match
Seigigun (Wataru Inoue & Yuji Nagata) vs. Stack Of Arms (Masakatsu Funaki & Masayuki Kono) – ** i 1/2*

Yuji Nagata to mój absolutny M.V.P. jeżeli chodzi o gale, które dane mi było ocenić. Tutaj niestety nie miał ani czasu, ani możliwości do tego, żeby zabłysnąć, jak np. w walce na Wrestle Kingdom III. Był to dość krótki Tag Team Match, dlatego też nie miał nawet szansy do porwania i zaciekawienia akcjami w ringu. Z drużyny Funaki & Kono bardzo ładnie zaprezentował się ten pierwszy, zwłaszcza w końcowej sekwencji, która wyszła naprawdę bardzo dobrze i czuć było moc w każdym z wyprowadzonych ciosów przez Masakatsu. Za końcówkę plusik.

Zwycięzcy: Stack Of Arms (06:34)


Match #5
Tag Team Match
MVP & Shelton Benjamin vs. Masato Tanaka & Yujiro Takahashi – ** i 3/4*

Przechodzimy do nieco bardziej znajomych main-streamowo nazwisk. Na tamten moment byli zawodnicy WWE rozpoczęli walkę bardzo dobrze. MVP był w stanie wykonać dwa razy z rzędu „Ballin'”, co było naprawdę fajnie ujrzeć po tylu latach. Biorąc pod uwagę jednak całą walkę, to lepiej spisał się Shelton Benjamin. Wtedy jeszcze sporo jego akcji bazowało na dynamice i dzięki temu przyjemnie się go oglądało. Wskoczenie z maty na trzecią linę zawsze wygląda efektownie, a Sheltonowi taki wyczyn się w tym Tag Team Matchu udał. Porządny pojedynek, jednak w natłoku Tag Team Matchy łatwy do zapomnienia.

Zwycięzcy: MVP & Shelton Benjamin (09:41)


Match #6
IWGP Tag Team Title Match
Bad Intentions (Giant Bernard & Karl Anderson) (c) vs. TenKoji (Hiroyoshi Tenzan & Satoshi Kojima) – *** i 1/2*

Po długiej przerwie znowu mamy coś na poziomie! Walka zaczęła się od lekkiej komedii, jednak moje obawy, że będzie to wyglądało tak przez cały czas, na szczęście się nie spełniły. Ta walka dostarczała nam od pewnego momentu same konkrety. Pojawiło się kilka momentów, w których Bernard i Anderson powinni już wygrać, był też Near-Fall, który „pozbawił” zwycięstwa pretendentów. 12 minut intensywnej walki, która zyskała na tym, że większą część czasu w ringu spędził Anderson. Z całym szacunkiem do Matta Blooma, ale nie wnosił on nic ciekawego od siebie i jego ograniczona rola tutaj wyszła na dobre całości. Wracamy na dobre tory!

Zwycięzcy: TenKoji (12:40)


Match #7
Singles Match
Hirooki Goto vs. Takashi Sugiura – ***

Druga walka z rzędu, która wyszła przyzwoicie! Czuć było, że walka opiera się na stiffowych akcjach, więc no japoński wrestling pięknie ukazany! Goto potrafi w takich walkach się odnaleźć i tutaj oczywiście mu się to udało. Było to starcie NJPW vs. NOAH, więc fani na arenie mieli możliwość lepszego wkręcenia się w pojedynek niż przeciętny widz, jakim to byłem właśnie ja. Mimo wszystko doceniam to, w jaki sposób ta walka wyglądała, ponieważ fajnie jest czasem obejrzeć, jak dwóch facetów po prostu bije się po twarzy.

Zwycięzca: Hirooki Goto (12:35)


Match #8
Singles Match
Togi Makabe vs. Yoshihiro Takayama – ** i 1/4*

Ojejku. Tylko tyle mi przychodziło na myśl w trakcie tego starcia. Makabe wyglądał tu naprawdę solidnie i jego ofensywa coś wnosiła do tej walki, jednak nie mogę tego samego powiedzieć o Takayamie. Jeżeli miałbym przydzielać oceny poszczególnym zawodnikom, to ten pan byłby bardzo dobrym kandydatem do jednego z ostatnich miejsc. Nie mówię, że był tak zły, jak Eva Marie (żarty z Evy Marie zawsze śmieszne, prawda?), ale skutecznie „resetował” mi on opinię o tej walce. Bo niby Makabe dobry, ale co z tego? Jako ciekawostkę dodam, że Takayama występował w MMA za czasów PRIDE i ma rekord 0-4 (CM Punk pozdrawia). Wyjdę na hejtera, ale panu Yoshihiro po tej walce już podziękuję.

Zwycięzca: Togi Makabe (09:15)


Match #9
Tag Team Match
CHAOS (Shinsuke Nakamura & Toru Yano) vs. Go Shiozaki & Naomichi Marufuji – ** i 1/2*

Początki CHAOS, co za piękne Vintage NJPW! Brakuje tylko japońskiego odpowiednika Gene’a Okerlunda. Czasy, w których Toru Yano jeszcze tak nie irytował, co za piękna historia. Dość długi Tag Team Match, jednak w trakcie jego trwania nie miałem wrażenia, że tak długi powinien być. Rozumiem chęć zaprezentowania dużych nazwisk na show w Tokyo Dome, jednak to starcie jakościowo nie różniło się specjalnie od walk, które mogłem zobaczyć wcześniej, a trwały kilka minut krócej. Chociaż z drugiej strony, gdyby ta walka trwała 8 minut, to narzekałbym na to, że Nakamura tak krótko, prawda? W każdym razie Shinsuke zebrał fajną reakcje, Yano nie irytował, a team NOAH był naprawdę solidny. Czego chcieć więcej. Jedyny minusik, to że faktycznie można było to o 3-4 minuty skrócić.

Zwycięzcy: Go Shiozaki & Naomichi Marufuji (15:10)


Match #10
Singles Match
Keiji Mutoh vs. Tetsuya Naito – *** i 1/4*

Great Muta i ja part 3! Przy poprzednich okazjach chwaliłem Mutoh za formę fizyczną i ogólnie pracę w ringu, tutaj jednak walka z Naito wypadła w jego wykonaniu najgorszej spośród tych trzech (ewentualnie mocnym kandydatem jest też walka z Goto, ale ona nie była tak ważnym punktem gali). Zupełnie jak w walce z Tanahashim mieliśmy tutaj jakieś 10 minut różnych dźwignii, które na dobrą sprawę można nazwać rest holdami, bo na twarzy Great Muty nie widać było momentami nawet wysiłku wkładanego w poddanie rywala. Analogicznie jednak do WK III, gdy już opuściliśmy parter i przeszliśmy do więcej niż jednej akcji na minutę, to wyglądało to przyzwoicie. Co ciekawe, to właśnie Mutoh miał więcej ofensywy, a Naito po prostu przyjmował. Pomimo więc już gorszej formy fizycznej niż wcześniej, wciąż Mutoh staje na wysokości zadania. Oklaski się należą!

Zwycięzca: Keiji Mutoh (22:35)


Main Event
IWGP Heavyweight Title Match
Hiroshi Tanahashi (c) vs. Minoru Suzuki – ****

Tak to już jest przy ważnych walkach wieczoru w NJPW, że zaczynamy zawsze z pierwszego biegu, aby po kilku, czasami kilkunastu minutach przełączyć na bieg drugi. Później już samo to idzie. Identycznie sprawa wyglądała z tą właśnie walką. Dostaliśmy powolne wprowadzenie, jednak z czasem akcja po prostu nabierała rozpędu. Kupiło mnie to całkowicie. Kolorytu dodał fakt, że w trakcie walki Hiroshi zaczął krwawić z ust, przez co jeszcze bardziej dopingowało się mistrzowi. Suzuki w typowy dla siebie sposób lekceważył rywala, w kluczowych momentach jednak robiąc wszystko, aby pas zdobyć. Z drugiej strony Tanahashi pokazał heroizm i chęć zwycięstwa ponad wszystko, wykonując m.in. High Fly Flow poza ring. Zawodnicy odgrywali więc swoje role w sposób idealny. Pod koniec dostaliśmy również masę momentów, w których publika uwierzyła, że za chwilę nastąpi koniec; wszyscy żyli tym starciem. Dostaliśmy wiarygodny near-fall po Piledriverze od Suzukiego. Wszystko tu grało. Bardzo dobra walka na koniec tego show.

Zwycięzca: Hiroshi Tanahashi (25:59)


Podsumowanie: Wrestle Kingdom VI to dziwna gala. Zaczyna się bardzo dobrze, a później jej jakość przepada gdzieś w natłoku Tag Team Matchy. Spośród trzech gal, które przyszło mi ocenić w ramach serii z Wrestle Kingdom, to przy tej gali najbardziej czuć było, że mamy tu tak dużo pojedynków drużynowych. Najgorsze jednak jest to, że gdy dochodziło do starć singlowych to… bywało czasami jeszcze gorzej. Żeby jednak nie narzekać tak bardzo, to należy wyróżnić obie walki o pasy Tag Team oraz walkę wieczoru (kto by się spodziewał). W moim prywatnym rankingu więc WK VI ląduje najniżej, ponieważ przegrywa z WK II i WK III. Nie oznacza to jednak, że jest to gala zła. Tak jak napisałem wcześniej, przynajmniej trzy walki są godne polecenia.

 

Już jutro kontynuujemy serię, a przejmie ją po prawie tygodniu przerwy Piotr Przybylik.
Mój kolejny wpis wyląduje 31.12, gdy skupimy się na Wrestle Kingdom VIII.
Tymczasem jutro zabawi was inny Piotr, a że jest w tym dobry, to wszyscy czekamy z niecierpliwością na jego wpis!

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

KOMENTARZE

*

*