Dzisiaj Wigilia, ale poza tym rozpoczynamy dzisiaj serię WIW Ocenia ze wszystkich dotychczasowych Wrestle Kingdom. 4th January Tokyo Dome Show ocenimy może kiedyś, ale póki co skupiliśmy się na galach od 2007 roku, gdzie zmieniono nazwę właśnie na , która występuje do dzisiaj.

Gala z 2007 roku posiada kartę, która wygląda średnio, ale to zasługa tego, że nie oglądałem wtedy w ogóle wrestlingu. Pewnie jakbym był z feudami na bieżąco, to karta byłaby odebrana jeszcze lepiej.
Oczywiście krótki research zrobiony, by zrozumieć co poniektóre walki.
Pierwsza gala ze skrótem WK była galą łączoną, gdzie poza zawodnikami z New Japan obejrzeliśmy tych z All Japan, które przez naprawdę dłuższy czas górowało nad federacją Inokiego.
Dzięki All Japan mieliśmy możliwość oglądania takich zawodników jak Keiji Mutoh czy Taiyō Kea.

WIW Ocenia z Wrestle Kingdom będzie prowadzone od dnia dzisiejszego do 4 stycznia, gdzie czekać Was będzie opinia z gali o znanej już nazwie. Jednak zanim wkroczymy w 2018 rok, to cofniemy się do roku 2007…

 

 

Akira Raijin, Kikutaro & Nobutaka Araya vs. Masanobu Fuchi, Ryusuke Taguchi & El Samurai – **3/4*

Nigdy w życiu nie widziałem walki Kikutaro, a znałem go ze względu na specyficzną maskę. Teraz po obejrzeniu jego poczynań stwierdzam, że w komedii zna się naprawdę dobrze. Walka sama w sobie zła nie była, a jako opener była naprawdę dobrym pomysłem. Comedy Match na początku wydaje mi się dziwnym pomysłem, a tutaj bardzo ładnie się to wszystko ułożyło. Walka trwała te osiem minut, ale sam takiego czegoś za bardzo nie odczułem, a to jest plus.
Podobała mi się sytuacja, gdy Samurai otrzymał low blow od Kikutaro, za co odwdzięczył się tym samym. Sędzia próbujący ogarnąć sytuacje również otrzymał ten nieprzyjemny ruch. Później jeszcze zabawniej było, jak Raijin i Kiku trzy razy pchali Nobutakę w Samuraia, a ten trzykrotnie kontrował. Walkę wygrali panowie z New Japan po serii finisherów dla Kikuturo. Zwycięski pin należał do młodego Taguchiego, który wtedy pewnie nie przewidywał, że kariera potoczy się u niego tak nieźle.

Zwycięzca: Masanobu Fuchi, Ryusuke Taguchi & El Samurai (08:20)


Gedo & Jado vs. Mazada & Nosawa Rongai – ***1/4*

 

Gedo bez swojej brody wygląda tak dziwnie… a przy okazji młodziej, ale to chyba bardziej zasługa tego, że był młodszy. Strasznie fajnie wypadli tutaj panowie z AJPW. Dynamiczność wraz z nieczystymi zagrywkami, to ich podsumowanie tutaj. Będę musiał aż poszukać walk z Mazadą i Rongai na tej platformie.
New Japan dalej 2-0, ale to na tej gali będzie częstym zjawiskiem, gdzie to ta „nowsza” federacja góruje w starciach.
Przyczepię się tutaj do ostatnich minut, które wypadły przy tak żwawym początku miernie.
Skrócić o trzy minuty, to pewnie i ocena byłaby lepsza.

Zwycięzca: Gedo & Jado (13:06)


Buchanan, D-Lo Brown & Travis Tomko vs. Togi Makabe, Tomohiro Ishii & Toru Yano – ***

Wcześniej Gedo bez brody, a teraz Ishii z włosami. Pierwsze zestawienie, gdzie znam każdego z wrestlerów, ale co w tym dziwnego, jeśli połowa z nich walczyła w WWE. Yano nie bawił się wtedy za mocno w komedię i oglądało się go naprawdę nieźle jako agresywnego brawlera. U Makabe zmian większych poza wyglądem nie zauważyłem. 
Walka na trochę słabszym poziomie od wcześniejszej, ale dalej trzymająca dobry poziom. 
Szkoda, że różnica we wzroście pomiędzy Buchananem, a Makabe była tak spora, że kończący Lariat od Togiego wypadł naprawdę słabo.

Zwycięzca: Togi Makabe, Tomohiro Ishii & Toru Yano (09:36)


Giant Bernard, RO’Z, Suwama & TARU vs. Manabu Nakanishi, Naofumi Yamamoto, Riki Choshu & Takashi Iizuka – **

Najsłabsza walka gali. Jako trochę smutną ciekawostkę dodam, że RO’Z to zmarły w tym roku brat Romana Reignsa. 
Tak jak w WWE, tak i tutaj był on nie najlepszym wrestlerem, ale mając takie gabaryty, to nie oczekiwałem cudów.
Oczekiwałem za to dobrego poziomu, a otrzymałem coś po prostu przeciętnego. Piętnaście minut to za dużo czasu na takie walki i panowie to udowodnili. Na wyróżnienie zasłużył tutaj Nakanishi oraz TARU. Reszta blado i nie pozostaje nic innego jak przejść do kolejnej walki. 

Zwycięzca: Giant Bernard, RO’Z, Suwama & TARU (15:38)


Jushin Thunder Liger, Minoru, Milano Collection AT, Shuji Kondo & YASSHI vs. Kaz Hayashi, Koji Kanemoto, TAKA Michinoku, Tiger Mask & Wataru Inoue – ***1/2*

Pierwsza walka trwająca więcej niż dziesięć minut i nie odczuwało się, że to trwa tyle. Jak w drugiej walce tempo było naprawdę dobre, to tutaj było nie tylko lepsze, ale i dłużej pozostawało w walce. Dywizja Juniorów swoje robi jednak więc nie kryłem zaskoczenia poziomem tej walki. Cudaczne fryzury, a nawet Liger ubrał czarno-biały strój. YASSHI wyglądał jak CJ Parker przez te kolorowe dredy, ale serca mi nie skradł. 
Przebieg walki przypomina mi dzisiejsze 5v5 tag team matche, więc nie ma tutaj sensu się dalej rozpisywać za bardzo. 
Dobra i póki co najlepsza walka gali, ale to miano trzymała przez dziewiętnaście minut.

Zwycięzca: Kaz Hayashi, Koji Kanemoto, TAKA Michinoku, Tiger Mask & Wataru Inoue (13:01)


Toshiaki Kawada vs. Shinsuke Nakamura – ****1/2*

Oglądanie Kawady, gdy ten miał już swoje lata to dalej czysta przyjemność. Póki co jego walk obejrzałem sześć, a ta z Wrestle Kingdom zajmuje trzecie miejsce. Warto było dla takich walk zrobić tę serię. Uwielbiam walki pokoleniowe, bo te w Japonii wypadają świetnie, a ta jest idealnym przykładem dla reszty zawodników. Na początku trochę headlocków i różnorakich obejść. Zawodnicy tak spokojnie podchodzili, co sprawiało wrażenie, że próbują wyczuć siebie nawzajem. Jednak z grapplingu przeszliśmy na punche i kopnięcia, w których górą był Toshiaki. Po tym dosyć szybki powrót do zakładania nawzajem dźwigni. Z czasem były NXT Champion zaczął czuć się na tyle pewnie, że poczęstował on ciosem w twarz Kawadę, a ten za to zasypał go serią ciosów i zakończył atak kopnięciami. Irytację weterana wykorzystał ponownie Shinsuke i założył mu armbar. Tak wyglądała pierwsza połowa walki, a jak druga? 

Przez minutę mieliśmy dwa razy sytuację, gdzie na jeden lariat od Nakamury leciał spin kick Kawady. Później praktycznie powtórka z pierwszej części czyli wymiana dźwigniami, ale coraz to agresywniejsza z obojga stron. 
Po tym chyba mój ulubiony moment walki, czyli suplexy, których panowie nie mieli ochoty sprzedawać i nawzajem używali ich jakby były to wcześniej wykonywane kopnięcia czy punche. Skończyło się na tiger suplexie od Nakamury.
Nakamura nie zwalniał i ponownie użył armbreakera, z którego Toshiaki nie dawał rady wyjść przez dwie minuty.
Końcówka to już czyste złoto! Powerbomb, po którym nabuzowany Nakamura odkopał, by szybko otrzymać brainbustera, ale po tym również Kawada nie wygrał i dopiero potężny Soccer Kick dał mu zwycięstwo w tej niesamowitej walce. 

Zwycięzca: Toshiaki Kawada (19:02)


 Triple Crown Heavyweight Championship Match
Minoru Suzuki (c) vs. Yuji Nagata – ***3/4*

Nagata i Suzuki 10 lat młodsi, więc takie coś musi się udaći. Przede mną jeszcze jedno starcie tej dwójki, a jeśli poziomem będzie, jak to tutaj, to naprawdę nie mogę się doczekać. 
Niby typowo dla Minoru, czyli dziwny początek, świetny środek i w miarę dobra końcówka. Tutaj jednak końcówka była nie w miarę, a bardzo dobra, bo pokazała idealnie nienawiść obu Japończyków. Brutalnie przez całą walkę i pewnie emocje towarzyszyłyby mi większe, jakbym nie znał wyniku. Taki jest niestety minus oglądania starszych gal. 
Końcówka, a dokładniej moment zejścia Nagaty podczas dźwigni tak cudownie wyszło, że ocena aż podskoczyła o 1/4*. Po wcześniejszym kapitalnym starciu otrzymaliśmy coś nie tak dobrego, ale dalej trzymającego poziom gali. 

Zwycięzca via referre stoppage: Minoru Suzuki (17:22)


IWGP Heavyweight Championship Match
Hiroshi Tanahashi (c) vs. Taiyō Kea – ****

Jeszcze ten brzydszy pas IWGP Heavyweight. Walka za to przywróciła poziom, który narzuciło wiadome starcie. 
Tymi walkami, a jednocześnie obronami pas IWGP, jak i Hiroshi zyskiwali niesamowicie wiele. Walki o ten tytuł Tana ma tylko świetne jeśli chodzi o gale odbywające się 4 Stycznia. W walce Kawady i Nakamury ujrzeliśmy technikę i strong style. Tutaj za to otrzymaliśmy technikę z elementami high-flyingu. Kea skupiał się tutaj przez długi czas na nodze Japończyka i w sumie przynosiło to spore efekty, lecz nie wystarczające, by wygrać. Środek walki można przypisać całkowicie Amerykaninowi, który prowadził i niszczył Tanahashiego, jak sobie chciał. Mistrz kontrował? Zaraz otrzymywał superplex lub inny mocny ruch. Oczywiście nie trwało to wiecznie i z czasem wracał on do gry. 
Ujrzeliśmy Sling Blade czy Diving Dropkick, a po tym walka się trochę już uspokoiła aż do trzech końcowych minut, które były po prostu znakomite. Dwa nearfalle od Hiroshiego i zero od Taiyō w końcówce jasno pokazała, że to New Japan jest lepsze, bo warto zaznaczyć, że Kea wchodził jako mistrz Triple Crown Heavyweight. 

Zwycięzca: Hiroshi Tanahashi (17:02)


Hiroyoshi Tenzan & Satoshi Kojima vs. Keiji Mutoh & Masahiro Chono – ***1/4*

Walka wieczoru nie zawiodła, bo spodziewałem się akurat takiej dobrej walki i nic więcej. Chono i Mutoh byli w takim wieku, a raczej Chono, bo Keiji zawsze jest zwarty i gotowy. Podczas tych osiemnastu minut, to właśnie początek i koniec wypadł najlepiej. Początek w ogóle był najlepszy na całej gali. Keiji i jego firmowy shining wizard zaskoczył TenCozy, bo otrzymali go po kolei. Masahiro trzeba było prowadzić i udawało się to dobrze Satoshi’emu, a później Hiroyoshi’emu. Środek jak już dało się zrozumieć, był średni niestety i pisać o nim nie mam zamiaru, bo nie ma o czym.
O końcówce napiszę tyle, że świetnie wyszedł podwójny Shining Wizard jak i późniejszy Figure 4 LegLock i STF, które zmusiło do poddania Tenzana. 

Najpiękniejszy jednak moment nastał po walce, bo w ramach upamiętnienia legendarnego Hashimoto, który zmarł w 2005 roku Keiji oraz Masahiro zawiązali sobie na głowach bandaż czyli znak rozpoznawczy swojego zmarłego kolegi, byłego posiadacza tytułu najdłużej panującego mistrza IWGP Heavyweight.

Zwycięzca: Keiji Mutoh & Masahiro Chono (18:43)


Podsumowując było to naprawdę solidne show, które dopiero co zdobywało uznanie u fanów. Oczywiście wcześniej odbywały się gale 4th January Tokyo Dome Show, ale pisząc o Wrestle Kingdom jakby wcześniej nie było nic, to było dobrze. Jedna wspaniała, jedna świetna, a reszta wahała się między dobrym, a średnim starciem. Pomińmy proszę walkę nr. 4.
Patrząc na późniejsze karty, to sądzę, że ta gala nie ma się czego wstydzić.

Jak wypadła druga odsłona tej gali? O tym dowiecie się już jutro w pierwszy dzień świąt! 

Ja za to życzę Wam dzisiaj Wesołych Świąt i oczywiście spełnienia wrestlingowych marzeń. 

O Autorze

Wielki fan wrestlingu od 2008 roku. Kibicował Juice'owi Robinsonowi już w 2016 roku! Lubi też Deana Ambrose'a, KUSHIDĘ i Hiromu Takahashiego. Poza wrestlingiem lubi też piłkę nożną(kibic Manchesteru United i Valencii) Uwielbia również filmy, seriale(Bojack, R&M, Family Guy)

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany