Elimination Chamber to ostatni przystanek dla brandu RAW przed nadchodzącą wielkimi krokami WrestleManią 34. Najbardziej podczas tego eventu czekaliśmy oczywiście na dwa Elimination Chamber Matche, w których mieliśmy poznać mistrzynię kobiet RAW oraz rywala Brocka Lesnara o pas Universal w Main Evencie WrestleManii.

Poza tym w karcie znalazły się również takie pojedynki, jak Nia Jax vs. Asuka, Matt Hardy i Bray Wyatt mieli zakończyć swoją długą rywalizację oraz Titus WorldWide stanęło przed szansą na pokonanie The Bar po raz czwarty, tym razem na szali znalazły się jednak mistrzostwa RAW Tag Team. Ah tak… był jeszcze Kick-Off.

Jak wypadło więc lutowe PPV od WWE? Czy było lepiej od zeszłorocznej edycji tego gali, która wtedy była ekskluzywna dla SmackDown? Pora się przekonać! Zapraszam do zapoznania się z WIW Ocenia.


Match #1
Kick-Off
Tag Team Match
Luke Gallows & Karl Andeson vs. Bo Dallas & Curtis Axel – * i 1/2*

Doskonale wiedzieliśmy jeszcze przed startem, że nie powinniśmy oczekiwać zbyt wiele po tym zestawieniu. Może jednak jakieś pozytywne zaskoczenie? Dobre wejście w gale poprzez Kick-Off? Nie. Zdecydowanie nie. Byliśmy świadkami żmudnego obijania Karla Andersona przez podopiecznych Miza, które sztucznie wydłużało czas trwania pojedynku. Nie znajdziecie tutaj absolutnie nic ciekawego, a dla mnie zagadką jest czy Mojo Rawley vs. Curt Hawkins z zeszłorocznego Kick-Offu przypadkiem tego nie przebiło. Kiepskie kilka minut. Wynik do przewidzenia, walka do zapomnienia.

Zwycięzcy: Luke Gallows & Karl Anderson (08:50)


Match #2
RAW Women’s Championship
Elimination Chamber Match
Alexa Bliss (c) vs. Mandy Rose vs. Sonya Deville vs. Mickie James vs. Bayley vs. Sasha Banks – *** i 1/4*

Naprawdę pozytywne zaskoczenie. Po bardzo kiepskim Royal Rumble Matchu byłem pełny niepokoju i sceptycyzmu w temacie kobiecego pojedynku w komorze eliminacji. Tymczasem dostaliśmy coś przyzwoitego, gdzie w zasadzie nie pojawiły się większe botche związane z debiutem wszystkich pań w konstrukcji. Kolejność wejść była rozsądnie rozpisana i do przewidzenia, jednak w tym pozytywnym kontekście.

Prawdziwy pojedynek rozpoczął się jednak dopiero, gdy w klatce zostały już tylko Sasha Banks, Bayley i Alexa. Tam pojawiły się emocje, kilka świetnych momentów i ładnych akcji. Gonienie mistrzyni po ścianie klatki wyglądało zabawnie, jednak było czymś dobrze przedstawionym i jednocześnie nowym. Opener ten mógł dostać spokojnie jeszcze wyższą ocenę, jednak zostajemy przy *** i 1/4* ze względu na średnio przedstawiony heel turn albo po prostu rywalizację Sashy z Bayley. To czy Banks po tym zmieni stronę mocy, dowiemy się po RAW, ponieważ podobne wnioski mogliśmy wyciągnąć po Royal Rumble, jednak WWE postanowiło jeszcze się wstrzymać z całkowitym turnem. Był to jednak naprawdę przyjemny i konkretny pojedynek.

Zwyciężczyni: Alexa Bliss (29:35)


Match #3
RAW Tag Team Championship
Tag Team Match
Sheamus & Cesaro (c) vs. Apollo & Titus O’Neil – ** i 3/4*

Raczej nikt nie wierzył w to, że Titus WorldWide zwycięży po raz kolejny z The Bar i zgarnie mistrzostwa RAW Tag Team. Dodatkowo, wydaje mi się, że niektóre z ich walk na RAW stały na lepszym poziomie niż ta z PPV. Dużą winę ponosi w tym przypadku booking, ponieważ to Apollo był obijany, a Titus miał wskoczyć na hot tag. Gabarytowo pasuje to idealnie, jednak to człowiek, który niedawno utracił nazwisko Crews, ma zdecydowanie większe momentum i jego wejście po tym, jak mistrzowie obijaliby O’Neila, wywołałoby lepszą reakcje i po prostu wydaje mi się, że lepiej by wyszło. Pretendenci nie dostali momentu, w którym mogli zgarnąć mistrzostwa, jednak jednocześnie był to solidny pokaz Tag Teamowy. Jak możecie zobaczyć, na gali były gorsze walki.

Zwycięzcy: Sheamus & Cesaro (09:53)


Match #4
Singles Match
Nia Jax vs. Asuka – ** i 1/2*

Jeżeli chodzi o walki poza Elimination Chamber Matchami, to właśnie w tym zestawieniu pokładałem największe nadzieje. Tymczasem była to najkrótsza walka na gali (różnice niewielkie, jednak takie są fakty). Nia była naprawdę bardzo mocno przedstawiona na drodze do tego PPV. W samej walce jednak nie było tego kompletnie widać. Jasne, dominowała nad Asuką i to ona miała przez znaczą większość czasu inicjatywę, jednak streak tak naprawdę w żadnym momencie nie był zagrożony. Nie chodzi o wiarygodny Kick-Out, czy emocje, które wyrwałyby nas z krzeseł, a raczej o finisher lub konkretną serię akcji, która zbliżyłaby Jax do zwycięstwa. Kuzynka The Rocka atakowała, jednak nie były to ataki, które złamałyby Asuke w pół. Zawód.

Zwyciężczyni: Asuka (08:12)


Match #5
Singles Match
Matt Hardy vs. Bray Wyatt – * i 1/2*

Co-Main Event (nie licząc segmentu Rondy) trwający 10 minut i jednocześnie będący na poziomie Kick-Offu? To możliwe. Początek był naprawdę obiecujący. Szukanie Matta przez Braya. Pasowało to do gimmiku Hardy’ego i tego całego szaleństwa, które z różnym skutkiem jest budowane wokół tych zawodników. Przez chwilę pomyślałem nawet, że faktycznie w trakcie tego pojedynku pojawi się Jeff w nowym gimmicku. Tymczasem poza tym ciekawym początkiem… nie dostaliśmy absolutnie nic. Publika tak bardzo miała gdzieś ten pojedynek, że aż powróciła Beachball Mania, co było wręcz splunięciem w twarz wrestlerów. Trzeba jednak przyznać, że wydarzenia w kwadratowym pierścieniu nie były zbyt ekscytujące. Podstawowe akcje, nic więcej. Walka do pierwszego finishera. Taka jakość pojedynków zazwyczaj jest spotykana na House Showach, ponieważ nawet RAW ostatnio posiada lepsze pojedynki.

Zwycięzca: Matt Hardy (09:56)


Main Event
#1 Contender’s Match for WWE Universal Championship at WrestleMania 34
Elimination Chamber Match
Roman Reigns vs. Elias vs. Finn Balor vs. Seth Rollins vs. John Cena vs. Braun Strowman vs. The Miz – *** i 1/2*

Żebyście mieli jakikolwiek kontekst mojej oceny, która dla wielu może wydać się kontrowersyjna. Wszystkie walki oprócz Main Eventu oglądałem na żywo, a dzisiaj wracałem do nich po raz drugi. W przypadku tego Elimination Chamber widziałem go jednak tylko raz, jednocześnie byłem bombardowany od rana, że kobiety spisały się lepiej niż mężczyźni. Obejrzałem więc ten czterdziestominutowy pojedynek, jednocześnie wiedząc, kto zwyciężył, ponieważ wiadome to było od minimum kilku miesięcy.

Dlaczego jednak ocena jest wyższa niż w przypadku kobiet? Do rzeczy. Po pierwsze, tak jak w przypadku kobiet, kolejność wejść do pojedynku była dobrze wybrana. Rollins i Balor idealnie pasowali do Miza, żeby rozpocząć to starcie. Sekwencja z Three Way’em była całkiem udana, później również podobał mi się Fatal Four Way z Ceną. Lecąc po kolei, następnym momentem na plus, jest dominacja Romana i jego oczekiwanie na Strowmana. Braun pokazał się w tej walce z fenomenalnej strony, został zabookowany potężnie. Wejście na komorę i zrzucenie z niej The Miza? Świetny moment. Coś to jednak przebiło. Jednym z najlepszych momentów tej walki, moim zdaniem, jest bezapelacyjnie seria finisherów od uczestników walki na Strowmanie, gdy ten oczekiwał na wejście Eliasa. Powerbomb w stylu The Shield? Kick-Out na jeden po AA od Ceny? Kick-Out po Spearze? Zwłaszcza po finisherze Romana wydawało się, że dla Brauna jest to już koniec, tymczasem był to dopiero początek. Jedynym minusem sytuacji, którą opisuje, jest fakt, że Balor, Cena, Rollins i Reigns kompletnie zignorowali Brauna po akcji od Finna, zamiast wrzucać go do ringu.

Następnie dostaliśmy wejście Eliasa, które dokładnie w ten sposób sobie wyobrażałem. Pin na niemal każdym z rywali. Idealnie przedstawiło to jego charakter. Następnie Braun po prostu zaczął dominować. Po Mizie, który odpadł stosunkowo wcześnie, wyeliminował jeszcze czterech kolejnych zawodników, co zdecydowanie zapisze się w historii Elimination Chamber Matchów. Przechodząc płynnie do końcówki, to wybór Rollinsa, jako osoby, która obok Romana i Brauna zostanie w finałowej trójce oraz pobije rekord długości pobytu w tej walce, był idealny. Widać, że Gauntlet Match nie był jednorazowym wymysłem Creative Teamu, a może faktycznie mają oni dla niego jakieś konkretne plany i pomysł.

Przechodzimy do wisienki czy też truskawki na torcie tego WIW Ocenia. Roman Reigns eliminuje Brauna Strowmana, który w przeciągu 15 minut wyeliminował pięć osób. Przegięcie? Roman znowu wpychany do gardeł? Nie. Tak jak wspomniałem na początku tego opisu, wszyscy dobrze wiedzieliśmy, kto wyjdzie zwycięsko z tej walki. Braun wyglądał tutaj dwa razy lepiej niż ktokolwiek inny w klatce podczas gali. Jednocześnie przyjął już serię finisherów, stąd też naturalna jego eliminacja w taki, a nie inny sposób. Wydaje mi się, że WWE zrobiło sporo w temacie tego, abyśmy jakoś przyjęli ten EC Match, a głównie jego wynik, bez wielce wzburzonych reakcji.

Atak po walce to może jakiś promyk nadziei. Strowman bookowany w ten sposób powinien iść na WrestleManii tylko na Brocka, jednak wiemy, że nie było mu to pisane. Co, jeśli, gdy dodamy go jako trzeciego do tego starcia? Wydarzenia po zwycięstwie Reignsa mogą otwierać do tego furtkę.

Zwycięzca: Roman Reigns (40:10)


Podsumowanie: Przed galą obstawiałem, że to PPV może być lepsze niż jego zeszłoroczne wydanie oraz nadchodzące FastLane od SmackDown. Czy jednak Elimination Chamber 2018 stanęło na wysokości zadania? Ciężko wygłosić jednoznaczną opinię na ten temat. Na pewno oba Elimination Chamber Matche stały na minimum dobrym poziomie, co chyba jest najważniejsze, biorąc pod uwagę nazwę tego PPV. Jednocześnie jednak pozostałe pojedynki to co najwyżej przeciętne pokazy, które nie wniosły nic, jednak to najprawdopodobniej efekt położenia tej gali, czyli mostu pomiędzy Royal Rumble, a WrestleManią. Finalnie więc walki w klatkach są godne polecenia, a reszta raczej do pominięcia. Z nadzieją spoglądam na Backlash, ze względu na łączone PPV, to powinno pomóc w kwestii jakości tych gal.

O Autorze

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany