WIW

WIW Ocenia: WWE Royal Rumble 2018

Royal Rumble rozpoczyna drogę do WrestleManii. Sam koncept walki wieczoru jest o tyle ciekawy, że nieważne jak słaby rok WWE może mieć za sobą, na to styczniowe PPV po prostu się czeka, jak na żadne inne. W tym roku byliśmy świadkami historycznego wydarzenia, ponieważ po raz pierwszy zorganizowany został Royal Rumble Match kobiet. Im więcej Rumble tym lepiej, prawda? Poza tytułowymi pojedynkami dostaliśmy trzy walki w Kick-Offie, w tym Open Challenge o tytuł U.S.

Główna karta za to składała się dodatkowo z dwóch walk o tytuły Tag Team oraz dwóch walk o główne tytuły mistrzowskie każdego z brandów. Warto również podkreślić, że tegoroczne Rumble nie miało jednego faworyta, jak miało to miejsce m.in. w 2014 i 2015 roku. Wystarczyło więc rozsiąść się wygodnie i czekać na to, co WWE nam zaserwuje.

Jak jednak wypadło to PPV z wielkiej czwórki? Czas na oceny i opis walk, czyli charakterystyczną dla WIW serię „WIW Ocenia”.

Match #1
6-Man Tag Team Match
Kalisto, Lince Dorado & Gran Metalik vs. TJP, Jack Gallagher & Drew Gulak – ** i 1/2*

Przyjemny pokaz umiejętności Cruiserweightów. Luchadorzy zgarniają bodajże trzecie zwycięstwo z rzędu w walkach trzech na trzech. Na tamten moment nie znaliśmy generalnego managera 205 Live, więc dywizja była na swój sposób zamrożona (Zawodnicy z 205 nie pojawili się także na RAW). Tutaj jednak dostali sporo czasu i pojawiły się nawet komediowe wstawki, jak kłótnia na linii Gallagher-Gulak o No Fly Zone. TJP zostaje przypięty i to tylko podkreśla jego gimmick wrestlera, który wygrał CWC i tylko do tego się odwołuje od tygodni, ponieważ obecnie kompletnie mu nie idzie.

Zwycięzcy: Kalisto, Lince Dorado & Gran Metalik (13:14 – z reklamami)


Match #2
Tag Team Match
The Revival (Scott Dawson & Dash Wilder) vs. The Good Brothers (Karl Anderson & Luke Gallows) – ** i 1/4*

Rewanż za RAW 25 i starcie z gatunku tych, które w zasadzie nikogo nie obchodziło, jednak znalazło się na gali z powodu 2-godzinnego Kick-Offu. Revival na szczęście wygrywa, tym samym udanie rewanżując się za jubileuszowe RAW. Dawson i Wilder pokazali kilka sztuczek ze swojego arsenału, jednak to wciąż nie jest ta drużyna, która zachwycała nas w NXT. Walka głównie opierała się na podstawowych ruchach i wszystko toczyło się w przeciętnym tempie, dlatego też nie było w tym Tag Team matchu nic nadzwyczajnego.

Zwycięzcy: The Revival (09:13)


Match #3
WWE United States Championship
Open Challenge
Bobby Roode (c) vs. Mojo Rawley – **

Open Challenge zawsze wzbudza emocje, ponieważ jest to furtka do ewentualnego debiutu lub powrotu. O ile nie chciałem zobaczyć tutaj Dolpha Zigglera, tak Adam Cole pasowałby nieźle. Dostaliśmy jednak Mojo Rawley’a i walka był po prostu kiepska. Roode obecnie ma taki styl walki, że będąc tym prowadzącym starcie, ciężko mu zaciekawić. Mojo tym bardziej nie jest ringowym wirtuozem i z tego w rezultacie wyszło, co wyszło. Wynik pojedynku znany był już, gdy tylko usłyszeliśmy theme song Mojo, żadnej niespodzianki nie uświadczyliśmy. Zmarnowany potencjał.

Zwycięzca: Bobby Roode (07:37)


Match #4
WWE Championship
Handicap Match
AJ Styles (c) vs. Sami Zayn & Kevin Owens – ***

Przechodzimy do głównej karty! Ostatni przypadek, gdy WWE Title Match rozpoczynał PPV, miał miejsce podczas No Mercy 2016 i w tamtym pojedynku również brał udział AJ Styles. Co za ciekawostka. Przechodząc jednak do samego Handicap Matchu, to zaczął się on ciekawie. Sami i Kevin pokazali mistrzowi, jak dużą posiadają przewagę przez sam fakt, że mogą się ze sobą zmienić. Z czasem jednak AJ zaczął dawać sobie rade z pretendentami. Jeżeli chodzi o jakość wyczynów w ringu, to najlepiej się to oglądało, gdy w kwadratowym pierścieniu AJ znajdował się z Zaynem. Kevin był chyba lekko oszczędzany ze względu na jego domniemaną kontuzję. Wszystko zakończyło się w nieco kontrowersyjny sposób, który jak już wiemy, z czasem powinien doprowadzić do rozłamu najlepszych przyjaciół.

Zwycięzca: AJ Styles (15:51)


Match #5
WWE SmackDown Tag Team Championship
2 out of 3 Falls Match
The Usos (c) vs. Chad Gable & Shelton Benjamin – ***

Pomimo tego, że wynik 2-0 i samo zwycięstwo Usos jest dość zaskakujące, a do tego końcówka wyglądała na botch Chada Gable, to było to naprawdę przyzwoite starcie. Od początku obie drużyny chciały ruszyć po pierwszy punkt, co ładnie przedstawiło nam, jak ważny jest pierwszy fall w tego typu walkach. Później tempo zwolniło, a Gable i Benjamin zaczęli obijać jednego z braci Usos. Po kilku minutach doszło do hot tagu i znów wróciliśmy na właściwe tory. W pewnym momencie doszło nawet do near-falli przy pierwszym przypięciu, aż w pewnym momencie można było zapomnieć o stypulacji tej walki. Stworzyli emocje przy pierwszym punkcie. Za to plus. Przy stanie 1-0 jeden z braci (nie pokuszę się o pisanie który) boleśnie wylądował za ringiem, jednak to była jedyna konkretna rzecz, jaką pretendenci zrobili podczas walki o drugi fall. Wciąż uważam, że fakt, iż Gable nie doleciał do przerwania pinu, mógł być botchem. Rzadko w takich walkach w ten sposób się je kończy.

Zwycięzcy: The Usos (13:51)


Match #6
30-Man Royal Rumble Match**** i 1/4*

Był to bez wątpienia jeden z najlepszych Royal Rumble Matchy w historii. Ale dlaczego ShowOff? Przecież to było nudne i w sumie to kobiety były lepsze, bo sporo powrotów a tu co? Hurricane? Serio? Niemal każde wejście miało tutaj jakoś cel i było nieźle wykorzystane. Przyczepić się jednak oczywiście można. Goldust jako 29, Titus O’Neil jako 25 czy też takie pojawienia się godne zapomnienia jak Jinder Mahal lub Apollo Crews. Tego wszystkiego jest jednak, w porównaniu do poprzednich Rumble, stosunkowo niewiele. Znacznie więcej znajdzie się oczywiście plusów.

Wysłanie Ruseva z numerem jeden było świetnym ruchem, biorąc pod uwagę, jak bardzo over jest obecnie Bułgar. Do tego dodano Balora, czyli „Iron Mana” tegorocznej walki. Następny godny zapamiętania moment to Baron Corbin niszczący wszystkich uczestników po eliminacji. Oryginalny motyw, trzech zawodników jest w walce, jednak ring jest pusty. Następnie mamy Heatha Slatera, który czołgał się do ringu przez kilkanaście minut. Elias skorzystał z wyczyszczonego ringu i dał koncert, czyli coś, co mogliśmy w ciemno obstawiać, że się wydarzy. Bardzo dobrze wypadł Andrade „Cien” Almas, który chyba jeszcze bardziej zyskał w oczach fanów po walce dzień wcześniej na TakeOver. Tye Dillinger po raz drugi jako dziesiąty, jednak tym razem nie wziął udziału w walce. To dobry motyw z tego powodu, że jeżeli kogoś miano zaatakować, aby Sami wszedł do RR Matchu, to Tye był idealnym wyborem. Matt Hardy i Bray Wyatt eliminujący siebie nawzajem, świetne nawiązanie do ich gimmicków. Uchrona przed eliminacją w wykonaniu Kofiego może nie była tak dobra, jak w poprzednich latach, jednak zarazem była lepsza niż rok temu.

Gdy doszliśmy do finałowej szóstki i staredownu nowa era vs. stara era emocje po prostu wisiały w powietrzu. Było to piękne zaakcentowanie tego, jak bardzo zmieniło się WWE w ostatnich latach. Mysterio więc się przydał, a nie był tylko powrotem w ramach powrotu. To samo Hurricane, miał coś do zrobienia i to zrobił. Tak powinny wyglądać powroty w RR Matchach, zamiast być bezcelowymi zapychaczami. Ostatnia czwórka dostała naprawdę masę czasu i tam można było uwierzyć absolutnie w zwcyięstwo każdego z zawodników. Trwało to w dodatku bardzo długo, a Nakamura wyrzucający Reignsa i Cene tylko podbudował się w ten sposób.

Czy jednak to starcie nie miało żadnych większych wad? Miało jedną, a było nią pojawienie się Dolpha Zigglera. Powinien on utrzymać się niemal do końca, podczas gdy wyleciał, gdy w ringu było siedem osób. W dodatku jego powrót zosał kompletnie niewykorzystany. Spędził w ringu zaledwie dwie minuty. Było to tragicznie przeprowadzone. Mimo wszystko jednak, uważam wciąż, że była to świetna walka.

Zwycięzca: Shinsuke Nakamura (1:05:29)


Match #7
WWE RAW Tag Team Championship
Seth Rollins & Jason Jordan (c) vs. The Bar (Sheamus & Cesaro) – ** i 1/4*

Pierwsza walka po godzinnym, emocjonującym Royal Rumble Matchu. Efekt? Publika na arenie i widzowie oglądający gale byli w większości po prostu zmęczeni. Po tym, jak Rollins, Cesaro i Sheamus pojawili się w Royal Rumble Matchu, można było przewidzieć, że mistrzowie stracą tytułu przez Jordana. Ciężko jednak było przewidzieć sposób tej porażki. Jordan dostał migreny i uznał, że w sumie nie chce walczyć. Wszystko było mocno naciągane, bo lepiej wyszłoby po prostu wyniesienie go z areny. Tymczasem Jason spędził 3/4 walki nie robiąc nic i sprzedając uraz. W efekcie otrzymaliśmy kolejny już tej nocy Handicap Match, dlatego też ciężko było to oglądać. Słaba walka.

Zwycięzcy: Sheamus & Cesaro (12:46)


Match #8
WWE Universal Championship
Triple Threat Match
Brock Lesnar (c) vs. Kane vs. Braun Strowman – ** i 1/4*

Ciężko to nawet sensownie skomentować. Kane wydawał się być kulą u nogi i osobą tylko do odliczenia w tym zestawieniu. Tak się faktycznie stało, jednak cały pojedynek wyglądał jeszcze gorzej, niż można to było założyć. Najgłośniej mówi się teraz w kontekście tej walki o kłótni na linii Strowman-Lesnar i nie do końca markowanych ciosach, jakie wymierzyli sobie ci dwaj panowie. Poza tym zdarzyło się kilka innych błędów, w tym stół, który złamał się po tym, jak Strowmana na nim oparto. Co za hardcore’owa akcja! Do tego oczywista wymiana finiszerów, jednak emocji w tym żadnych. Najgorsza walka z udziałem Lesnara od dawien dawna. Ze Strowmanem nie ma chemii, a Kane był tam niepotrzebny.

Zwycięzca: Brock Lesnar (10:59)


Main Event
30-Woman Royal Rumble Match** i 3/4*

Ta walka to dowód na to, że duża ilość powrotów nie służy Royal Rumble Matchom. Na 30 kobiet, które wzięły udział w tej walce, aż 11 było byłymi zawodniczkami lub part-timerkami. Przez to powroty nie wydały się niczym specjalnym. Mówimy o rewolucji kobiet i traktowaniu ich wreszcie na serio, a później w Royal Rumble Matchu powracają Kelly Kelly oraz Torrie Wilson. Serio? Przez to, jak dużo pojawiło się byłych zawodniczek, jedna z nich (Michelle McCool) ustanowiła rekord eliminacji w tej walce. Akurat występ Michelle był najlepszy, jeżeli chodzi o legendy, jednak nie w tym problem.

Royal Rumble Match powinien pomóc się wypromować. Powroty legend są fajne, jednak dobrze wiemy, że nie wygrają one walki. No bo czy ktoś wierzył w Michelle? Torrie? Lite? Trish? Jacquelline? Beth? Wbrew pozorom, jeżeli chodzi o osobę spoza aktywnego rosteru, która jednak coś fajnego do samej walki wniosła (jak Hurricane w walce mężczyzn), to najlepiej spisała się Vickie Guerrero. Zrobiła to, co miała zrobić, a następnie wyleciała. Jest to o wiele lepsze niż bezczynne egzystowanie w ringu przez kilka minut. Jeżeli chodzi o cokolwiek na przyszłość, to zbudowano tutaj tylko heel turn Sashy Banks, która zaczęła aktywować w swojej postaci ciemną stronę mocy. Teraz dotarliśmy jednak do największego minusu tej walki. Dolph Ziggler jako 30 spędza dwie minuty w ringu? Zapomnijcie o tym, ponieważ oto pojawiła się Ronda Rousey.

Niemal godzina walki o miano pretendentki do tytułu na WrestleManii, każda z zawodniczek chce to osiągnąć, chce przejść do historii. Asuka ma swój moment, czekamy, aż wybierze swoją rywalkę i nagle… Ronda Rousey kradnie jej spotlight, wskazuje na logo WrestleManii i w ten sposób spuszczamy całą ideę Royal Rumble Matchu w toalecie. Bo po co walczyć, skoro można wyjść po walce i wskazać palcem na logo WrestleManii? Jestem fanem Rondy i jej pojawienia się w WWE, jednak sposób, w jaki zostało to przeprowadzone, był po prostu tragiczny. Asuka straciła swój moment i waga jej zwycięstwa została zmniejszona do minimum. Całkiem inaczej, dużo lepiej, by to wyglądało, gdyby Ronda weszła jako numer 30 zamiast Trish Stratus i wygrała pojedynek. Problem z ubezpieczeniem i kręceniem filmu? Nie musiałaby mieć szczególnego kontaktu fizycznego z rywalkami. Można było jednak zrobić coś całkowicie innego i… nie dawać jej na gali! WWE jednak nie potrafiło nie skorzystać z okazji, jednak w ten sposób zrobiło wielką krzywdę swojej dywizji kobiet.

Zwyciężczyni: Asuka (59:00)


Podsumowanie: Po gali Royal Rumble najgłośniej mówiło się o Royal Rumble Matchach, co wydaje się zrozumiałe. Gdy jednak show się skończyło, więcej było dyskusji na temat tego, co zrobiono źle, aniżeli tego, jak dużo dobrego, zwłaszcza w Royal Rumble Matchu mężczyzn, udało się stworzyć. Poza głównymi walkami reszta karty właściwie nie istniała. Cztery title matche w PPV rozczarowały, bo wszyscy chyba spodziewaliśmy się znacznie lepszego poziomu walk o tytuły RAW (Tag Team i Universal), SmackDown w tej batalii wypadło lepiej, jednak nie na tyle dobrze, by porwać wszystkich poziomem ringowym pojedynków. W przypadku niebieskiego brandu było po prostu przyzwoicie. Gala jednak na długo zostanie zapamiętana, co można uznać za sukces pierwszego w tym roku PPV od WWE.

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

KOMENTARZE

*

*