WIW OCENIAWWE

WIW Ocenia: WWE Super ShowDown

Gale WWE organizowane w Arabii Saudyjskiej zawsze tworzą wokół siebie sporo kontrowersji. I nie jest to spowodowane wyłącznie negatywnym nastawieniem społeczeństwa do tego kraju, ponieważ swoje robią też karty walk owych gal. Najczęściej ściągani są tam zawodnicy, którzy swoją karierę zakończyli już dawno. Do tego sporo walk nie ma prawie żadnej podbudowy albo robione są dosyć na siłę. Czy tym razem również wyszło tak tragicznie? A może WWE zdołało się obronić i nareszcie zaserwowali nam dobre show?


WWE Universal Championship Match

Seth Rollins (c) vs Baron Corbin – ***

Pierwsza walka w głównej karcie i już pierwsze pozytywne zaskoczenie. Gdy widzi się Barona Corbina przy zapowiedzi jakiegoś pojedynku, od razu oczekuje się czegoś słabego. To nie było słabe. Nie była to bardzo dobra walka, jednak coś tam pokazali. Znowu Rollins udowodnił, że potrafi wykręcać dobre walki z każdym. Wiemy już, że dojdzie do następnej walki pomiędzy tymi zawodnikami na Stomping Grounds. Dzięki temu pojedynkowi jestem bardziej optymistycznie nastawiony do tego zestawienia. Tutaj bardzo dużo działo się wokół sędziego, a Rollins sprzedawał uraz po tym, jak Brock zaatakował go na ostatnim RAW. Podczas następnego pojedynku Seth zapewne otrzyma więcej swobody i ofensywy, a motywu sędziego nie będzie. To oznacza, że skoro teraz nie wyglądało to źle, to za dwa tygodnie może to wyglądać bardzo dobrze. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że może to być jedna z lepszych, o ile nie najlepsza solowa walka Corbina w karierze.

Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się po walce, to nie ma co się rozpisywać. Widać, że Lesnar nie zrealizuje kontraktu w najbliższym czasie, a WWE chce jak najdłużej ciągnąć motyw z tym, że za niedługo Brock wykorzysta walizkę, aby podnieść ratingi tygodniówek oraz zwiększyć cheer na Setha. Możliwe też, że Brock odłączy się od Heymana, chociaż mocno w to wątpię, ponieważ ten rozpad był wielokrotnie teasowany, a ostatecznie nic z tego nigdy nie wyszło.

Zwycięzca: Seth Rollins (11:15)


WWE Intercontinental Championship

„The Demon” Finn Balor (c) vs Andrade – *** i 1/4*

Balor oraz Andrade od tegorocznej WrestleManii walczyli już ze sobą kilka razy. Niestety, za każdym razem ich walka nie sprawiała wrażenia tak dobrej, jak mogła być. Tym razem nie było inaczej i pomimo kilku dobrych sekwencji, nie było czego chwalić. Obaj panowie wielokrotnie pokazywali, że są bardzo utalentowanymi zawodnikami. Bardzo ubolewam nad tym, że po raz kolejny nie pokazali tak wysokiego poziomu. Co prawda była to moim zdaniem najlepsza walka na gali, jednak ciężko powiedzieć, że skradła ona show. I tak jak na tę dwójkę był to bardziej zawód niż pozytywne zaskoczenie.

Title run Balora z tytułem Interkontynentalnym nie należy do najlepszych. Po kimś takim, jak on możemy się spodziewać naprawdę świetnych starć, a dostajemy same niewypały. Andrade nie stracił za dużo na tej porażce, bo w końcu przegrał z Demonem, który jest niepokonany, a sam ex-Almas i tak nie ma zbyt mocnej pozycji w rosterze i jedna porażka o tytuł mu nie zaszkodzi.

Zwycięzca: Finn Balor (11:35)


Singles Match

Shane McMahon vs Roman Reigns – * i 1/2*

Chyba nikogo nie zaskoczyło, że ten pojedynek był słaby. Shane McMahon to osoba, która dobrze wygląda jako dodatek do walk. Radzi sobie w Tag Team Matchach lub starciach z jakąś ciekawszą stypulacją, jednak Singles Matche zdecydowanie nie są jego bajką, a Roman pomimo wszelkich postępów, jakie poczynił na przestrzeni ostatnich lat, nie jest osobą będącą w stanie dobrze poprowadzić kogoś takiego jak Shane. Starcie było bardzo powolne i potwornie się dłużyło. Nie otrzymaliśmy absolutnie nic, z czego moglibyśmy zapamiętać tę walkę. Wszystko opierało się na tym, że Shane próbował zmusić przeciwnika do poddania się, jednak wszyscy wiemy, jak wyglądają dźwignie McMahona.

Walka oraz jej wynik to oczywista podbudowa do kolejnego starcia Romana z McIntyrem na Stomping Grounds. Roman przegrał teraz, aby odkuć się za dwa tygodnie. Na całej sytuacji cierpi najbardziej sam Szkot, który po raz kolejny przegra walkę tylko po to, by podbudować osobę, która tej promocji nie potrzebuje. Niestety, im bardziej w to idziemy, tym bardziej myślę, że Drew nie odniesie w tej federacji większych sukcesów.

Zwycięzca: Shane McMahon (9:15)


3-on-1 Handicap Match

Lucha House Party vs Lars Sullivan – * i 1/4*

Tutaj będzie krótko, ponieważ nie za bardzo jest się o czym rozpisywać. Lars od debiutu jest pokazywany jako psychol, który niszczy losowych zawodników. No dobra, zawsze coś. Jednak dlaczego ktoś z takim gimmickiem wygrywa swoją pierwszą walkę w głównym rosterze przez dyskwalifikację? Jego wygrana wydawał się oczywista, ale jednak WWE chce z jakiegoś powodu chronić Lucha House Party, które i tak przez zwycięstwa z The Revival nie ma już za dużego poparcia u fanów. Federacja chce też przedłużyć rywalizację Larsa z luchadorami, a ja nie widzę w tym żadnego sensu. Lars i tak nie zyska na tym tak dużo, jak mógłby nawet jeśli ostatecznie wygra, a Lucha House Party nie ma żadnej potrzeby wygrywać z solowym zawodnikiem, skoro i tak mają przewagę liczebną.

Zwycięzca: Lars Sullivan (5:15)


Singles Match

Triple H vs Randy Orton – ** i 1/4*

Pojedynek między Trpiple H’em a Ortonem z WrestleManii XXV jest uważany za jedno z największych rozczarowań w historii WWE. Tym razem było inaczej… ponieważ nikt żadnych oczekiwań nie miał. Randy już od kilku lat prezentuje bardzo powolny styl, a Triple H, pomimo iż naprawdę dobrze się trzyma, już od dawna nie zaprezentował nam nic ciekawego, jeśli chodzi o umiejętności ringowe. Odnoszę wrażenie, że jedyną akcją jak padła w tym starciu jest headlock.

Zwycięstwo Randy’ego było dosyć oczywiste, ponieważ w końcu to on w tym zestawieniu jest jeszcze full-timerem oraz jest jedną z najbardziej chronionych postaci w rosterze, więc nie ma co się dziwić. Wiadomo, że ta wygrana nic mu nie dała, ale tak naprawdę to prawie żaden z wyników na tej gali nic nie zmienił.

Zwycięzca: Randy Orton (25:45)


Singles Match

Bobby Lashley vs Braun Strowman – **

Nikt nie miał żadnych oczekiwań wobec tego starcia i bardzo dobrze, ponieważ nic ciekawego w nim nie było. Wszystko, czego mogliśmy się spodziewać po pojedynku dwóch gigantów, którzy poza okazałą sylwetką nie prezentują sobą absolutnie nic. Najgorsze jest to, że taki pojedynek można było naprawdę ciekawie rozpisać, i to w taki sposób, aby żaden z uczestników dużo nie stracił. Jednak tutaj WWE postanowiło pójść po linii najmniejszego oporu.

Braun błąka się po rosterze w tej samej pozycji już od kilku miesięcy. Niby jest bardzo chroniony i przeciwnicy mają z nim problemy, ale od tytułów trzyma się z daleka. Jest to dosyć irytujący booking, ponieważ z tego powodu traci nie tylko Braun, ale również jego rywale, którzy tracą całą swoją wiarygodność na marne. Niech już Strowman pójdzie na Samoa Joe i może nawet wygrać ten tytuł, bo przynajmniej mniej osób na tym ucierpi.

Zwycięzca: Braun Strowman (8:20)


WWE Championship Match

Kofi Kingston (w/ Xavier Woods) (c) vs Dolph Ziggler – ** i 3/4*

To zestawienie było wymieniane jako prawdopodobnie jedno z najlepszych na tej gali, a być może nawet jedyna dobra. Niestety, pojedynek był słaby. Tempo było naprawdę powolne i nie ujrzeliśmy dosłownie nic, co mogłoby zostać w naszej pamięci na dłużej. Nie było momentu, w którym pomyślałbym, że Dolph może zostać nowym mistrzem. Prawda jest jednak tak, że nie ważne co by WWE zrobiło, obecny Ziggler nie jest ani trochę wiarygodnym pretendentem do głównego tytułu. Końcówka mogła zdziwić wiele osób, ponieważ Kofi nie obronił do końca czysto, jednak przecież wielokrotnie widzieliśmy już, jak członkowie New Day pomagają sobie w taki sposób i nigdy nie było to oznaką heelturnu.

Przy tej rywalizacji od samego początku towarzyszyło nam pytanie, czy Dolph Ziggler zostanie w telewizji na dłużej, czy został ściągnięty tylko na ten jeden raz, bo WWE nie mogło znaleźć lepszego przeciwnika. Po walce dowiedzieliśmy się, że na Stomping Grounds odbędzie się Steel Cage Match pomiędzy tą dwójką, więc Dolph raczej jeszcze nie zniknie. Możliwe, że do tego story znów wplącze się Kevin Owens i walka o WWE Championship stanie się Triple Threatem. Będąc szczerym mam taką nadzieję, ponieważ Steel Cage Matche w WWE nigdy nie należały do najlepszych, a idealnym tego dowodem jest Miz vs Shane z tegorocznego Money in the Bank.

Zwycięzca: Kofi Kingston (10:25)


50-Men Battle Royal – ***

Ta walka była największą zagadką przed galą. I nie ciekawił mnie aż tak sam wynik, a to, czy pomieszczą w ringu te 50 osób. Zdziwiło mnie, że nie było w tym starciu żadnej niespodzianki w postaci powrotu jakiejś legendy lub przynajmniej jakiegoś występu z NXT, których przy okazji zeszłorocznego Greatest Royal Rumble mieliśmy sporo. Innym zaskoczeniem były dla mnie solowe wejścia, które zazwyczaj dostają ci „najważniejsi” uczestnicy Battle Royalu. Tym razem byli to The Miz, Elias, Cesaro i Titus O’Neil, który miał być tym komediowym akcentem, ponieważ rok temu potknął się podczas wchodzenia do ringu i wylądował pod nim. Osobne wejście Cesaro może świadczyć o tym, że WWE rzeczywiście chce bardziej na niego postawić. Jest też opcja, że miał on być tam tylko zwycięzcą innego istotnego Battle Royalu, ale trochę to naciągane.

Podczas pojedynku otrzymaliśmy bardzo przyjemny staredown Viking Raiders, Heavy Machinery oraz powracających Authors of Pain. Prawdopodobnie i tak do niczego to nie prowadzi i miał być to tylko smaczek, ale fajnie było coś takiego zobaczyć. Zwycięzca był bardzo przewidywalny, ponieważ była to jedyna postać z NXT w tym zestawieniu, więc jej obecność mocno przykuwała uwagę. Czy Mansoor na tym zyska? Zapewne tak. Może jakiś push na tytuł North American lub Cruiserweight. Nie mam nic przeciwko, ponieważ po kilku jego walkach potrafię dostrzec w nim jakiś potencjał. Zaskoczyło mnie, że ostatnią wyeliminowaną osobą był akurat Elias. Widać, iż wciąż chcą go przedstawiać jako jednego z czołowych midcardowych heeli, pomimo tego, co wydarzyło się pomiędzy nim a Romanem Reignsem.

Zwycięzca: Mansoor (18:00)


Singles Match

The Undertaker vs Goldberg – ***

Ta walka ma sporo przeciwników i ja jak najbardziej to rozumiem. Sam nie odczuwałem praktycznie żadnego hype’u odnośnie tego zestawienia. Jednak kiedy zaczęło się wideo promujące pojedynek, zacząłem coś czuć. Wejścia Goldberga i Undertakera wywołały naprawdę sporo emocji. I odłóżmy na bok wszelkie żarty o tym, jak długie wejściówki mają obaj zawodnicy. Ja naprawdę poczułem, że w ringu stoją jedne z największych ikon pro-wrestlingu, które swoją karierę opierają na serii wygranych. W momencie, gdy sędzia rozpoczął walkę, pomyślałem że cały czar pryśnie i zacznie się festiwal botchy, jednak znów się zaskoczyłem. To prawda, Panowie nie pokazali nam nic nowego ani zaskakującego, ale przecież właśnie tak ta walka miała wyglądać. Zawodnicy zaprezentowali nam swoje firmowe akcje, dzięki którym zostali zapamiętani oraz pokazali, że pomimo wieku nie mają zamiaru iść na łatwiznę.

Wszystko wydawało się świetne, do momentu tego nieszczęsnego Jackhammera, gdzie Goldberg upuścił rywala, przez co obaj wylądowali w bardzo niebezpieczny sposób. Od tego momentu było widać, że z Goldbergiem jest coś nie tak, a krew na jego głowie raczej nie jest elementem charakteryzacji. Teraz wiemy, że nabawił się wstrząśnienia mózgu podczas uderzenia głową w narożnik. Undertaker nie był w stanie zakończyć walki przez Tombstone Piledriver, ponieważ bez współpracy Goldberga było to właściwie niewykonalne, dlatego ostatnią akcją tego meczu był Chokeslam. Ogromna szkoda, że to wszystko właśnie tak się zakończyło, ale być może WWE zrozumie, że ściąganie z emerytury tak wiekowych zawodników nie jest najlepszym pomysłem.

Zwycięzca: The Undertaker (8:35)


Podsumowanie: Jeśli ktoś stwierdził, że może sobie odpuścić tę galę, to miał rację. I nie piszę tak dlatego, że miała ona miejsce w Arabii. Mówię tak dlatego, że nic ona nie zmieniła. Każdy zawodnik jest dokładnie w tym samym miejscu, w którym był przed galą, mistrzostwa nie zmieniły właścicieli oraz sam poziom walk był po prostu zły. Widać było tutaj rozmach, na przykład podczas samych wejść zawodników, które w wielu przypadkach wyglądały bardzo majestatycznie, jednak samymi wejściówkami gali nie zbudujesz. Trochę szkoda, bo mogło to wyglądać o wiele lepiej, a gdyby writerzy przyłożyli się bardziej do, chociaż dwóch lub trzech walk, to sam odbiór wyglądałby inaczej. Jest to pierwsza większa gala WWE w tym roku, która wyszła aż tak źle, a jeszcze raz szkoda, ponieważ federacja miała bardzo dobrą passę.

About Author

Entuzjasta każdego rodzaju wrestlingu. Stały fan WWE, NJPW oraz Impact Wrestling. Zwolennik wrestlingu tagowego. Jego ulubionymi zawodnikami są Velveteen Dream, Seth Rollins, Fenix, Kota Ibushi i Tomohiro Ishii, a drużynami War Raiders, The New Day, LAX, Rascalz, Danny Burch & Oney Lorcan oraz Lucha Brothers.
0Followers
0Subscribers
203Posts
0Comments