WIW

WIW Ocenia: WWE WrestleMania 34

Match #4
WWE Intercontinental Championship
Three Way Match

The Miz (c) vs. Seth Rollins vs. Finn Balor – *** i 3/4*

Przechodzimy w końcu do głównej karty show. The Miz odesłał Curtisa i Bo na backstage, Seth dostał fajną wejściówkę, a Balor… on najprawdopodobniej rozpoczął swoją przygodę z gimmickiem człowieka przyjaznego ruchowi LGBT. Największe szanse w moich oczach miał były członek The Shield, któremu brakowało tylko mistrzostwa Interkontynentalnego do tytułu Grand Slam Championa, a zdobycie mid-cardowego złota idealnie wpasowałoby się w ostatnie próby Rollinsa, stania się Mr. Monday Night Rollins.

Three Way zdecydowanie nie zawiódł. Była to jedna z lepszych walk na całej gali i zapewne w jej odbiorze pomógł fakt, iż otworzyła ona PPV. Fani na stadionie, jak i przed odbiornikami byli spragnieni dobrego wrestlingu i taki na start dostali. Starcie było przepełnione ciekawymi spotami oraz niezatrzymującą się akcją. Five Star Frog Splash przerywający submission, próba Powerbombu na barykady w wykonaniu Rollinsa na Balorze (nawiązanie do SummerSlam 2016), Skull Crashing Finalle z narożnika, Coup de Grace przerywające pin, Stomp na Balorze, który głową wylądował na Mizie. Wszystko to tutaj było.

Rollins zgarnął zwycięstwo po naprawdę świetnym otwarciu tej gali. Pierwszy ważny punkt gali, można więc było uznać za udany.

Zwycięzca: Seth Rollins (15:30)

Match #5
WWE SmackDown Women’s Championship
Charlotte (c) vs. Asuka – *** i 1/2*

Często narzekam na walki kobiet nie tylko w WWE, ale również w innych federacjach. Nie mniej jednak z niecierpliwością czekałem na SmackDown Women’s Championship Match. Od samego początku czuć było, że to starcie może być wyjątkowe. Już wejściówka Charlotte Flair pokazała, że sama federacja podchodzi do tej walki na poważnie, nie chowając jej gdzieś w gąszczu mocno obsadzonej głównej karty show. Swoją drogą było to świetne nawiązanie do wejścia Triple H’a, podczas którego towarzyszyła mu między innymi Charlotte cztery lata temu, również podczas WrestleManii w Nowym Orleanie.

Zacznijmy jednak od minusów, jakie można było zauważyć podczas tej walki. WrestleMania nie od dziś ma problem z czasem. Pomimo ponad 7 godzin (Kick-Off + główna karta), niektóre walki nie dostają wystarczająco czasu. Końcówka nie ma okazji dobrze wybrzmieć. Ofiarą takiej sytuacji stały się właśnie, jako pierwsze, kobiety. Zabrakło mi tam dodatkowych pięciu minut, podczas których zawodniczki po prostu kontrowałyby swoje markowe akcje, wychodziłyby nawzajem z opresji i gdzieś po drodze raczyły nas near-fallami. Tutaj tego nie było.

Były za to inne plusy. Pojawiło się kilka przepięknych akcji, których jednocześnie całkowicie się nie spodziewałem. Diving Moonsault skotrowany na Triangle Choke, przez Asuke? Spanish Fly z narożnika. Te akcje wręcz krzyczały do widza i samej federacji: „w tym wrestlerkach są pieniądze”. Bardzo dobra walka, druga już z rzędu.

Zwycięstwo Charlotte i przerwanie streaku? Kiedyś musiało się to stać, a WWE zostało zapędzone do rogu z tą serią Asuki, ponieważ w pewnym momencie po prostu musieli dawać jej kolejne wygrane. Teraz, wbrew pozorom, postać Japonki może być znacznie ciekawsza. Nowy Orlean staje się pogromcą streaków, a John Cena rujnuje nieco moment, uznając, że w sumie chciałby przebiec się na zaplecze, po tym, jak wpadł do niego z odwiedzinami sędzia.

Zwyciężczyni: Charlotte (13:05)

Match #6
WWE United States Championship
Fatal Four Way Match

Rusev vs. Jinder Mahal vs. Randy Orton (c) vs. Bobby Roode – ** i 1/4*

Były dwie świetne walki, a to już znak, że trzeba taką piękną serię przerwać i zaserwować nam coś bardzo przeciętnego. Zawodnicy, jak to zwykle bywa w wieloosobowych walkach w WWE, często przebywali w ringu tylko we dwójkę, podczas gdy reszta była gdzieś poza polem widzenia kamery.

Ciężko wypisać jakiekolwiek charakterystyczne momenty tej walki. Rusev dostał nieco ofensywy, Orton wyprowadził serię RKO, czyli stały punkt programu został odhaczony. Jedyny moment, jaki jestem w stanie sobie przypomnieć, podczas którego Mahal był w ofensywie, to już sama końcówka, kiedy to Jinder po prostu wparował na ring i wykonał swój finisher, po którym przypiął Ruseva i stał się mistrzem U.S.

Nie oczekiwałem od tego Fatal Four Way’u niesamowitego poziomu, jednak wciąż nieco się rozczarowałem. Mahal w dodatku przypina Ruseva, który jest wciąż bardzo over postacią. Jak widać, WWE ma to jednak gdzieś, ponieważ zaczynają go traktować, jak Zacka Rydera za czasów feudu z Kane’a z Ceną.

Zwycięzca: Jinder Mahal (08:15)

Match #7
Mixed Tag Team Match
Kurt Angle & Ronda Rousey vs. Triple H & Stephanie McMahon – *** i 1/2*

Debiutowy pojedynek Rondy Rousey w WWE był naprawdę dość sporym znakiem zapytania i nikt nie zdziwiłby się, gdyby Mixed Tag Team Match okazał się absolutną klapą. Tak się jednak nie stało, co więcej, otrzymaliśmy jeden z najlepszych pojedynków na tegorocznej WrestleManii, a mówimy przecież o pojedynku, w którym nie tylko brała udział Ronda, ale również Stephanie McMahon. Rousey nie miała więc łatwego zadania, jeżeli chodzi o to, z kim się mierzyła, nie miał kto poprowadzić jej „za rączkę” od startu do końca walki.

Co ciekawe, samo WWE wierzyło w umiejętności byłej mistrzyni UFC, ponieważ walka ta dostała ponad 20 minut. Nie był to Mixed Tag Team Match ze scenariuszem, który przed galą wiele osób przewidywało: Angle i Triple H walczą kilka minut, Hot Tag z Rondą i ta poddaje Stephanie, idziemy do domu. Tutaj mieliśmy do czynienia z faktyczną walką, w której pojawiło się mnóstwo świetnych momentów. W samym zachowaniu Rousey zarówno pod względem postaci, jak i ringowym, nie było czuć za dużo fałszu. Jest to niebywałe osiągnięcie, jak na debiut podczas tak wielkiej gali. Można więc powiedzieć, że wyszło na moje, ponieważ od początku byłem za Rondą.

Co mnie jednak najbardziej zaskoczyło, obok długości starcia i tak dobrego występu „Rowdy”, to momenty, w których Triple H miał swój czas przeciwko Rondzie, a Kurt przeciwko Stephanie. Angle Lock na żonie Huntera? Co za moment! Absolutnie się tego nie spodziewałem. Moment, w którym HHH i Steph trzymają się za ręce, aby się nie poddać, przypominający #DIY vs. Revival? Co ważniejsze, wyszli oni z tej sytuacji. Ronda, która świetnie aktorsko rozegrała końcówkę starcia. Wszystko tutaj grało. Jest to największe pozytywne zaskoczenie tej gali i z niecierpliwością czekam na kolejne walki Rondy.

Zwycięzcy: Kurt Angle & Ronda Rousey (20:40)

Match #8
WWE SmackDown Tag Team Championship
Three Way Tag Team Match
New Day (Big E & Kofi Kingston) vs. The Usos (Jimmy & Jey) (c) vs. Bludgeon Brothers (Harper & Rowan) – ** i 1/4*

Usos po raz pierwszy w głównej karcie WrestleManii od niemal 10 lat! W końcu doczekali się tego niesamowitego momentu, jakim bez wątpienia jest debiut w głównej części najważniejszej gali roku. Nikt im jednak nie powiedział chyba, że dostaną jednocześnie niecałe sześć minut na zaprezentowanie się, czyli zdecydowanie mniej, niż w przypadku Kick-Offów.

To, że Harper i Rowan zgarną mistrzostwa SmackDown Tag Team, było raczej do przewidzenia. Boli jednak sposób, w jaki to zrobili. Żebym jednak nie został źle zrozumiany, rozumiem, jaki był zamysł tego starcia. Bludgeon Brothers wciąż mają być niszczycielską siłą, na którą nikt nie jest w stanie znaleźć sposobu. Jednocześnie jednak udział takich teamów, jak Usos i New Day został ograniczony do absolutnego minimum. New Day wykonało tyle akcji, że byłby je w stanie policzyć na palcach moich rąk.

Bracia (ci prawdziwi) pod tym względem wypadli nieco lepiej. Zrobili z tej walki lekkie Superkick Party, co nadało fajnej dynamiki, do tego krótkiego starcia drużyn.

Byli członkowie Wyatt Family podporządkowali całą walkę pod siebie, tak jak i całą dywizję, na czym opierała się również historia prowadząca do tego Three Way’u.

Mimo wszystko był to jednak spory zawód.

Zwycięzcy: Bludgeon Brothers (05:50)

Match #9
Singles Match
John Cena vs. Undertaker – DUD

Walka, wokół której jeszcze przed galą, gdy nie wiedzieliśmy, czy się odbędzie, było najwięcej kontrowersji. Gdy tylko zobaczyliśmy jednak Johna na widowni, jeszcze w trakcie Kick-Offu, wszyscy zdali sobie chyba sprawę z tego, że do pojedynku dojdzie.

Nie jestem fanem momentu, kiedy to Cena z publiczności zmierza na backstage, po tym, jak sędzia przekazał mu wiadomość o Undertakerze. Przerwał on celebrację Charlotte i pomimo tego, że mistrzyni była już na rampie, a Asuka wciąż w ringu, czyli „impreza” już się skończyła, to wciąż nieco mi to zgrzytało z faktem, że dosłownie minutę temu został przerwany streak.

Jeżeli już coś Cena miałby przerywać, to raczej walkę o pas U.S. ze względu na mniejszy ciężar gatunkowy starcia. Chociaż całość można było po prostu inaczej, lepiej rozegrać.

Troll z Eliasem… FE-NO-ME-NAL-NY. Znalazł on dla siebie miejsce na WrestleManii i wziął udział w ważnym segmencie, co bez wątpienia było docenieniem jego zasług za ostatnie kilka miesięcy. Na koniec zostanie zniszczony przez Johna, jednak spokojnie, on jako postać tego na odczuje, a samo wejście i wkręcenie fanów było tego warte.

W końcu jednak pojawia się Deadman we własnej osobie i faktycznie dochodzi do starcia. Przez cały segment i walkę Cena świetnie pracował mimiką, idealnie „sprzedał” pojawienie się Undertakera. Czy jednak podobał mi się przebieg pojedynku? Bo o szczegółach raczej nie warto pisać. Zwykły squash match. John wykonał jedną akcję i to tyle.

Taker wyglądał naprawdę nieźle, jeżeli chodzi o sposób poruszania się po ringu. Więcej powiedzieć o fizycznej stronie Deadmana nie można, ponieważ trwało to za krótko. Nie zdziwię się, jeżeli zobaczymy go jeszcze na najbliższych kilku WrestleManiach. Powiem więcej, jestem tego pewny. Jeżeli nie wydarzy się coś złego, to Undertaker wejdzie do kwadratowego pierścienia za rok, dwa, a może nawet i trzy.

WWE w dodatku chyba wyciągnęło wnioski z Main Eventu WrestleManii 33 i przestanie najprawdopodobniej dawać „umarlakowi” walk trwających ponad 20 minut. Uważam, że zostało to rozegrane nieźle, wiedzieliśmy, że walka się wydarzy, nawet jeżeli np. ja tego nie chciałem. Federacja jednak jakoś z tego wybrnęła i zrobiła to na tyle dobrze, że nie towarzyszyło mi poczucie żenady podczas oglądania Ceny biegającego po arenie, segmentu z Eliasem oraz samej walki. Ocena „DUD” z oczywistych powodów, jednak jako całość wyszło to w porządku.

Sprzedano tutaj historię wedle, której John był po prostu zbyt pewny siebie, za bardzo zaczynał prowokować Deadmana, chciał go wywołać i doigrał się, ponieważ po prostu został zniszczony przez legendę.

Zwycięzca: Undertaker (02:45)

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

KOMENTARZE

*

*