WIW

WIW Ocenia: WWE WrestleMania 34

Match #10
Tag Team Match
Daniel Bryan & Shane McMahon vs. Kevin Owens & Sami Zayn – ** i 1/4*

Dla Daniela Bryana był to pierwszy kontakt z ringiem, jako zawodnik, od trzech lat. W końcu jednak nasze i przede wszystkim jego marzenia się ziściły i tak oto Daniel wchodził do kwadratowego pierścienia w miejscu, w którym wygrał w 2014 roku mistrzostwo WWE World Heavyweight.

To właśnie wokół momentu powrotu Bryana miał opierać się hype przy tym Tag Team Matchu. Daniel został jeszcze przed gongiem „wyeliminowany” przez Samiego i Kevina, przez co Shane musiał walczyć sam przeciwko Owensowi i Zaynowi, przez jakieś kilka minut.

Wydaje mi się, że nie było to dobre rozwiązanie dla tego starcia. Shane nie jest za dobrym wrestlerem, a po pięciu godzinach gali jego potyczka w handicapie nie była tym, co fani chcieli zobaczyć.

W końcu jednak D-Bryan wrócił do akcji, ku uciesze wszystkich na stadionie w Nowym Orleanie. Od tego momentu całośc zaczynała mieć sens i się po prostu rozkręcać. Nie mniej wciąż był to dość męczący pojedynek. Duży wpływ na to miała oczywiście długość gali.

Wracając jednak do wydarzeń, jakie mieliśmy okazję obserwować, to Bryan pobawił się w terminatora, ponieważ odkopał zarówno po Helluva Kick, jak i po Pop-Up Powerbombie. Wszystko skończyło się oczywiście happy endem, ponieważ GM SmackDown zgarnął zwycięstwo w pierwszej walce po powrocie. Swoje pięć groszy dorzucił gdzieś tam także Shane, wykonując m.in. Coast to Coast, jednak głównym aktorem tego spektaklu był Bryan. Sam spektakl jednak do wybitnych nie należał.

Zwycięzcy: Daniel Bryan & Shane McMahon (15:25)

Match #11
WWE RAW Women’s Championship
Alexa Bliss (c) vs. Nia Jax – **

Kolejną ofiarą, a właściwie ofiarami, lekkiego zmęczenia show była walka o pas kobiet RAW. Alexa dostała specjalne wejście, Nia za to weszła bez żadnych dodatków i też od razu przeszła do czynów, ponieważ jeszcze przed gongiem zaatakowała Mickie James.

Dostaliśmy więc zestawienie 1 vs. 1, a James nie mieszała się do wydarzeń, które miały miejsce w ringu. Sama historia opowiadana w kwadratowym pierścieniu była dość prosta. Gdy Nia zaczynała dominować nad posiadaczką mistrzostwa, wtedy  Alexa zaczynała grać brudno np. atakować oczy pretendentki. Bliss w dodatku skupiała się na nodze Jax. Nie było to zbyt piękne starcie, może poza akcją pokazaną na zdjęciu, a te dziesięć minut po prostu się dłużyło.

Tak, jak w przypadku poprzedniego pojedynku, zapewne czynnikiem może być długość show, jednak z drugiej strony omawiana potyczka nie miała za wiele do zaoferowania. Nia dostała swój moment i w ten oto sposób słaby title reign kończymy kiepską walką.

Zwyciężczyni: Nia Jax (10:15)

Match #12
WWE Championship
AJ Styles vs. Shinsuke Nakamura – *** i 1/4*

Największe rozczarowanie pod względem poziomu ringowego, jeżeli chodzi o tę galę. Czy jednak była to zła walka? Absolutnie nie. Było to jednak starcie, które jeszcze bardziej ucierpiało na problemie, o którym wspomniałem przy walce Asuki z Charlotte Flair.

Od początku bowiem panowie narzucili dość spokojne tempo, wydarzenia w ringu opierały się na dość powolnej, technicznej akcji. Czuć było tam jakiś pierwiastek NJPW. Tutaj jednak to po prostu nie wyszło. Ku mojemu zdziwieniu, fani byli bardzo cicho w trakcie starcia. W momencie, w którym mieli oni jednak wskoczyć na ten wyższy poziom, dostarczyć czegoś więcej, udowodnić jak świetnymi wrestlerami obaj są… wtedy zakończyliśmy walkę.

Jestem przekonany, że gdyby Styles i Nakamura dostali jakieś dziesięć minut więcej, wtedy zupełnie inaczej mówiłoby się o tym WWE Championship Matchu. Największy problem tej walki to przeskoczenie gdzieś z początku rozwinięcia do zakończenia. Jak w każdej pracy pisemnej, tak i tutaj dostaliśmy wstęp, zaczynaliśmy wchodzić w rozwinięcie i zamiast przy tym jeszcze przez kilka minut zostać, otrzymaliśmy od razu kończący Styles Clash. Po cichu wierzę, że ich walka na BackLash, która najprawdopodobniej się odbędzie, dostanie więcej czasu, przez co w połączeniu z heelowym Nakamurą, wypadnie to po prostu znacznie lepiej.

Największe plusy, które dotyczą Nakamura vs. Styles nie odnoszą się bezpośrednio do samego pojedynku. Wejście Japończyka było świetne, a sam heel turn wydarzeniem niespodziewanym i jak zobaczyliśmy już na SmackDown, było to bardzo potrzebne postaci Shinsuke i wychodzi to, oceniając po krótkim wywiadzie, bardzo fajnie. Oby tak dalej. O tej walce zapominamy, pomimo tego, że była niezła i czekamy na BackLash czy inną galę, na której dojdzie do rewanżu.

Zwycięzca: AJ Styles (20:20)

Match #13
WWE RAW Tag Team Championship
Braun Strowman & Nicholas vs. The Bar (Sheamus & Cesaro) (c) – (-*)

Dzięki temu, że jestem miłym i pokojowym człowiekiem, ta walka dostaje minus jedną gwiazdkę. Podejrzewam, że to jeden z pierwszych takich przypadków w historii serii, więc jest to historyczny moment. Od początku jednak, dlaczego taka ocena?

Nie trudno się domyślić, że nie jestem fanem tego, w jaki sposób rozegrano sprawę z Tag Team partnerem Brauna Strowmana. Przed galą spekulowano, kto może wraz z Braunem wygrać mistrzostwa Tag Team. Elias, Samoa Joe, Big Cass, Big Show – to tylko kilka z typów, jakie pojawiały się w internecie. Zamiast nich dostaliśmy jednak Nicholasa, syna sędziego WWE, Johna Cone’a. Poza tym, że jest to „głupiutkie” i przypomina nam, że wrestling jest czymś nie do końca realistycznym, jest jeszcze aspekt tego, jak to wszystko przebiegło.

Dzieciak został wybrany z publiki, a Braun po prostu zniszczył mistrzów Tag Team w krótkim czasie. Strowman najpierw nieco ośmieszył dywizję RAW Tag Team, wygrywając drużynowe Battle Royal, a następnie zrobił to z samymi mistrzami. Widać, że WWE nie chciało zaprzepaścić promocji i popularności Strowmana, jednak z drugiej strony federacja nie miała do końca pomysłu co z nim zrobić. Stąd niespodziewane wyście w pojedynku o miano pretendentów i stąd też takie, a nie inne rozwiązanie sprawy z Tag Team partnerem.

Wracając jednak do walki, to chyba można ją nazwać rozwleczonym squashem, bo jeden zawodnik wygrywający z mistrzami dywizji w cztery minuty świadczy o dość jednostronnym bookingu.

Nie jest to coś, co chciałbym widzieć na WrestleManii. Z drugiej strony, jeżeli ten duet miał mi dostarczyć coś fajnego, to bez wątpienia był to segment na RAW z oddaniem mistrzostw. Nie zmienia to jednak mojego zdania na temat tego, co wydarzyło się na najważniejszej gali roku.

Zwycięzcy: Braun Strowman & Nicholas (04:00)

Main Event
WWE Universal Championship
Brock Lesnar vs. Roman Reigns – ** i 3/4*

Main Event. Rewanż za WrestleManie 31. Walka, której wyniku byli pewni absolutnie wszyscy, nawet ci, którzy nie chcieli, by tak to wszystko się skończyło. Tymczasem! WWE zaserwowało nam jeden z największych shockerów od dawna i nawet jeżeli jest to tylko odroczenie „wyroku” w czasie, o jakieś trzy tygodnie, do The Greatest Royal Rumble, to było warto. Nikt nie chciałby, żeby WrestleMania zakończyła się w przewidywalny i wiadomy od dawna sposób, na szczęście tak się nie stało.

Co do samej walki to ta, pomimo tego, że opierała się na dość podobnym koncepcie, co trzy lata temu, to wypadła nieco gorzej. Największym jej grzechem i po prostu błędem, bo inaczej tego uznać nie można, był Kick-Out po pięciu F5. Przez cały rok budowano tę akcję, aby nikt nie odkopał po niej za pierwszym razem. Undertaker, gdy finisher ten nie był jeszcze aż tak niszczycielski, nie odkopał po trzecim udanym F5 od Lesnara. Tutaj dostaliśmy ich o trzy więcej, jeżeli chodzi o to ile przeciwnik Brocka przetrwał.

Roman odpowiadał Superman Punchami, a na horyzoncie gdzieś pojawiała się wizja, w której Roman w przeciągu kilku minut będzie miał jeden przebłysk, w trakcie którego po prostu zniszczy mistrza. Sama „Bestia” była dość niebezpieczna, jeżeli chodzi o inne akcje, które były wykonywane na Reignsie. Czuć było, jakby Brocka nie do końca obchodziło to, w jakim stanie wyjdzie Roman po ich walce. Nie jest to w tym przypadku dobrą rzeczą, nie wedle mojej opinii.

Rozcięcie, czy też fake’owe krwawienie miało być spektakularne, jednak nie osiągnęło zamierzonego celu. Raczej nikt nie współczuł Romanowi, nie słychać było wielkiej negatywnej reakcji na Brocka ze względu na jego czyny. Ogólnie fani mieli gdzieś, to, co było im prezentowane. Chanty „CM Punk” są tego idealnym przykładem.

W końcu jednak zbliżamy się do finiszu, który naprawdę był niespodzianką. Teoretycznie, jeżeli by „liczyć” finishery, to niemożliwością by było, że Roman odkopie, jednak to samo można było pomyśleć po piątym F5. Main Event pozostawił nas lekko zdezorientowanych, nieco bardziej ciekawych tego, co dalej.

WrestleMania 31 wygrywa jednak w pojedynku z numerkiem 34, jeżeli chodzi o jakość walk Lesnar vs. Reigns, tam, było coś więcej niż wymiana finisherów. Tutaj na akcjach kończących oparto całą walkę.

Zwycięzca: Brock Lesnar (15:55)


Podsumowanie: Kolejna WrestleMania przechodzi do historii. Czy pobiła zeszłoroczną pod względem poziomu? Przy show, które trwa siedem godzin ciężko stwierdzić. Gdy gala jest tak długa, nie ma szans na to, żeby wszystko stało na minimum przyzwoitym poziomie. Jeżeli chodzi o poziom ringowy, to był podobny. Może gala z ostatniej niedzieli była nieco lepsza. Nie otrzymaliśmy żadnego klasyka na lata, jednak walka Charlotte z Asuką musi być uznawana, za najlepszą w tym roku, w przypadku kobiet. Pod względem momentów było nieźle, jednak samo WWE będzie w przyszłości wracać chyba do tylko dwóch. Mianowicie do całej sytuacji z Undertakerem i Ceną oraz do powrotu Daniela Bryana. Były jeszcze pomniejsze momenty, Nia Jax jako symbol walki z prześladowaniem, Seth Rollins z Grand Slamem, heel turn Nakamury czy nawet ten Nicholas, na którego narzekałem. Po pierwszej połowie głównej karty, gdzieś do Cena vs. Undertaker włącznie, ciężko było na cokolwiek narzekać. Emocje na tej gali po prostu były. Przed nami wciąż był przecież powrót Bryana, WWE Championship Match, tajemniczy partner Strowmana i nawet ten Main Event. Nagle jednak poziom zaczął spadać. Tag Team Match z Bryanem i Nia vs. Alexa było po prostu kiepskie, Nakamura vs. Styles rozczarowujące, partner Strowmana kontrowersyjny, a Lesnar vs. Reigns przedobrzyło z finisherami. Nie zmienia to jednak faktu, że chyba WrestleManie można uznać za dobrą. Nie można mówić o potężnym rozczarowaniu i stracie czasu, jednak z drugiej strony na papierze wyglądało to nieco lepiej i miało większy potencjał.

KATEGORIE
WIWWIW OCENIA

Wrestling poznał w wieku ośmiu lat i do dziś jest z nim związany. Obecnie oczarowany brytyjską sceną wrestlingu. Jego ulubionymi zawodnikami są Katsuyori Shibata, Marty Scurll i Kevin Owens. Prywatnie uczeń technikum, wielki fan seriali.

KOMENTARZE

*

*